Członkowie wspomnianego zespołu przeanalizowali mechanizmy działania tego rodzaju treści. Są to materiały tworzone przede wszystkim po to, aby wywołać u odbiorców silne emocje, zwłaszcza złość i oburzenie. O wynikach tak niezwykłego śledztwa jego autorzy piszą w Information, Communication & Society.
Zdaniem badaczy media społecznościowe coraz częściej premiują treści wywołujące skrajne reakcje emocjonalne. I wydaje mi się, że zauważył to każdy, kto w miarę regularnie przegląda różnego rodzaju platformy. Twórcy internetowi doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego coraz częściej prowokują sytuacje, których głównym celem jest napędzanie konfliktu. Pozornie materiały te mają piętnować niewłaściwe zachowania lub egzekwować społeczne normy, jednak w rzeczywistości ich najważniejszym zadaniem jest przyciągnięcie uwagi odbiorców i zwiększenie liczby wyświetleń.
Czytaj też: Księgarnie wracają do gry. Po całym dniu online chcemy pobyć gdzieś bez algorytmu
Jednym z przykładów przeanalizowanych przez badaczy jest popularna seria internetowych nagrań Cart Narcs. Jej autorzy konfrontują klientów supermarketów, którzy nie odstawiają wózków sklepowych na wyznaczone miejsca. Choć filmy sprawiają wrażenie społecznej interwencji, naukowcy przekonują, że są one starannie konstruowanymi spektaklami, w których konflikt jest przewidywalnym elementem scenariusza.
Badacze zauważają, że twórcy tego typu materiałów wykorzystują powtarzalny schemat. Najpierw prowokują określoną sytuację, następnie doprowadzają do emocjonalnej reakcji drugiej osoby, po czym przedstawiają siebie jako tych, którzy stoją po stronie moralności i porządku. Dzięki temu widzowie odnoszą wrażenie, iż uczestniczą w wymierzaniu sprawiedliwości, podczas gdy w rzeczywistości oglądają starannie wyreżyserowaną formę internetowej rozrywki.
To coś, co możemy określić mianem rozrywki opartej na odpowiedzialności. Odbiorcy mają poczucie, że obserwują ukaranie niewłaściwego zachowania, jednak cała sytuacja kończy się na ekranie smartfona lub komputera. Nie prowadzi do rzeczywistych zmian społecznych ani nie rozwiązuje problemów, które mogły doprowadzić do danego zachowania. Szczególnie niepokojące jest to, iż internetowa kultura oburzenia coraz częściej odwraca uwagę od rzeczywistych problemów systemowych. Zamiast zastanawiać się nad przyczynami określonych zjawisk społecznych, użytkownicy skupiają się na ocenianiu pojedynczych osób.
Badacze mówią o czymś jeszcze: ragebait wykorzystuje elementy kultury publicznego wywoływania do odpowiedzialności, która pierwotnie była związana z działalnością społeczną i walką o sprawiedliwość. Obecnie mechanizm ten coraz częściej służy jednak przede wszystkim monetyzacji treści. Zamiast koncentrować się na osobach posiadających realną władzę, twórcy internetowi często kierują uwagę na zwykłych ludzi, których błędy stają się materiałem dla milionów odbiorców.
Czytaj też: Mrok pochłania świat muzyki. Analiza tekstów piosenek pokazuje, jak bardzo się zmieniły
To z kolei prowadzi do powstawania zjawiska znanego jako atomizacja polityki, w którym wspólne działania na rzecz rozwiązywania problemów zostają zastąpione przez szybkie osądy, internetowe potępienie i krótkotrwałe fale oburzenia. Takie emocje są niezwykle atrakcyjne dla algorytmów mediów społecznościowych, ponieważ generują wysoki poziom zaangażowania użytkowników.
Zrozumienie czynników stojących za całym tym fenomenem powinno być niezwykle istotne zarówno dla użytkowników internetu, jak i dla platform społecznościowych. Według naukowców większa świadomość sposobu tworzenia i rozpowszechniania tego rodzaju treści może pomóc ograniczyć ich wpływ na debatę publiczną oraz zmniejszyć podatność odbiorców na manipulację emocjami.
