Rzeczywistość, choć pozbawiona drapieżnych instynktów rodem z horrorów science-fiction, jest równie fascynująca z naukowego punktu widzenia. Domniemany „kosmitą” okazał się być fioletowym ziemniakiem, który w warunkach mikrograwitacji zaczął intensywnie kiełkować. Wspomniane „macki” to w rzeczywistości pędy, które w desperackim poszukiwaniu podłoża rozrosły się w nienaturalny dla ziemskich warunków sposób. Charakterystyczna biała plama widoczna na zdjęciu nie jest fragmentem obcej tkanki, lecz kawałkiem rzepu (Velcro), który służy do stabilizacji warzywa wewnątrz terrarium, zapobiegając jego swobodnemu dryfowaniu po stacji.
Czytaj także: Kosmiczne bakterie na ISS! Naukowcy czegoś takiego jeszcze nie widzieli
Obiekt, pieszczotliwie nazwany przez załogę „Spudnik-1”, jest owocem pasji Dona Pettita – najstarszego aktywnego astronauty NASA, który obecnie przebywa na swojej kolejnej długoterminowej misji orbitalnej (planowanej na lata 2024–2025). Pettit, znany w środowisku naukowym ze swojego nieszablonowego podejścia do popularyzacji astronomii, zajmuje się „kosmicznym ogrodnictwem” w czasie wolnym od obowiązków służbowych, traktując to zarówno jako hobby, jak i istotny eksperyment biologiczny.
Hydroponika w stanie nieważkości
Uprawa roślin w przestrzeni kosmicznej to zadanie ekstremalnie trudne, wymagające odejścia od tradycyjnych metod rolniczych. Jak wyjaśnia sam Pettit w dyskusjach na platformach Reddit i Instagram, ziemniaki na ISS są hodowane metodą hydroponiczną. Oznacza to całkowitą rezygnację z gleby na rzecz roztworu wodnego bogatego w niezbędne składniki odżywcze. W warunkach braku grawitacji, dostarczanie wody do korzeni jest wyzwaniem inżynieryjnym – ciecz nie spływa w dół, lecz formuje kule i przylega do powierzchni dzięki napięciu powierzchniowemu.
Astronauta zauważył interesującą anomalię biologiczną: rośliny w kosmosie rozwijają się znacznie wolniej niż na Ziemi. „Spowolniony wzrost może wynikać ze specyficznego składu atmosfery stacji, mikrograwitacji lub stresu metabolicznego rośliny” – tłumaczy Pettit. Co ciekawe, mimo wysokiego poziomu promieniowania kosmicznego przenikającego przez kadłub ISS, astronauta nie odnotował żadnych widocznych mutacji ani negatywnego wpływu radiacji na strukturę genetyczną ziemniaków. Rośliny wykazują niezwykłą odporność, choć ich fenotyp (wygląd zewnętrzny) dostosowuje się do braku pionowego punktu odniesienia.
Dlaczego ziemniaki są kluczem do kolonizacji Marsa?
Wybór ziemniaków jako obiektu badań nie jest przypadkowy. Już w 1995 roku ziemniaki stały się pierwszymi warzywami z powodzeniem wyhodowanymi w kosmosie. Ich znaczenie dla przyszłej eksploracji Układu Słonecznego, w tym misji na Marsa, jest nie do przecenienia. Ziemniaki oferują doskonały stosunek wartości odżywczych do masy i objętości, są bogate w węglowodany, potas oraz witaminy, a ich uprawa może być prowadzona w zamkniętych systemach podtrzymywania życia.
Czytaj także: Wysłali ludzkie prochy w kosmos. Nikt się nie spodziewał, że tak się to skończy
Wizja przedstawiona w filmie i książce „Marsjanin” staje się na naszych oczach rzeczywistością. Pettit w swojej karierze eksperymentował już z uprawą orzeszków ziemnych, cukinii, brokułów, słoneczników, a nawet bazylii i pomidorów. Te ostatnie udało mu się wykiełkować przy użyciu… zatyczek do uszu, które posłużyły za improwizowane podłoże. Astronauta prowadził niegdyś słynny blog „Diary of a Space Zucchini” (Dziennik Kosmicznej Cukinii), w którym opisywał perspektywę rośliny obserwującej życie na stacji.
Psychologia „żywego zieleni” w metalowym lesie
Poza aspektami czysto naukowymi i dietetycznymi, rośliny na ISS pełnią kluczową rolę psychologiczną. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to środowisko zdominowane przez szum maszyn, zapach ozonu, metalu i plastiku. „Nie ma nic wspanialszego niż zapach żywej zieleni w tym lesie inżynieryjnej maszynerii” – pisał Pettit. Kontakt z naturą pomaga załodze utrzymać dobrostan psychiczny podczas wielomiesięcznej izolacji.
Choć fioletowy ziemniak „Spudnik-1” mógł początkowo przerażać swoim obcym wyglądem, jest on w rzeczywistości symbolem nadziei na samowystarczalność człowieka poza Ziemią. Każdy taki pęd to krok bliżej do momentu, w którym astronauci nie będą zależni wyłącznie od dostaw z błękitnej planety, lecz staną się orbitalnymi rolnikami, potrafiącymi wykarmić się w najtrudniejszych warunkach, jakie zna ludzkość. Brakuje tylko jednego – jak żartobliwie podsumowują internauci i sam Pettit – wynalezienia frytkownicy zdolnej do bezpiecznej pracy w stanie nieważkości.
