Publikacja poświęcona tej kwestii ukazała się w Proceedings of the National Academy of Sciences. Jej autorzy mają co najmniej jeden, bardzo ważny wniosek: muzyka grana na żywo silniej i bardziej konsekwentnie pobudza obszary mózgu odpowiedzialne za przetwarzanie emocji niż identyczne utwory odtwarzane z nagrania.
Czytaj też: Hoa hoa hoa season, czyli kiedy jesień dostała soundtrack ze „Zmierzchu”
Ale zanim stało się to jasne, zespół badawczy postanowił sprawdzić, jak mózg słuchacza reaguje na muzykę wykonywaną na żywo i na jej wcześniej zarejestrowaną wersję. Szczególną uwagę badaczy wzbudziło ciało migdałowate, czyli struktura mózgu odgrywająca istotną rolę w przetwarzaniu emocji, rozpoznawaniu bodźców ważnych dla człowieka czy regulowaniu pobudzenia emocjonalnego.
Wcześniejsze badania nad wpływem muzyki na mózg często wykorzystywały nagrania, które nie zmieniają się w odpowiedzi na reakcje odbiorców. Tymczasem podczas występu na żywo muzyk może modyfikować interpretację utworu, tempo i dynamikę, dostosowując je do sygnałów płynących od publiczności. To właśnie ta interakcja może być jednym z kluczowych elementów intensywniejszego przeżywania muzyki.
W eksperymencie uczestniczyło 27 osób, których średni wiek wynosił 28 lat. Badani słuchali utworów fortepianowych wykonywanych przez profesjonalnych pianistów, a aktywność ich mózgów monitorowano za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Muzycy wykonywali krótkie, 30-sekundowe kompozycje przygotowane specjalnie na potrzeby badania. Utwory miały wywoływać zarówno przyjemne, jak i nieprzyjemne emocje. Co istotne, pianiści otrzymywali informacje o aktywności lewego ciała migdałowatego słuchaczy i mieli za zadanie zwiększać ją poprzez odpowiednią interpretację muzyki.
Następnie członkowie zespołu porównali reakcje mózgu z tymi, które pojawiały się podczas słuchania nagrań tych samych utworów, wykonanych przez tych samych muzyków. Dzięki temu naukowcy mogli dokładniej ocenić, czy o sile reakcji emocjonalnej decyduje również bezpośredni kontakt z wykonawcą. Wyniki pokazały, że muzyka na żywo konsekwentnie zwiększała aktywność lewego ciała migdałowatego. W mniejszym stopniu pobudzała również jego prawą część. Zmiany pojawiły się także w innych strukturach mózgu, między innymi we wzgórzu, układzie limbicznym i obszarach kory mózgowej związanych z przetwarzaniem dźwięków i interpretacją bodźców społecznych.
Czytaj też:Czytanie książek umiera? Pocieszające wyniki docierają ze światowych rynków. A jak w Polsce?
Badacze zauważyli coś jeszcze: muzyka wywołująca przyjemne i nieprzyjemne emocje angażowała częściowo odmienne sieci neuronalne. Nieprzyjemne utwory wiązały się z bardziej złożonymi połączeniami funkcjonalnymi obejmującymi ciało migdałowate oraz obszary układu limbicznego i kory czołowo-ciemieniowej. Różnice dotyczyły nawet właściwości akustycznych muzyki. Wykonania na żywo odznaczały się cechami związanymi z ekspresją emocjonalną, takimi jak wysokość dźwięków, rytm, barwa i dynamika. Sugeruje to, iż muzyka koncertowa nie jest jedynie odtworzeniem kompozycji, lecz może stanowić zmieniający się w czasie bodziec, ściśle powiązany z reakcjami słuchaczy.
