Żadne zwierzę nie wymyśliło czegoś tak złego jak pijaństwo ani też czegoś tak dobrego jak drink – ten krążący w Internecie cytat jest tyleż zabawny, ile bezsensowny. Świat przyrody „wymyślił” drinki i narkotyki wiele milionów lat przed pojawieniem się na Ziemi naszych praprzodków. Pociąg do odurzających substancji wykazują w badaniach niemal wszystkie zwierzęta laboratoryjne: myszy, szczury, króliki, psy oraz małpy. Podobne zjawiska występujące w przyrodzie obserwowano od niepamiętnych czasów, choć rzetelnych badań w tej dziedzinie było niewiele i często ludzka fantazja miesza się tu z nauką, tworząc mity uporczywie krążące po książkach i Internecie. Bodaj najpopularniejszy z nich dotyczy misiów koala, które rzekomo mają być non stop otumanione olejkami eterycznymi z eukaliptusa, którym się żywią. Tymczasem z badań wynika, że nic takiego nie ma miejsca, a koale są ospałe i niemrawe po prostu dlatego, że mają malutkie mózgi – w naturalnym środowisku nic i nikt ich nie zmusza do większej aktywności. Narkotycznym uciechom oddają się za to inne zwierzaki – nierzadko takie, których byśmy w ogóle o to nie podejrzewali.

ORGIE NA SAWANNIE


Wydawałoby się, że do upicia kilkutonowego słonia potrzebne będą wiadra alkoholu. Tymczasem podobno wystarczy tylko kilka owoców maruli, by wielki ssak ruszył zygzakiem przez sawannę, potykając się o własne nogi i rycząc, co sił w trąbie. Co roku, gdy tylko sfermentowane przysmaki zaczynają spadać z drzew, sawanna zamienia się w miejsce pijackich orgii. Całe stada słoni migrują na tereny, gdzie rosną marule, kierując się słodkim zapachem drinków i radosnymi rykami swych podchmielonych ziomków.

Ale nie tylko one mają ochotę na procenty. Antylopy, guźce i małpy też rączo zmierzają ku drzewom maruli – wszak następna okazja, żeby się porządnie sponiewierać, będzie dopiero za rok. Co prawda nie wszyscy naukowcy wierzą w opowieści o dzikich imprezach na sawannie, ale faktem też jest, że w okresie dojrzewania maruli stada słoni nierzadko tratują w amoku wsie i ludzi. Ewidentnie wygląda to na skutki przedawkowania C2H5OH. W Indiach odnotowano nawet przypadki pijackiego bandytyzmu – tamtejsze słonie potrafią napaść na browar, zdemolować go i oczywiście wypić to, co zawiera choć odrobinę alkoholu. Z równie bandyckich zachowań znane są makaki (co może trochę mniej dziwić, bo są bliżej z nami spokrewnione niż słonie). Małpy te upodobały sobie kradzieże drinków klientów barów w nadmorskich kurortach i są wyjątkowo wybredne, jeśli chodzi o skład napoju – w dodatku każda ma zupełnie inne preferencje. Makaki zakradają się tylko do stolików ze swoim ulubionym drinkiem, po czym chyłkiem wysączają płyn i udają się chwiejnym krokiem do lasu, by tam z wyrazem błogiego zadowolenia na pysku zasnąć pod drzewem. Obserwacje te tak zaintrygowały naukowców, że alkoholowa przestępczość makaków stała się tematem całkiem poważnych badań.

Alkoholem nie gardzą też pszczoły, które potrafią się upić do tego stopnia, że nie są w stanie trafić do własnego gniazda. Co ciekawe, kiedy wreszcie tam dotrą, są bezceremonialnie wyrzucane na zewnątrz przez robotnice- bramkarzy. Pijana jak bela pszczoła mogłaby narobić niezłego bałaganu w ulu, dlatego musi trzeźwieć poza nim.

KROWA NA ALKALOIDACH


W toku ewolucji rośliny i zwierzęta „wynalazły” mnóstwo substancji trujących – wszystko po to, by uchronić się przed pożarciem lub dokuczliwymi pasożytami. Trucizny te mają dwie istotne cechy: ich toksyczność zależy od dawki i nie wszystkie zwierzęta reagują na nie w taki sam sposób. To, co jest trujące dla jednych, może wywoływać stan podniecenia u drugich, miłe otępienie u trzecich i być obojętne dla czwartych. Na dodatek nierzadko zdarza się, że zwierzaki „pożyczają” sobie toksyny od innych gatunków. Robią to w celach czysto użytkowych, a odrobina odlotu jest tylko dodatkową korzyścią. Przykładem może być strategia stosowana przez lemury makaki (Eulemur macaco), żyjące w północno-zachodniej części Madagaskaru. Z upodobaniem nacierają się one toksycznymi wydzielinami krocionogów, które chronią je przed ukąszeniami owadów, ale też przy okazji zapewniają przyjemne poczucie odrętwienia – przynajmniej przez kilka minut. Co ciekawe, żyjące w niewoli lemury w podobnym celu używają... cygar. Nikotyna może bowiem równie skutecznie odstraszać pasożyty, o czym wiedzą zresztą nawet nasze jeże. Jeżeli komuś zdarzy się zgubić w ogródku paczkę papierosów i następnego dnia znajdzie ją obślinioną i pogryzioną, to ani chybi sprawka tego owadożernego ssaka. Jeże z wielkim zapałem żują i połykają tytoń, podobnie jak laboratoryjne myszy. Skłonność do nacierania skóry sokami roślin zawierających nikotynę zaobserwowano też u wielu małp. Trudniej natomiast wytłumaczyć zachowanie bydła, które na amerykańskich łąkach wyraźnie preferuje zioła zawierające swainsoninę – toksyczny alkaloid uszkadzający komórki nerwowe. Naćpane nim krowy najpierw unikają innych osobników w stadzie, potem chodzą chwiejnym krokiem i wpadają na drzewa, a czasem wręcz dostają ataków szału i atakują każdego, kto pojawi się w zasięgu ich zamglonego wzroku. Finał najczęściej jest żałosny – zwierzęta giną w wypadkach lub z niedożywienia. Dlatego farmerzy unikają wypasania stad na łąkach porośniętych narkotycznymi gatunkami traganka (Astragalus) i ostrołódki (Oxytropis).

NATRZYJ SIĘ MRÓWKAMI

 


Odmienne stany świadomości u zwierząt często występują jedynie w legendach. Naukowcom do dziś nie udało się potwierdzić, czy renifery faktycznie wcinają halucynogenne muchomory czerwone, by choć na chwilę zapomnieć o paskudnej pogodzie i monotonnej diecie. Wiadomo tylko, że generalnie jeleniowate czasami zjadają grzyby... No i że ludy Północy otaczają renifery czcią, a tamtejsi szamani wprawiający się w trans za pomocą muchomorów twierdzą, że to obyczaje tych zwierząt były dla nich inspiracją.

Podobna zależność występuje między plemionami Amazonii a jaguarami. Indianie są przekonani, że drapieżne koty żują kłącza liany z gatunku Banisteriopsis caapi i doznają po tym halucynacji, dlatego sami używają tej rośliny do przyrządzania narkotycznego napoju ayahuasca. Jak jest naprawdę? Nie wiadomo, bo na razie żaden naukowiec nie odważył się przeprowadzić badań nad (być może) naćpanymi jaguarami. Ale Elroy Rodriguez z Cornell University uważa, że zwierzęta mogą faktycznie zjadać lianę, choć z nieco innego powodu – zawarte w niej substancje są skutecznym środkiem przeciw robakom jelitowym. I wskazuje, że Indianie stosują ayahuaskę nie tylko w celach „rozrywkowych”, ale również do leczenia chorób jelit. W ten sam sposób można wytłumaczyć fenomen nazwany myrmekomanią. Ptaki takie jak kruki, wrony i papugi mają zwyczaj zażywać specyficznych kąpieli: siadają na mrowisku i pozwalają się obsiąść mrówkom. Wydzielane przez te owady substancje (głównie kwas mrówkowy) pozwalają pozbyć się pcheł i innych uciążliwych pasożytów. Są też jednak wchłaniane przez skórę i wprawiają ptaki w stan lekkiej ekstazy. W tym kontekście można zupełnie inaczej odczytać słynną scenę z udziałem mrówek i Telimeny z „Pana Tadeusza”...

OSZUKIWANIE MÓZGU


Choć właściwości „pasożytobójcze” naturalnych narkotyków mogą być bardzo cenne, nie zmienia to faktu, że są to substancje bardzo niebezpieczne. Eksperymenty wykazały, że gdy zwierzęta mogą dowolnie sterować dopływem psychotropów, potrafią zaćpać się na śmierć. Owładnięte wizją kolejnej działki zapominają o jedzeniu i spaniu, stają się łatwym łupem dla drapieżników, popadają w totalne uzależnienie... Pytanie „ale dlaczego?” narzuca się samo. Po co ewolucja wyposażyła zwierzaki – a więc także i nas – w potencjalnie autodestrukcyjne skłonności? Odpowiedź tkwi w naszych słabych głowach, a konkretnie – w budowie mózgu. Znajduje się w nim tzw. układ dopaminowy, odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności. W naturalnych warunkach pobudzają go czynniki sprzyjające przeżyciu: smaczne jedzenie, aktywność seksualna, zaspokojenie pragnienia, a nawet samo oczekiwanie przyjemnych wydarzeń. „Większość uzależniających środków psychoaktywnych – kokaina, amfetamina, heroina, opium i nikotyna – działa na komórki komunikujące się za pośrednictwem dopaminy ” – pisze psycholog Daniel Nettle w książce „Szczęście sposobem naukowym wyłożone”. Podobne efekty wywołuje alkohol i nikotyna. Używki są więc w stanie oszukać mózg, dając mu poczucie zaspokojenia podstawowych potrzeb bez konieczności wysilania się na polowanie czy szukanie partnera.

Oczywiście takie oszustwo w nadmiarze jest szkodliwe, ale też rzadko zdarza się, by dzikie zwierzęta miały dostęp do dużych ilości narkotyku. Natomiast niewielkie jego ilości mogą pomóc przetrwać trudne chwile. Badania wykazały, że słonie znacznie chętniej sięgają po sfermentowane owoce – lub alkohol w warunkach „laboratoryjnych” – gdy są w depresji po utracie swego życiowego partnera. Podczas wojny wietnamskiej naukowcy sfilmowali bawołu, który zwalczał stres pożerając bogate w opium makowiny. Brzmi znajomo, prawda? Jedna ze śmiałych teorii głosi, że nasi odlegli przodkowie, żyjący miliony lat temu w Afryce, zeszli z drzew i podążali za stadami zwierząt z bardzo prozaicznego powodu. Otóż odchody roślinożerców były znakomitą pożywką dla grzybów – w tym tych halucynogennych, stanowiących nie tylko pokarm, ale również źródło ciekawych doznań, zmieniających sposób patrzenia na rzeczywistość i pobudzających wyobraźnię. Oczywiście to tylko hipoteza, ale nie sposób wykluczyć, że narkotyki towarzyszyły nam od samego początku i wywarły znaczny wpływ na naszą ewolucję.

Jakub Urbański