Zdaniem Graya  stoi za tym przekonanie, że dzieci uczą się tylko wtedy, gdy wykonują zadania zlecane i oceniane przez dorosłych. To, co robią same z siebie, uznaje się za mniej wartościowe.

To dlatego już w przedszkolu zapewnia się dzieciom masę zajęć, a program jest tak przeładowany, że w niektórych placówkach nie starcza czasu na swobodną zabawę.

Po co dzieciom czas nienadzorowany?

„Poprzez swobodną zabawę dzieci uczą się nawiązywać przyjaźnie, pokonywać strach, rozwiązywać problemy, przejmować kontrolę nad swoim życiem. (...) Nic, co dorośli mogą zrobić dla dzieci, żadne zabawki ani zajęcia dodatkowe, żadne wspaniałe chwile (quality time) w rodzinnym gronie nie wynagrodzą dziecku odebranej swobody. To, czego dzieci uczą się same w swobodnej zabawie, nie może zostać im przekazane w inny sposób” – uważa Gray. Agnieszka Stein zauważa, że w swobodnej zabawie nie chodzi o brak obecności dorosłych, ale o postawę dorosłego, który towarzyszy. „Wielu z nas ma problem z tym, żeby powstrzymać się od kontroli, od narzucania struktury dziecięcej aktywności. W nienadzorowanej zabawie chodzi o to, żeby dzieci same mogły podejmować decyzje, popełniać błędy, brać je pod uwagę i wyciągać z nich wnioski. Myślę, że da się stworzyć taki czas również wtedy, kiedy rodzic jest dostępny, a nawet uczestniczy w zabawie, pod warunkiem że będzie jej pełnoprawnym członkiem, na równi z innymi” – przekonuje psycholog.

Co takiego cennego może się wydarzyć podczas zabawy, którą kierują same dzieci? Weźmy za przykład wdrapywanie się na drzewo. Wchodząc na nie, dziecko oswaja strach, poznaje swoje możliwości, zdobywa kontrolę nad własnym ciałem i pewność siebie, która pozwoli mu się zmierzyć z innymi życiowymi wyzwaniami. Innymi słowy, w sposób naturalny zyskuje wiedzę i opanowuje takie umiejętności, których do-rośli uczą się na treningach rozwoju osobistego. Umiejętności społeczne dzieci rozwijają z kolei podczas nienadzorowanej przez dorosłych zabawy w grupie. Zabawa jest z definicji czymś dobrowolnym. Żeby ktoś chciał się ze mną bawić, muszę brać pod uwagę jego potrzeby. Musimy wspólnie ustalić zasady. Jest to więc okazja do nauki samodzielnego nakładania ram na swoje zachowanie, do tworzenia reguł, sprawdzania ich i modyfikowania, doświadczania własnej sprawczości.

Jak bezpiecznie dawać wolność?

Lenore Skenazy postanowiła pozwolić swojemu dziewięcioletniemu synowi doświadczyć niezależności i wyraziła zgodę, by samodzielnie wrócił nowojorskim metrem z centrum handlowego do domu. Wyposażyła syna w mapę, bilet na metro  i 20 dolarów, na wypadek gdyby jednak musiał wziąć taksówkę. Doświadczenie okazało się dla syna ważne, dało mu wiele satysfakcji i pewności siebie. Od dawna już twierdził, że umiałby sam wrócić do domu. Skenazy, która jest niezależną dziennikarką, po kilku dniach opisała tę historię w swoim felietonie. W konsekwencji zarzucono jej nieodpowiedzialność, narażanie dziecka na niebezpieczeństwo i okrzyknięto „najgorszą matką Ameryki”. Odpierając ataki, Lenore Skenazy zaczęła prowadzić blog, a później napisała książkę „Dzieci wolnego chowu”, w której pisze o tym, jak realizować swoje rodzicielstwo ufając dziecku, bez przeżywania ciągłego strachu.