Zwerbowany do współpracy przez najmłodszego majora w polskiej policji – Piotra Wróbla z Centralnego Biura Śledczego, a na świadka koronnego – przez prokuratora Jerzego Mierzawskiego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Od zeznań Masy zaczęły się najważniejsze śledztwa przeciwko tzw. Polskiej mafii. Najważniejsi ludzie „Pruszkowa” – z legendarnymi bossami: Słowikiem, Malizną i Wańką na czele – trafi li za kraty. Legły w gruzach kariery (i reputacja) kilku posłów, senatorów i dyplomatów. Wiarygodność zeznań Masy potwierdził Sąd Najwyższy. Policjanci z Zarządu Ochrony Świadków Koronnych CBS od początku nie mieli z Masą łatwego życia. Jarosław S. publicznie krytykował – niedorzeczne jego zdaniem – przepisy dotyczące ochrony świadka koronnego, wykłócał się o pieniądze na dom, odmawiał podporządkowania się procedurom zmiany przymusowego miejsca pobytu. Przypominamy wywiad, który specjalnie dla „Śledczego”, Jarosław S. udzielił w 2012 roku. W rozmowie z Ewą Ornacką reasumuje dwanaście lat swojego życia w ukryciu.

Ewa Ornacka:Czy to prawda, że jest pan najsilniejszym pięćdziesięciolatkiem na świecie?

Jarosław S. ps. Masa: Tak wyszło, w pewnym sensie przez przypadek (śmiech). Zawsze byłem silny, nawet jako dziecko. W podstawówce trafiłem do klasy sportowej i potrafiłem dać sobie radę z całą klasą, która chciała mnie lać na przerwach, bo byłem z biednej rodziny. Brali mnie w kółeczko i „dawaj na Jarka”. Źle na tym wychodzili... I tak mi zostało w dorosłym życiu. Ale mam schorowany kręgosłup i muszę wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne. Jedno to wyciskanie ciężarów, leżąc. Tak się rozpędziłem w tym wyciskaniu, że pobiłem rekord świata w kategorii weteranów wynoszący 237, 5 kg.

Ile pan wyciska?

Podchodzę już pod trzy paczki.

Co robią dzisiaj najważniejsi ludzie „Pruszkowa”, których posłał pan za kraty, a którzy odsiedzieli juz swoje wyroki?

- Generalnie klepią biedę i nie mają pomysłu na życie. Parasol prowadzi knajpę, ale kokosów z tego nie ma. Jeździ rozklekotanym passatem, knajpę raczej będzie musiał zamknąć, a jego stary majątek się „rozjechał”. Słyszałem, że  w spółdzielni mieszkaniowej ma 30 tysięcy długu. Zygmunt R., Bolo, prowadził lombard, ale nie nacieszył się wolnością. Poszedł siedzieć za narkotyki, podobnie zresztą jak Ryszard Sz. z zarządu „Pruszkowa”. Tym razem pogrążyły ich zeznania świadka koronnego Jacka S. Przez lata S. był prawą ręką Marka Cz. Rympałka. Na wieść o tym, ze człowiek, któremu zawsze ufał, zaczął zeznawać – Rympałek dwa razy próbował powiesić się w celi.