W czasach, gdy za długi szło się do więzienia, pewien kupiec zapożyczył się u starego zrzędliwego bankiera. Bankier zwęszył świetny interes i zaproponował kupcowi co następuje: jeśli ten odda mu swoją córkę za żonę, umorzy dług. Widząc przerażenie kupca i jego córki, bankier zaproponował, że decyzję podejmie za nich los. Zapadłaby poprzez losowanie – kupiec włożyłby do woreczka dwa kamienie, biały i czarny, a córka kupca wylosowałaby jeden z nich. 

Jeśli wyciągnęłaby z woreczka kamień biały, bankier obiecał umorzyć dług, nie biorąc córki za żonę. Jeśli wylosowałaby czarny, zostałaby żoną bankiera, a ojciec byłby wolny od długu. Jeśli nie zgodziłaby się na losowanie, zostałaby panną, ale ojciec trafiłby za kratki. 

Kupiec postanowił zaryzykować. Bankier podniósł z drogi, na której stali, dwa kamienie i włożył je do woreczka. Bystra córka zauważyła, że oba kamienie były czarne.

Co zrobiłbyś na miejscu tej dziewczyny, która nie chce wyjść za mąż? Jak wybrnąłbyś z takiej sytuacji?

Edward de Bono, lekarz i światowej sławy autorytet w dziedzinie kreatywnego rozwiązywania problemów, opracował termin myślenia lateralnego (czyli równoległego lub myślenia w bok). Charakteryzuje się ono nowym spojrzeniem na sytuację, dostrzeżeniem dodatkowych możliwości, przeformułowaniem problemu, dającym szansę rozwiązania go nowymi metodami. Myślenie to stoi w opozycji do myślenia wertykalnego (czyli w głąb), które polega na szukaniu rozwiązań szybkich, logicznych i zgodnych z posiadanymi wzorcami. Różne rozwiązania problemu z historii o bankierze i kupcu pokazują różnicę między wymienionymi rodzajami myślenia. Rozwiązania typu: zdemaskowanie bankiera i pokazanie, że w woreczku są dwa czarne kamienie, odmowa losowania w związku z oszustwem, poświęcenie dla ojca i wylosowanie czarnego kamienia mimo wszystko, wynikają z zastosowania myślenia wertykalnego, opartego na logice. Bohaterka opowieści myślała jednak bardziej kreatywnie, czyli według de Bono – lateralnie. Spojrzała na sytuację z innego punktu widzenia i skupiła się na tym, jaki kamyk zostanie w woreczku. Wylosowała jeden z kamieni i „niechcący” upuściła go na drogę. A potem zaproponowała sprawdzenie, jaki kamień pozostał, żeby było wiadomo, co wylosowała. Z beznadziejnej sytuacji wybrnęła zwycięsko.