Uważność na talerzu

To mit, że dobre jedzenie usypia

Nic więc dziwnego, że skoro nie potrafimy odczytać z naszego ciała syndromu stresu i zmęczenia, zatraciliśmy także umiejętność bycia „tu i teraz” z tym, co mamy na talerzu. A to najbardziej w tej chwili ceniona cecha u tych, którzy pewnego dnia powiedzieli sobie: „zaczynam zdrowo żyć”. Powinniśmy się uczyć sposobu jedzenia od małych dzieci – uważa Urszula Mijakoska, diet coach prowadząca konsultacje według autorskiej metody w Instytucie Świadomego Rozwoju. One jedzą tak długo, dlatego że bawią się jedzeniem, ale przede wszystkim dokładnie je przeżuwają i czują jego smak. Tymczasem niektórzy z nas zjadają obiad, nie odrywając wzroku od ekranu komputera, albo – jeżeli się uda – prowadząc w jakiejś restauracji rozmowy ze współpracownikami i szybko przeżuwając posiłek. Gdyby spytać, co jadłeś wczoraj na obiad, niewielu potrafiłoby na to pytanie odpowiedzieć. Nie mówiąc o tym, że nie dalibyśmy rady opisać, jaki smak miało danie obiadowe – podkreśla Mijakoska.

Warto też wziąć pod uwagę niewinnie brzmiące, a wywodzące się z tradycji buddyjskiej określenie mindfulness (uważność) rozpropagowane przez amerykańskiego biologa molekularnego Johna Kabat-Zinna. To określenie sposobu redukcji stresu u osób cierpiących na depresję. Doskonale sprawdza się także wówczas, kiedy zaczynamy zmieniać swój styl życia. Nie chodzi bowiem o to, żeby przez całe życie jeść to, co ktoś nam zapisał na kartce, i odważać na domowej wadze idealną dla nas porcję. Zdrowy styl życia  obejmuje także wiedzę o sobie, na przykład o tym, jakie pokarmy nam służą, a jakie działają na nas niekorzystnie.

Dobrze jest także nauczyć się rozpoznawać swoje emocje: dlaczego wieczorem, kiedy ogarnia nas uczucie samotności, automatycznie otwieramy drzwi lodówki i czujemy ssanie w żołądku? Czy jest to prawdziwy głód, czy próba pocieszenia się po męczącym dniu? To także zmierzenie się po raz pierwszy z zapomnianym uczuciem, jakim jest głód. Wielu moich klientów nie potrafi opisać stanu bycia głodnym. Po prostu zapomnieli, jakie to uczucie, bo nieustannie coś jedzą – mówi Mijakoska. Jedząc, warto się odizolować od świata, rozmów z innymi ludźmi i myśli o pilnych sprawach zwiazanych z pracą. Po prostu zanurzyć się w smaku.

Długo przeżuwać, co najmniej 10 razy jeden kęs. Każdy, kto usiłował żuć kęs białej bułki więcej niż pięć razy, wie, że jest to niemożliwe, bo bułka znika. Wniosek: trzeba wybierać potrawy, które dadzą się żuć. Kiedy zostaniemy mistrzami w żuciu, szybko przyjdzie na nas oświecenie i dowiemy się z sygnałów swojego organizmu, które jedzenie nam służy. – To takie produkty, po których czujemy się pełni energii, a nie zmęczeni i ospali. Nie może się nam chcieć spać! To mit, że dobre jedzenie usypia – podpowiada Urszula Mijakoska. – Przed tysiącami lat posiłek służył temu, żeby mieć siłę do dalszej pogoni za mamutem czy ucieczki przed wrogiem. Dzisiaj jest to dawka mocy potrzebna do dalszej pracy, najczęściej intelektualnej.

Jeśli damy sobie czas na jedzenie, to także łatwiej będzie zauważyć, które potrawy nam odpowiadają, a które powinniśmy wyrzucić z jadłospisu. Warto też wybierać nieskomplikowane dania. Im więcej składników zawiera obiad, tym więcej czasu zajmie nam domyślanie się, który komponent nam służy, a który – odwrotnie. Obserwując reakcje organizmu, możemy nauczyć się odczytywać także inne sygnały wskazujące, co powinniśmy jeść: unikajmy potraw, które powodują wzdęcia, zgagę, biegunki.