Dwie szale

„USKRZYDLA” NAS PRACA, A NIE SIEDZENIE Z KIELISZKIEM WINA NA TARASIE

Nigel Marsh, australijski coach i biznesmen, autor poczytnych książek psychologicznych, rzucił pracę po zrobieniu życiowego bilansu. Miał dość spędzania niezliczonych godzin w pracy, której nie cierpiał, tylko po to, by zarobić pieniądze na kupno rzeczy, bez których nie mógł zrobić wrażenia na ludziach, których nie znosił. Tyle że taki sposób przywracania równowagi w życiu tracił na atrakcyjności w miarę, jak topniało konto bankowe, czyli bardzo szybko. Bezpieczniej chyba mądrze ograniczać koszty. „Patrząc na wydatki, zastanawiam się, czy naprawdę chcę tych wszystkich rzeczy. Można żyć w dużo mniejszym napięciu, dużo mniej pracować, gdy się nad tym panuje” – mówi prof. Olaf Żylicz.

Sam termin równowaga wymusza myślenie w kategoriach szczęścia i nieszczęścia, dobra i zła, dostatku lub braku. Zupełnie inaczej ten problem widzi dr Edy Greenblatt, która spędziła wiele lat, badając efekt wypalenia i przepracowania. Praca jawi się najczęściej jako wyniszczająca, pozbawiająca radości siła, a cała sfera życia poza nią ma regenerować nadwerężone siły. By osiągnąć równowagę, myśląc tymi kategoriami, albo powinno się rzucić pracę, albo pracować jak najmniej. Tyle że dla większości ludzi takie wyjście nie ma sensu.

Nie przypadkiem mówi się o work-life balance, a nie life-work balance. Bo w końcu „uskrzydla” nas kariera i sukcesy w pracy, a nie siedzenie z kieliszkiem wina na tarasie. Dr Greenblatt sugeruje, by pracę i niepracę postawić na jednej szali, a to, co nas regeneruje i co niszczy, na drugiej. Kluczem do sukcesu będzie zidentyfikowanie rzeczy, które są destrukcyjne i w pracy, i w domu.