Naukowcy przypuszczają, że mężczyzna mógł zginąć podczas oblężenia zamku przez wojska angielskiego króla Edwarda I w 1304 roku. Szczątki, oznaczone jako Szkielet 150, ujrzały światło dzienne w 1997 roku podczas prac archeologicznych na terenie Zamku Stirling. Spoczywały w miejscu dawnej kaplicy wraz z siedmioma innymi średniowiecznymi pochówkami. Początkowo niezwykły stan kości nie pozwalał jednak ustalić, co dokładnie doprowadziło do śmierci mężczyzny. Część uszkodzeń uznawano nawet za powstałe już po jego śmierci.
Czytaj też: W bitwie z XIV wieku użyto broni, która pozostawiła kwadratowe rany. Wreszcie wiemy, czym była
Dopiero zastosowanie nowoczesnych metod obrazowania, w tym tomografii mikrokomputerowej oraz skanowania 3D, pozwoliło badaczom ponownie przyjrzeć się obrażeniom. Okazało się, że złamania powstały w momencie śmierci lub bezpośrednio przed nią, a nie w wyniku późniejszego uszkodzenia szczątków.
Skala obrażeń jest wyjątkowa. Badacze naliczyli 61 złamań czaszki i 57 złamań żeber. Uszkodzone były również kręgi, kończyny i prawe ramię. Uwagę członków zespołu badawczego zwrócił sposób pękania żeber. Niektóre z nich miały charakterystyczne zygzakowate złamania, przypominające obrażenia obserwowane u ofiar współczesnych wypadków komunikacyjnych.
To właśnie ten szczegół naprowadził naukowców na rozwiązanie zagadki. Obrażenia wskazywały na działanie potężnej, skoncentrowanej energii kinetycznej. Nie pasowały natomiast do prostego upadku z wysokości, stratowania przez konia czy uszkodzeń powstałych po pochówku.
Datowanie radiowęglowe pokazuje, iż mężczyzna zmarł około 1300 roku. To niezwykle istotna informacja, ponieważ Zamek Stirling był wówczas jednym z najważniejszych punktów konfliktu pomiędzy Anglią i Szkocją. W 1304 roku armia Edwarda I przeprowadziła oblężenie twierdzy, co miało miejsce podczas pierwszej wojny o niepodległość Szkocji. Anglicy wykorzystali wówczas liczne machiny oblężnicze.
Czytaj też: Rosjanie znaleźli niemiecki czołg pod swoim uniwersytetem. Przez dekady pozostawał ukryty pod ziemią
Wśród nich znalazł się słynny War Wolf, czyli ogromny trebusz skonstruowany na rozkaz Edwarda I. Według historycznych przekazów była to jedna z największych machin tego typu, jakie kiedykolwiek zbudowano. Miała służyć do miotania ciężkich pocisków w kierunku umocnień Zamku Stirling.
Oczywiście nikt nie jest w stanie stwierdzić, że to właśnie War Wolf zabił pechowego mężczyznę. Nie ma dowodu pozwalającego wskazać konkretną machinę. Dużo bardziej pewne wydaje się natomiast to, iż przyczyną śmierci był pocisk wystrzelony z trebusza lub podobnej machiny oblężniczej. Układ złamań sugeruje coś jeszcze: ofiara prawdopodobnie stała w chwili uderzenia i była zwrócony plecami do nadlatującego pocisku. Siła trafienia była tak ogromna, że śmierć nastąpiła niemal natychmiast.
Źródło: New York Times
