Robotnicy ze zniszczonej japońskiej elektrowni Fukushima ze strachu przed zwolnieniem godzili się na pracę w śmiertelnie groźnych warunkach wysokiego napromieniowania. Kasjerki w jednym z polskich supermarketów wolały siedzieć przy kasie w pampersach, niż zrobić sobie przerwę na skorzystanie z toalety. To oczywiście przypadki ekstremalne, ale problem strachu przed zwolnieniem dotyczy coraz większej liczby ludzi i to w równym stopniu kasjerek, co menedżerów wysokiego szczebla. W firmie słyszysz: „będą cięcia”. Media trąbią o kryzysie. U przyjaciela w firmie już zwalniają. A ty? Tak jak większość: kredyt mieszkaniowy na trzydzieści lat i dwoje dzieci. Strach paraliżuje. A jednak musisz z tym żyć i pracować. Pytanie tylko: jak?

„Odczuwanie lęku jest częścią ludzkiej natury. Strach chroni przed zagrożeniami, ostrzegając nas w niebezpiecznych sytuacjach. Może jednak stać się groźny, gdy jest wyolbrzymiony, nieproporcjonalny w stosunku do przyczyn” – pisze w  książce „Jak uwolnić się od lęku” niemiecki psycholog Wunibald Müller. To definicja ogólna, można przełożyć ją na wszystkie lęki związane z codziennym życiem, także ten dotyczący możliwości zwolnienia.

Jak wynika z sondaży, strach przed utratą pracy to drugi po obawie przed chorobą lęk w naszym życiu. I trudno się dziwić. Praca stanowi przecież główne źródło utrzymania większości ludzi. Zazwyczaj nie możemy lub nie chcemy liczyć na finansowe wsparcie rodziny. Poczucie obowiązku i presja są niesamowicie silne, więc jeśli już mamy zatrudnienie, staramy się zrobić wszystko, by utrzymać się na stanowisku. Może zatem jest się czego bać?

Lęk pożera energię

Eksperci podkreślają, jak ważne jest określenie źródła lęku. Co innego, gdy boimy się, bo zdajemy sobie sprawę, że możemy nie sprostać wysokim wymaganiom firmy, co innego zaś, gdy lęk nie ma realnego podłoża, np. choć mówi się o zwolnieniach, brak przesłanek, że pracę możemy stracić właśnie my. W pierwszym przypadku trzeba się zmobilizować i jak najszybciej zrobić coś, aby podwyższyć swoje kwalifikacje. Drugi przypadek – nieracjonalny lęk – wymaga zajrzenia w głąb psychiki. Czy strach nie ma przypadkiem innego podłoża niż praca? Może skrywa znużenie tym, co robimy? Może tak naprawdę mielibyśmy ochotę na zmianę?

Zdarza się też, że  pracodawcy wykorzystują kryzys jako straszak. „Starają się wytworzyć iluzję, że robią nam łaskę, zatrudniając nas; że mamy wybór tylko między tym miejscem pracy a bezrobociem. Argument: zrób to, bo wylecisz, pada absurdalnie często i w ponad 90 proc. przypadków nie jest realnym zagrożeniem, tylko zwrotem retorycznym używanym dlatego, że szef nie potrafi przekonywać inaczej” – mówi Natalia de Barbaro, psycholożka i trenerka umiejętności społecznych.

Tak czy owak musimy działać, bo ciągły strach przed zwolnieniem nie niesie z sobą nic dobrego. Nie dość, że wpływa niekorzystnie na codzienne funkcjonowanie i stan psychiczny, to jeszcze osłabia efektywność.

„Kiedyś Jerzy Engel, były trener reprezentacji Polski w piłce nożnej, powiedział, że jak drużyna wychodzi na boisko i myśli wyłącznie o tym, jak nie przegrać, to na pewno przegra. Tak samo dzieje się w pracy – jeśli w centrum naszej uwagi znajduje się strach przed utratą stanowiska, paradoksalnie rośnie ryzyko, że naprawdę pracę stracimy” – przekonuje Natalia de Barbaro. Ciągłe myślenie w rodzaju: co to będzie, co ja zrobię, jak sobie dam radę, kosztuje nas wiele sił. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak energochłonnym uczuciem jest lęk. „Trudno jednocześnie bać się i być twórczym. Już Abraham Maslow mówił, że człowiek nie skoncentruje się na spełnianiu swoich wyższych potrzeb, jeśli nie jest zaspokojona jego potrzeba bezpieczeństwa” – tłumaczy de Barbaro.

Lęk wymusza też zachowania konformistyczne. Stawiamy na układność, a nie na rozwój. W dodatku mało kto zdaje sobie sprawę z długofalowych skutków lęku. Tymczasem może on prowadzić do poważnych zaburzeń zdrowotnych, w tym do depresji.

Myśl racjonalnie

Możliwość zwolnienia to nie tylko niebezpieczeństwo – np. daje nam szansę, by zacząć racjonalnie myśleć o przyszłości. „Zazwyczaj kierujemy się emocjami i to jest zrozumiałe, bo jesteśmy ludźmi. Ale też po to mamy rozum, żeby w sytuacji, gdy w firmie jest restrukturyzacja, zadać sobie właściwe pytania i szukać na nie odpowiedzi. A nie czekać, aż życie wymierzy nam kopniaka” – mówi Krzysztof Mazur, coach kariery. O co powinniśmy siebie zapytać? „Konkretnie! Jakie jest bezpieczeństwo mojego stanowiska pracy? W jakim segmencie rynku pracuję i czy będzie on w najbliższym czasie podlegał turbulencjom?” – wylicza Mazur.

Najważniejsze, aby te racjonalne pytania zacząć sobie zadawać odpowiednio wcześnie, kiedy jest jeszcze czas na działanie i ewentualne uprzedzenie ruchu pracodawcy. Oczywiście same pytania nie wystarczą. „Niestety, wiele osób nigdy nie robi drugiego kroku, czyli nie przygotowuje się do poszukiwania pracy. Czekają do chwili, aż stracą tę obecną” – mówi Mazur.