Ich los nigdy nie był bajkowy, ale w XXI w. stały się wyłącznie „maszynami” do produkcji mięsa, mleka i jaj. W 1930 r. na fermach w USA locha rodziła średnio osiem prosiąt, w 2000 r. Już 18. Kura nioska składa średnio 300 jaj rocznie, prawie o połowę więcej niż przed wojną. Ceną tej wymuszonej płodności jest przedwczesna śmierć, ale hodowcom – a także nam wszystkim – i tak się to kalkuluje.

Życie na przemysłowych fermach cechuje wyjątkowe okrucieństwo – wyjątkowe, bo usankcjonowane prawnie. Przykłady znajdziemy w książce „Jedząc zwierzęta” amerykańskiego pisarza J.S. Foera. Trzodę zgodnie z przepisami można trzymać w wybetonowanym pomieszczeniu bez ściółki lub na podłodze z rusztu, raniącego zwłaszcza prosiętom racice. Zwierzęta spędzają całe swoje życie w zamkniętych pomieszczeniach bez okien, bez dostępu naturalnego światła. Kurczakom przycina się dzioby, a prosiaki kastruje się bez znieczulenia.

Każdy gatunek zwierzęcia ma swoje specyficzne potrzeby, wynikające z jego biologii. Świnia musi ryć ryjkiem, kura musi grzebać pazurem. Mają złożone życie społeczne. Gdy są pozbawione możliwości przejawiania swoich zwyczajów – cierpią. Im inteligentniejsze zwierzę, tym dotkliwsze cierpienie. Wydaje się, że świnie są najinteligentniejsze ze zwierząt gospodarskich – pod wieloma względami przypominają psy. Cierpią nie tylko fizycznie, ale i psychicznie z powodu nudy. Dla zamkniętych w oborach zwierząt główną atrakcją staje się obgryzanie ogonów sąsiadów z pobliskich boksów (stąd konieczność ich przycinania).

W równie tragicznych warunkach żyją ryby, na których zdrowe mięso jest coraz większe zapotrzebowanie, zwłaszcza wśród zamożniejszej części społeczeństwa. Morskie fermy miały szlachetny cel – ograniczyć połowy dzikich gatunków, mocno już przetrzebionych. W gigantycznych sieciach, u wybrzeży Norwegii czy Szkocji, żyją setki tysięcy ryb. „Trzymane są w ciasnych pomieszczeniach – do 50 tys. łososi w jednej morskiej klatce. Często chorują na zaćmę, doznają urazów płetw i ogona oraz deformacji ciała, zarażają się pasożytami i są zmuszane do walki o przestrzeń i tlen. Łososie są hodowane w zagęszczeniu odpowiadającym wannie wody na 75-centymetrowego osobnika. Przez ciągłe ocieranie się o siebie nawzajem i o brzegi klatki ich płetwy i ogony są obolałe” – tak opisuje fermę morską Philip Lymbery w „Farmagedonie”. Uwięzione ryby są atakowane przez całe stada pasożytów, z których najgroźniejsze są wszy morskie. Wżerają się w skórę i łuski ryby – mogą doprowadzić do tego, że na głowie zaatakowanego osobnika widać kość czaszki. Hodowcy walczą z wszami za pomocą środków chemicznych, które negatywnie wpływają na ryby, a pośrednio także na nas.