Rozumiem, co czujesz, bo wiem, jak to jest - w potocznym rozumieniu na tym polega empatia. Tymczasem kiedy żywimy uczucia, których doznaje ktoś inny, ofiarowujemy mu raczej współczucie czy współodczuwanie. Zwykle zamiast empatii budzi się w nas silne pragnienie, by wyrażać uczucia, dodawać otuchy lub udzielać rad. Pewne buddyjskie powiedzenie mówi: „Nie rób byle czego, już lepiej stój i patrz”. Bo prawdziwa empatia pojawia się w relacjach jedynie wtedy, kiedy uda nam się wyzbyć wszystkich przyjętych z góry wyobrażeń i ocen na temat siebie i innych. Według Marshalla Rosenberga, twórcy metody komunikacji nazywanej porozumienie bez przemocy (nonviolent communication), empatia to sposób na nawiązanie kontaktu z sobą lub drugą osobą, a także pełne szacunku rozumienie cudzych doświadczeń. Dajesz sobie lub komuś cały swój czas i uwagę.

Pozwalasz sobie zapomnieć wszystko to, co wiesz, aby być z drugą osobą taką, jaką ona jest teraz: z jej emocjami i potrzebami - bez wartościowania, bez chęci zmiany. Istnieje piękna metafora o empatycznym byciu jako surfowaniu z tym, z kim jesteś, na tej samej fali.

Empatia wymaga stanu autentycznej obecności. Zapomnienia o sobie. Ofiarowania komuś czasu i przestrzeni, których potrzebuje, żeby mógł w pełni wyrazić siebie i nabrać pewności, że został wysłuchany i zrozumiany. By móc być z rozmówcą i zanurzyć się bez reszty w przestrzeni jego przeżyć, dobrze jest nauczyć się dostrajać. To rodzaj dopasowania się do osoby, z którą chcemy zbudować kontakt. Uwaga, w dostrojeniu podążamy za kimś, a nie przed nim! Nie zakładamy, że wiemy lepiej, co on czuje i co jest dla niego najlepsze. Jesteśmy otwarci. Dostrojenie zaczynamy od powtórzenia sposobu ułożenia jego ciała, choć w nieco mniejszym natężeniu. Jeśli druga osoba mówi cicho i wolno, zmieniamy subtelnie swój sposób wypowiedzi. Dostrojeniu pomaga używanie podobnego języka i okazanie zrozumienia dla punktu widzenia rozmówcy. Najprostszą i skuteczną metodą, by się dostroić, jest parafraza - powtórzenie tego, co powiedział rozmówca, własnymi słowami.

Jeśli chcemy dać komuś wsparcie, sprawdźmy, czego ta osoba naprawdę potrzebuje. Raczej nie poprzestawajmy na porównaniu jej sytuacji do własnej, podobnej - to może być cenna wskazówka, ale również całkowita pomyłka. Dzięki empatii możemy pomóc rozmówcy nazwać to, czego on potrzebuje. I najczęściej duża dawka empatii sprawia, że osoba w potrzebie sama potrafi znaleźć rozwiązanie. Można też wspólnie poszukać konkretnych sposobów, pomysłów, działań, które pozwolą na spełnienie tych potrzeb.

Napęd do działania

Potrzeby to pierwotne motywacje, rodzaj życiowej energii, która pcha nas do działania. Ma je każdy człowiek. To one pobudzają nas do życia, motywują do mniejszych i większych wyborów. Kontakt z silną potrzebą, doświadczanie wyraźnego pragnienia sprawia, że co rano wstajemy z łóżka czy przystępujemy do przeróżnych działań.

Głębiej leży ukryty system przekonań na temat tego, jak powinno się żyć i jakim się powinno być, żeby odnieść sukces, być dobrym ojcem, kochającą matką itd., czyli co robić, żeby zaspokoić ważne dla nas potrzeby. Przekonania to mocno utrwalone schematy myślowe, gotowe przepisy na bycie „kimś”. Poznanie i zaktualizowanie przekonań może wzbogacić repertuar strategii służących zaspokajaniu potrzeb, dlatego warto popracować nad ich zmianą. I wtedy często okazuje się, że istnieje o wiele więcej sposobów na to, by być spełnionym. Jeśli na przykład do tej pory ktoś uważał, że aby dostać odrobinę bliskości i dotyku, musi być w relacji miłosnej, może nagle odkryć, że potrzeby te uda się zaspokoić także w inny sposób - na przykład idąc na masaż czy kurs tańca, spotykając się z bliskimi lub przyjaciółmi, wśród których dotyk czy przytulenie są zwyczajową normą.