powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Podróże

Dotrzesz tam za grosze i cofniesz się do poprzednich epok. Najciekawsze kierunki dla fanów historii 

Przewoźnicy pokroju Wizzair i Ryanair mają swoje za uszami, ale trzeba im przyznać jedno: miliony ludzi mogą dzięki nim pozwolić sobie na zagraniczne wypady bez poważnego naruszania domowego budżetu. Sam zaliczam się do tego grona, chętnie korzystając z sieci połączeń po Europie i świecie. A tak się składa, że jako fan historii lubię połączyć zagraniczne wojaże z poznawaniem dalszej przeszłości wybranych miejsc. Jakie są najciekawsze opcje dla miłośników historii i archeologii, którzy chcą wybrać się na zagraniczną wycieczkę, a nie dysponują pokaźnymi finansami?

AAleksander Kowal
Aleksander Kowal
1h temu·8 minut·
Dotrzesz tam za grosze i cofniesz się do poprzednich epok. Najciekawsze kierunki dla fanów historii 

Grecja: Ateny

Do stolicy Grecji dotrzemy bezpośrednio z kilku polskich miast: Wrocławia, Katowic, Warszawy, Krakowa i Gdańska. Przeloty są częste, a co najważniejsze – tanie. Nawet w sezonie wiosennym i letnim można zamknąć się w kwocie niecałych dwustu złotych za przelot tam i z powrotem. 

Ateny to metropolia, która przy pierwszym kontakcie zniechęca. Betonowa dżungla, niezbyt czyste ulice i dzielnice, do których lepiej nie zapuszczać się po ciemku. Ale jest też ta znacznie przyjemniejsza strona: genialny streetfood, pogoda, dzięki której możemy uciec przed szarą polską jesienią (lub szybciej doświadczyć naszej wiosny), a co najważniejsze – istna gratka dla fanów historii. 

fot. Pexels

Czytaj też: Ogromny pechowiec czy największy szczęściarz? Oto człowiek, którzy przeżył dwa atomowe kataklizmy

Mamy przecież słynny akropol ateński, czyli dawniej zamieszkane wzgórze, na którym przetrwały pozostałości budynków. Rozciąga się też stamtąd przyjemny widok na miasto, a samo dotarcie na miejsce oznacza możliwość przejścia się malowniczymi, kwiecistymi uliczkami stolicy Grecji. Na szczycie czeka na nas między innymi Partenon, czyli świątynia poświęcona Atenie. 

Kawałek dalej możemy odwiedzić Stadion Panateński, znany również jako Kalimarmaro. Ten antyczny obiekt sportowy pochodzi z IV wieku p.n.e., a zwiedzając go można sobie wyobrazić, jakie uczucia towarzyszyły dawnym atletom rywalizującym na tamtejszych arenach. Ateny to też kilka genialnych muzeów, zawierających artefakty obejmujące tysiące lat historii. A na zakończenie dnia najlepiej wybrać się na Wzgórze Lycabettus, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. 

fot. SkareMedia

Hiszpania: Sewilla 

Kolejny punkt obowiązkowy, szczególnie, jeśli marzy Ci się klasyczny city break. Do stolicy Andaluzji dotrzesz bezpośrednio z Warszawy, Wrocławia i Krakowa. Za bilety w dwie strony zapłacimy nieco ponad dwieście złotych, a i na miejscu nie powinno być specjalnie drogo. Szczególnie, że Andaluzja nie jest tak oblegana jak znacznie bardziej popularne hiszpańskie miasta pokroju Madrytu i Barcelony.

A uwierzcie – jest co tam zwiedzać. Nie jest to metropolia, w której utkniemy na tydzień, a i tak nie odhaczymy nawet połowy pozycji z listy “do zobaczenia”. Zamiast tego znajdziemy tam zarówno atrakcje typowe dla dużych miast, jak i poczujemy klimat południowej Hiszpanii, tak bardzo inny od Katalonii, Galicji bądź Madrytu. Z punktu widzenia tego artykułu najciekawsze pozostają rzecz jasna aspekty historyczne. Tych nie brakuje, wszak Sewilla to chociażby przepiękny Plac Hiszpański. Jego przeszłość nie sięga zbyt daleko, ponieważ mówimy o budowli powstałej niecałe sto lat temu. Styl jego wykonania przywodzi jednak na myśl znacznie starszą architekturę.

Ta faktycznie dużo bardziej odległa pod względem czasowym to między innymi Alkazar, czyli mauretański pałac królewski. Jego geneza sięga XVI wieku, a przechadzanie się tamtejszymi korytarzami i ogrodami bez najmniejszego zawahania mogę uznać za jedno z charakterystycznych wspomnień wyjazdu. 

Bo Sewilla to przede wszystkim perełka związana z arabską ekspansją na Półwyspie Iberyjskim. Widać to po charakterystycznej zabudowie i nie tylko. Katedra Najświętszej Marii Panny – przepiękna zarówno od zewnątrz, jak i w środku – stanowi niejaki symbol tych dawnych czasów. Przeszła bowiem długą drogę, od islamskiego meczetu, po jedną z najpiękniejszych gotyckich świątyń w całej Europie. A co po zwiedzaniu? Czas na degustację churros, rzecz jasna. 

fot. wili_hybrid

Włochy: Rzym 

Banał i oczywistość. Ale czy można pominąć Wieczne Miasto, gdy mówimy o poznawaniu historii tanim kosztem? Nie wyobrażam sobie tego, wszak do stolicy Włoch można bezpośrednio dostać się samolotem z Krakowa, Gdańska, Katowic, Warszawy, Rzeszowa, Poznania i Wrocławia. Ba, przelot w dwie strony za mniej niż sto złotych – szczególnie jesienią czy zimą – to w zasadzie norma. A nawet wiosną i latem zapłacimy tylko minimalnie więcej.

Tak się składa, że moja pierwsza podróż do Rzymu przypadała na okres pandemiczny. Granice dla turystów otwarto tego samego dnia, więc trzeba sprawdzić, jak wygląda pół-martwa włoska metropolia. A w zasadzie bliżej jej było do w pełni martwej, ponieważ w miejscach tak kultowych jak Koloseum czy Fontanna di Trevi można było spotkać zaledwie kilkanaście osób. 

Ale jeśli mówimy o mieście, w którym znajduje się jeden z siedmiu nowych cudów świata, to z automatu będzie to pozycja obowiązkowa dla fana historii. Szczególnie, że Rzym to też perełka z punktu widzenia eksploracji stanowisk archeologicznych (Forum Romanum!) i istna kopalnia przepięknych budynków, takich jak bazyliki i kaplice. Na piechotę zajdziecie do Watykanu, przechodząc malowniczymi ulicami. Dla fanów węglowodanów Włochy to natomiast wybór dość oczywisty – choć zawsze będę powtarzał, że znalezienie w Polsce dobrej pizzy czy makaronu jest łatwiejsze niż we włoskich centrach turystycznych. 

fot. Pexels

Na nieco dłuższy wypad: Gruzja (i Armenia) 

O ile Ateny, Sewilla czy Rzym są idealne pod klasyczny city-break, tak Gruzja – ze względu na dystans – to już konieczność co najmniej kilkudniowego wypadu. Szczególnie, że najtańsze przeloty zaprowadzą nas do Kutaisi. To dość niewielkie miasto z równie niewielkim lotniskiem. Można tam poczuć gruzińskiego ducha, ale skłamałbym mówiąc, iż Kutaisi powala na kolana pod względem turystycznym. 

Tu już odległość jest nieco większa, a co za tym idzie – lot trwa dłużej i jest odrobinę droższy. Ale nie oznacza to, że nie znajdziemy biletów w dwie strony za około trzysta złotych. Najlepsze oferty zwykle dotyczą Katowic, ale bezpośrednio dostaniemy się do Gruzji także z Wrocławia, Poznania oraz Warszawy. Mając do dyspozycji nieco więcej czasu świetnym wyborem byłoby wybranie się także do pobliskiej Armenii.

Czytaj też: Archeolodzy kompletnie się tego nie spodziewali. Odnaleźli rzymski posiłek, który przetrwał tysiące lat 

Bo oba te kraje to istny paradoks: łączy je wiele, a momentami wydaje się, iż dzieli jeszcze więcej. Gruzja w kontekście miast to przede wszystkim Tbilisi, w którym znajdziemy tradycję łączącą się z nowoczesnością. Są więc efektowne kościoły prawosławne i rozsiane wokół twierdze. A do tego genialna kuchnia. Poza miastami warto natomiast odwiedzić tamtejsze klasztory, z których zwykle rozpościerają się fenomenalne widoki na okoliczną naturę. 

Armenia jest natomiast zdecydowanie mniej popularna (co wynika choćby z faktu, że trudno się tam dostać i trzeba kombinować z przesiadkami). Ale to też jeden z argumentów, dla których warto zaryzykować. Klasztor Chor Wirap czy Geghard sprawiają, że poczujesz się niczym Indiana Jones. Zabudowania nad jeziorem Sewan to kolejna historyczno-naturalna perła Armenii. A świątynia Garni przywoła skojarzenia z Atenami. 

fot. B10m

Gdy skończy się wojna: Jordania

Jordania to zdecydowanie jedna z turystycznych ofiar konfliktu na Bliskim Wschodzie. Cierpią na tym lokalni mieszkańcy, dla których goście z zagranicy byli istotnym źródłem dochodów. W obecnej sytuacji MSZ odradza podróżowania tam, ale jeśli tylko sytuacja się uspokoi, Jordania powinna trafić na priorytetową listę.

To przecież kolejne miejsce zawierające obiekt zaliczany do siedmiu nowych cudów świata. Chodzi o Skalne miasto w Petrze. I już samo to jest warte około 4-godzinnego lotu do Ammanu, skąd można wypożyczyć samochód bądź skorzystać z całkiem sprawnie działającego systemu busów. 

Geneza Petry sięga III wieku p.n.e., a wykute w skale kształty to istna kapsuła czasu. Z jednej strony mamy więc namacalne dowody na obecność Nabatejczyków, z drugiej natomiast dowiemy się, iż obszar był zamieszkiwany ZDECYDOWANIE dłużej. Eksploracja całego stanowiska to coś, czego powinien podjąć każdy fan historii i archeologii. 

A Jordania to nie tylko Petra. W kontekście historycznym warto odwiedzić Dżarasz i przejść się ulicami Ammanu, zahaczając o tamtejsze meczety bądź odwiedzając teatr rzymski z dwoma muzeami. W przerwach rekomenduję zapoznanie się z gastronomiczną ofertą restauracji i stoisk z jedzeniem oraz napojami. A jeśli będziecie mieli dość poznawania historii, to wciąż zostaje pustynne Wadi Rum oraz kąpiel w niezatapialnych wodach Morza Martwego. 

fot. Thomas Wolf

Najciemniej pod latarnią: Praga i Berlin 

Skoro były stosunkowo dalekie destynacje, do których potrzeba kilku godzin lotu, to teraz czas na znacznie bliższe kierunki. Takie, gdzie dotrzemy autem, pociągiem czy na przykład Flixbusem. Zarówno Praga jak i Berlin mają do zaoferowania masę historycznych ciekawostek. Oczywiście stolica kraju naszych południowych sąsiadów jest przy tym zdecydowanie przyjemniejsza pod kątem spacerowania, ale Niemcy mogą pochwalić się genialnymi muzeami. 

Jeśli więc odwiedziliście już Bramę Brandenburską i zjedliście kultowego kebaba, to może warto byłoby zapoznać się z ofertą tamtejszych muzeów? Tych jest w stolicy Niemiec ponad sto pięćdziesiąt, co samo w sobie jest imponujące. Najbardziej oblegane, tj. słynne muzeum pergamońskie, zostanie ponownie otwarte w przyszłym roku, ale zdecydowanie warto czekać. Na miejscu czeka między innymi Brama Isztar, której pierwowzór znajdował się na terenie dzisiejszego Iraku. W innej placówce – Muzeum Egipskim – na zwiedzających czeka natomiast efektowne popiersie Nefertiti. A uwierzcie: to jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o berlińską ofertę muzealną.

Czytaj też: Wiemy, jak wyglądali średniowieczni Chełmianie. Naukowcy zrekonstruowali ich twarze

Praga pod tym względem nie jest równie imponująca (ale nie oszukujmy się, Berlin to po prostu światowa, muzealna topka). Oferuje za to zdecydowanie milszy dla oka i duszy vibe. Wyprawa w okolice Zamku na Hradczanach to wizytówka stolicy Czech. Mówimy o największym tego typu obiekcie na całym globie, sięgającym początków istnienia całego miasta. 

Dodajmy do tego XIV-wieczny most Karola, twierdzę na Wyszehradzie czy spacerowanie po tamtejszym rynku. A i praskie Muzeum Narodowe nie ma się czego wstydzić. Praga i Berlin to historyczne pozycje obowiązkowe, choć z nieco innych powodów. Stolica Niemiec oferuje konkretne miejsca, w których możemy poczuć powiew historii, lecz sama w sobie nie powala na kolana. W Pradze mamy natomiast fenomenalny klimat i samo przechadzanie się tamtejszymi uliczkami pozwala poczuć się tak, jakbyśmy wylądowali w średniowiecznym mieście.

AAleksander Kowal

Aleksander Kowal

Redaktor

Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX