Ruiny znajdują się na terenie dawnej destylarni w dzielnicy Óbuda, w północnej części dzisiejszego Budapesztu. To obszar starożytnego Aquincum, jednego z najważniejszych rzymskich ośrodków w tej części Europy. Odkrycie nastąpiło w związku z budową nowego kompleksu mieszkaniowego. Jak podają archeolodzy z Muzeum Aquincum, zachowało się około 40 procent pierwotnej konstrukcji, co w przypadku rzymskich pozostałości na Węgrzech jest niezwykłym wynikiem.
Czytaj też: Co kryje dno zniszczonego ukraińskiego zbiornika? Wykopaliska odsłaniają tysiące lat historii
Z badań wynika, że budowla powstała pod koniec III lub w IV wieku, a więc w późnym okresie istnienia Cesarstwa Rzymskiego. Jej główna część ma formę długiego, wąskiego obiektu, który mógł ciągnąć się przez kilkaset metrów. Budowla biegnie mniej więcej równolegle do Dunaju, a od strony północnej kończy się nietypową, wieloboczną konstrukcją przypominającą wieżę. Nie wiadomo jednak, jak daleko sięgała jej południowa część.
Szczególne zdziwienie badaczy budzi stan zachowania murów. Niektóre fragmenty są wysokie niemal na wysokość człowieka. To o tyle zaskakujące, że większość rzymskich ruin na terenie Węgier zachowała się w znacznie gorszym stanie i zwykle nie sięga nawet wysokości kolan. Archeolodzy sądzą, że dzięki swoim rozmiarom i konstrukcji budowla mogła przez długi czas pozostawać widoczna także po upadku rzymskiej administracji, jednak nie zachowały się żadne znane dokumenty opisujące jej istnienie.
Jedno wydaje się stosunkowo pewne: nie był to prywatny dom. Gergely Kostyál, główny archeolog Muzeum Aquincum, ocenia, iż budowla miała charakter publiczny. Eksperci są również przekonani, że przy jej wznoszeniu uczestniczyła armia rzymska. W późnym okresie cesarstwa przedsięwzięcia budowlane o takiej skali były najczęściej realizowane właśnie przez wojsko. Profesjonalny sposób wykonania murów i zastosowane rozwiązania konstrukcyjne również wskazują na udział rzymskich jednostek budowlanych.

Nie oznacza to jednak, że był to obiekt o przeznaczeniu militarnym. Archeolodzy stanowczo wykluczają hipotezę, w myśl której mogła to być forteca. Ściany mają około 65 centymetrów grubości, co było niewystarczające nawet jak na standardy późnego cesarstwa. Dla porównania, rzymskie fortyfikacje graniczne z tego okresu mogły mieć mury wielokrotnie grubsze.
Czytaj też:Kamień w grobie sprzed 2300 lat okazał się wstępem do medycznej zagadki
Tajemnicę dodatkowo pogłębia brak budowli na zachowanych rzymskich mapach i planach. Badacze sprawdzili trzy znane mapy wojskowe z tego okresu, lecz na żadnej z nich nie znaleźli śladu monumentalnej konstrukcji. To szczególnie interesujące, ponieważ Aquincum było ważnym ośrodkiem wojskowym i cywilnym, a jego zabudowa została stosunkowo dobrze udokumentowana.
Archeolodzy nie wykluczają więc różnych interpretacji. Nietypowy obiekt mógł pełnić funkcję publiczną związaną z administracją lub życiem wojskowym, lecz jego dokładne przeznaczenie pozostaje zagadką. Kluczowe mogą okazać się kolejne etapy wykopalisk oraz analiza fragmentów konstrukcji, które wciąż znajdują się pod ziemią. Zainteresowanie archeologów tymi terenami sięga 2017 roku, kiedy to odbyły się pierwsze wykopaliska. Jeśli zaś chodzi o fragmenty odsłonięte w ramach ostatnich działań, to zostały one ponownie zasypane, aby zabezpieczyć je przed zniszczeniem. Władze Budapesztu zdecydowały już o objęciu stanowiska ochroną archeologiczną.
Źródło:Euronews
