Część pomieszczeń w laboratorium była oazą porządku: książki równiutko poukładane na półkach, papiery w segregatorach. Reszta pokojów przypominała krajobraz po przejściu huraganu: kartki wysypywały się z przepełnionych półek, książki piętrzyły się na podłodze, długopisy i flamastry rozrzucone były na biurkach.

Do laboratorium zaproszono 188 osób, które miały wybrać z menu jeden z owocowych smoothie. Napoje w menu losowo oznaczano też opisami „klasyczny” lub „nowy”. Czy otoczenie, w jakim badani dokonywali wyboru, miało wpływ na ich decyzję? Tak! Przebywający w zabałaganionych pokojach dwukrotnie częściej zamawiali „nowości”, podczas gdy uporządkowane pomieszczenia skłaniały badanych dwa razy częściej do wyboru „klasyki”.

„Przebywanie w bałaganie odwodzi ludzi od rutyny, stają się bardziej otwarci na nowości” – stwierdza Kathleen D. Vohs, profesor marketingu na University of Minnesota, autorka badań opublikowanych na łamach „Psychological Science”. W innym eksperymencie zespół prof. Vohs wykazał, że bałagan zwiększa kreatywność. Grupy pracujące w zabałaganionych pomieszczeniach wymyślały średnio o 28 proc. więcej zastosowań dla piłeczek do ping-ponga.

W świecie, który dąży do „coraz lepszej organizacji”, branża oferująca usługi porządkowania (od segregatorów po pomoc profesjonalnych „układaczy w szafach”) zwiększa zyski z roku na rok (tylko w USA generuje rocznie 3 miliardy dolarów), a książki guru porządku, z Perfekcyjną Panią Domu czy autorką bestsellerowej „Magii sprzątania” Marie Kondo rozchodzą się jak świeże bułeczki, pochwała bałaganu brzmi absurdalnie. Tymczasem „Uporządkowanie i nadmierne zorganizowanie niosą za sobą wysokie koszty, których nie zauważamy, ignorując równocześnie fakt, że ludzie czy organizacje nieuporządkowane często są bardziej efektywne, kreatywne i elastyczne” – przekonują Eric Abrahamson i David H. Freedman, autorzy książki „A Perfect Mess: The Hidden Benefits of Disorder”.

 

1B ZAMIAST 5S

Dyktafon, stosy notatek, kubki z kawą i herbatą, pootwierane książki, Kindle, stos gazet, rachunki do zapłacenia, wyniki badań psa, pudło kredek, portrety koni, dzieci często współokupują moje biurko, które wiele ma wspólnego z miejscem pracy bohaterki kryminałów Remigiusza Mroza, prawniczki Jolanty Chyłki: „stanowi antytezę tego, co proponowała japońska koncepcja 5S, leżąca u podwalin korporacyjnej egzystencji. Sortowanie, systematyka, sprzątanie, standaryzacja, samodyscyplina. To miało zapewniać najwyższą efektywność pracy, przynajmniej według guru zarządzania Takashiego Osady. Według Chyłki lepiej sprawdzała się koncepcja 1B. Jeden burdel”.