Najnowsze szacunki mówią o przybyciu ludzi około 8500 lat temu, czyli mniej więcej tysiąc lat przed pojawieniem się tam pierwszych społeczności rolniczych. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że przybysze musieli pokonać około 100 kilometrów otwartego morza. Nawet współcześnie to niemało, a co dopiero w czasach prehistorycznych, gdy techniki żeglarskie dopiero raczkowały?
Czytaj też: Archeolodzy odkryli osadę z czasów starożytnych. To urbanistyczna perła dla badaczy
Przekonanie o relatywnie późnym zasiedleniu Malty wynikały przede wszystkim z jej położenia. Najbliższym dużym lądem jest Sycylia, od której Maltę dzieli dziś około 85 kilometrów. Oznacza to, że mieszkańcy wyspy z epoki mezolitu nie mogli dostać się tam przypadkiem. Musieli świadomie wyruszyć w morze i pokonać znaczną odległość.
Dowodów dostarczyło stanowisko archeologiczne Latnija w północnej części kraju. Podczas wykopalisk archeolodzy znaleźli między innymi kamienne narzędzia, pozostałości palenisk, popiół oraz liczne szczątki zwierząt. Wśród nich były kości jeleni, żółwi i ptaków, a także pozostałości organizmów morskich. Część kości nosi ślady obróbki i działania ognia, co sugeruje, że ludzie polowali na zwierzęta, przetwarzali je i przygotowywali na miejscu.
Szczególnie interesujący jest wiek stanowiska. Analiza radiowęglowa 32 próbek węgla drzewnego, a także dodatkowych materiałów wykazała, iż ludzie pojawili się w tym miejscu około 8500 lat temu. Ich obecność mogła trwać przez mniej więcej tysiąc lat, aż do około 7500 lat temu, kiedy na Malcie pojawili się pierwsi rolnicy. Takie ustalenia stoją w sprzeczności z założeniem, że długodystansowe żeglowanie po Morzu Śródziemnym było związane przede wszystkim z późniejszymi społecznościami rolniczymi. Tymczasem mieszkańcy Malty z okresu mezolitu byli łowcami-zbieraczami.
Co więcej, nie ma dowodów na to, by dysponowali oni łodziami wyposażonymi w żagle. Zdaniem badaczy najbardziej prawdopodobnym środkiem transportu były proste łodzie wykonane z wydrążonych pni drzew. Pokonanie około 100 kilometrów w takich warunkach wymagało zarówno odpowiedniej konstrukcji łodzi, jak znajomości morza, wiatrów oraz prądów.
Przy prędkości około 4 kilometrów na godzinę taka przeprawa trwałaby wiele godzin. Podróżnicy musieli więc radzić sobie z możliwością spędzenia części drogi na otwartym morzu po zapadnięciu zmroku. Mogli wykorzystywać prądy morskie, kierunek wiatru, położenie gwiazd oraz inne naturalne punkty orientacyjne. Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: dlaczego w ogóle zdecydowali się na tak ryzykowną wyprawę? Jednym z powodów mogła być dostępność pożywienia. Na Malcie znajdowali nie tylko zwierzęta lądowe, lecz również ryby, mięczaki, jeżowce, ptaki i inne zasoby morskie. Ich dieta była więc znacznie bardziej zróżnicowana, niż można by oczekiwać po mieszkańcach niewielkiej, stosunkowo suchej wyspy.
Z drugiej strony, Malta była zbyt mała, aby przez setki lat utrzymać wystarczająco dużą populację łowców-zbieraczy całkowicie odizolowaną od reszty świata. Jeśli społeczność rzeczywiście pozostawała tam przez około tysiąc lat, jej przetrwanie mogło wymagać regularnych kontaktów z Sycylią i innymi społecznościami. Oznaczałoby to, że przeprawy przez morze nie były pojedynczym eksperymentem, lecz częścią funkcjonującej sieci kontaktów.
Źródło:Science
