ROBERT RIENT: Co to jest siła?

SYLWIA CHUTNIK: Psychiczna zdolność do odwagi. Nawet jeśli nie mam w sobie śmiałości, to siła pozwala mi znieść wiele, a przede wszystkim przeć do przodu. Pomaga przyjmować na klatę różne sprawy, a przy okazji nie załamać się, nie upaść. Moje rozumienie siły łączy w sobie wątek fizyczny i psychiczny. Z mózgu idzie impuls do ciała, by wytrzymało, wzięło jeszcze jeden oddech, bo to, co trudne, za chwilę minie. I gdy biorę ten oddech, idę dalej w nieznane, to znaczy, że mam w sobie siłę.

Jesteś silna? Myślisz tak o sobie?

- Nie, wciąż za mało we mnie siły. Jednak czasami – podkreślam, że czasami – jestem silna.

Kiedy?

- Gdy wyłączam obsesyjną kontrolę, całą tę intelektualną nawigację, i poddaję się temu, co jest. Ale nie wiem, czy to opowieść o sile czy raczej jakiejś strategii, którą nieświadomie przyjęłam.

To poproszę o przykład sytuacji, w której czujesz swoją siłę i tę, w której sił brakuje.

- Z zewnątrz faktycznie sprawiam wrażenie osoby aktywnej, która sieje idee, pomysły, mówi, udziela się, zachęca do różnego rodzaju aktywności. Ale można to wszystko robić i być ofiarą tych aktywności. Wtedy kończy się opowieść o sile, a zaczyna opowieść o umiejętności znoszenia różnych przeciwności, zachowań, pracy, ludzi. Znój i wytrzymywanie nie kojarzy mi się z siłą rozumianą jako coś pozytywnego.

Czy chcesz w ten sposób powiedzieć, że potrafisz dużo znieść?

- Potrafię, mięśnie od znoszenia mam wyrobione i skórę twardą jak u krokodyla, ale cóż z tego? Taka postawa wcale nie musi przekładać się na siłę wewnętrzną – przeciwnie, może ją osłabiać. Obecnie jestem na etapie przyglądania się temu, co obciąża i nieśmiałych próbach odrzucania zbędnego balastu.

Czego byś już nie chciała znosić?

- Sytuacji, które wprawiają mnie w lęk albo niepokój, a w które sama się pakuję, bo tak wypada, bo tak trzeba, bo dam radę, bo powinnam. Gdy patrzę na siebie z dystansu, to widzę, że te wszystkie sytuacje mnie obciążają, zarazem – pewnie z przyzwyczajenia – co chwila funduję sobie nowe. Nie wiąże się to wcale z siłą, ale raczej z lękiem.

Podasz jakiś przykład?

- Zaczęłam się uczyć, że cnotą nie jest robienie miliona rzeczy, ale zajmowanie się tym, co ważne, co sprawia przyjemność i co pod koniec dnia nie sprowadza mnie do poziomu ściery do podłogi. W mojej pracy czasami jedna aktywność pociąga za sobą siedem innych. Trudno mi rezygnować, bo myślę sobie, że może już nie zadzwonią, może przejdzie mi obok nosa szansa życia. I tak z jednej strony mówię, że się nadużywam, a z drugiej chcę być zajęta. Nawet jeśli odbiera mi to siłę – obecnie jadę na rezerwie.