Właśnie wtedy doszło do śmierci wielkiego księcia Toskanii, Franciszka I Medyceusza. Przez długi czas uchodziła ona za jedną z największych zagadek renesansowej Europy. Gdy w władca zmarł w niespodziewanych okolicznościach, a zaledwie dzień później odeszła także jego żona Bianca Cappello, natychmiast pojawiły się głosy mówiące o otruciu. Głównym podejrzanym był brat księcia, kardynał Ferdynand I Medyceusz, który miał zarówno polityczny motyw, jak i możliwość przejęcia władzy.
Czytaj też: Co za odkrycie u naszych sąsiadów! Archeolodzy znaleźli rzymski obóz wojskowy i szczątki żołnierzy
Nowe badania w wykonaniu zespołu naukowców z Uniwersytetu Yale oraz Uniwersytetu w Pizie rzucają jednak zupełnie nowe światło na tę historię. Analizując materiał genetyczny pobrany ze szczątków Franciszka, badacze wykryli DNA pasożytów z rodzaju Plasmodium, odpowiedzialnych za wywoływanie malarii. Ich odkrycie dostarcza najmocniejszego jak dotąd dowodu, że przyczyną śmierci władcy była właśnie ta choroba, a nie trucizna.
Już wcześniejsze analizy podważały teorię o otruciu, jednak dopiero współczesne techniki badania DNA pozwoliły bezpośrednio wykryć materiał genetyczny pasożyta w szczątkach sprzed ponad czterech stuleci. To pierwszy tak jednoznaczny dowód potwierdzający historyczne relacje opisujące wysoką gorączkę i objawy charakterystyczne dla malarii.
Wyniki badań dobrze współgrają z przekazami z epoki. Franciszek i Bianca przebywali przed śmiercią w rodzinnej posiadłości otoczonej podmokłymi terenami i polami ryżowymi, gdzie komary przenoszące malarię występowały wyjątkowo licznie. Dokumenty z tamtych czasów wspominają o nawracających gorączkach, które dziś stanowią typowe symptomy tej choroby.
Członkowie zespołu badawczego wzięli pod lupę również szczątki młodszego brata Franciszka. Także w jego kościach znajdowało się DNA pasożytów związanych z występowaniem malarii, co potwierdziło, że również i on zmarł z powodu tej choroby, około 25 lat wcześniej. Wniosek? Malaria mogła odgrywać znacznie większą rolę w historii rodu Medyceuszy, niż wydawało się uczonym.
Czytaj też: Uczeni nie mogli uwierzyć w to, co znaleźli w zbiorach paryskiej biblioteki. To zaginione utwory Mozarta
Analiza DNA sprzed wieków pozwoliła dodatkowo zidentyfikować nieznany wcześniej szczep Plasmodium falciparum, czyli pasożyta wywołującego najgroźniejszą postać malarii. Zdaniem autorów badania poznanie jego mutacji może pomóc lepiej zrozumieć, jak choroba rozprzestrzeniała się w Europie w czasach renesansu i jak ewoluowała na przestrzeni wieków.
Sami zainteresowani zaznaczają, że badania takiego DNA nie należą do łatwych. Materiał genetyczny zachowany w szczątkach jest silnie uszkodzony, a próbki okazują się podatne na zanieczyszczenia. Mimo tych ograniczeń nowoczesne metody analizy pozwalają coraz częściej rozwiązywać zagadki, które przez stulecia wydawały się niemożliwe do wyjaśnienia. Jeśli zaś chodzi o malarię we Włoszech, to udało się ją zwalczyć w tym kraju w latach 70. XX wieku, choć oczywiście nadal jest to choroba prowadząca do licznych zgonów w innych częściach świata.
Źródło: iScience
