Focus Fit&Forma:  Czy do triathlonu trzeba mieć predyspozycje? Nie mam na myśli osiągnięć na poziomie mistrzostw świata, tylko ukończenie dystansu Half Ironman czy Ironman.

Łukasz Grass: Jeżeli celem jest ukończenie wyścigu, to można pokusić się o stwierdzenie, że w zasadzie każdy jest w stanie tego dokonać. Jednak gdy apetyt się zwiększa i walczymy o kwalifikację na mistrzostwa świata czy wygranie swojej kategorii wiekowej na dużych zawodach  – tu rolę zaczynają od-grywać predyspozycje, takie jak np. zamiłowanie do ciężkiej pracy. Najważniejsza jest silna wola i zapał, tak by chciało się w każdą pogodę wyjść choćby na te trzy podstawowe treningi w tygodniu: pływacki, rowerowy i  biegowy.

Jaki powinien być pierwszy krok do przygody z triathlonem? Najpierw powinniśmy zbudować solidną kondycję i dopiero szukać zapisów na zawody czy może odwrotnie? 

Moim zdaniem najlepszą metodą na triathlon jest wytyczanie sobie celów. Przykładowo, jeśli jest październik, otwiera się kalendarz zawodów na następny rok, my wybieramy jedne z nich i zaczynamy trenować zgodnie z regułami sztuki. Poczynając od okresu przygotowawczego, a kończąc na BPS, czyli bezpośrednim przygotowaniu startowym. Najzdrowiej i najskuteczniej jest stosować dokładnie taki sam trening jak profesjonalni zawodnicy, w mniejszych intensywnościach. Mam na myśli to, że należy zachować wszystkie mikro- i makrocykle występujące u zawodowców, a do własnych możliwości dostosowywać tylko obciążenia treningowe. Wyznaczenie celu na kilka miesięcy naprzód daje motywację i pozwala zachować stałość planu treningowego. Ja swoją pierwszą połówkę IRONMANA zrobiłem w 5 godzin i 20 minut, jednak trzeba pamiętać, że moim nadrzędnym celem na początek było zgubienie prawie 20 kg nadwagi. Podsumowując – jeżeli treningi rozpoczniemy na jesieni, to w okresie wakacyjnym, przy założeniu dobrze ułożonego treningu, powinniśmy być gotowi do pierwszych startów. Cele muszą być oczywiście realne. Jeśli założyłeś sobie, że w pierwszym sezonie zakwalifikujesz się na mistrzostwa świata, to bardzo łatwo o rozczarowanie.

Jak wygląda trening triathlonisty? Wydaje się, że to dyscyplina bardzo ciekawa i niepozwalająca się zawodnikowi nudzić, ale z drugiej strony bardzo wymagająca.

O treningu opowiem na swoim przykładzie. W ciągu tygodnia trenuję wszystkie dyscypliny. Nie używam systemu „jeden tydzień – jedna dyscyplina”, bo triathlon nie jest zlepkiem trzech konkurencji. Bardzo często stosuje się tzw. zakładki, czy-li łączy w treningu dwie dyscypliny. Trenuje się zazwyczaj dwa razy dziennie. Rano trening pływacki, a wieczorem lub po południu biegowy albo rowerowy. Większość triathlonistów pływa rano, gdyż wysiłek ten jest o wiele mniejszym obciążeniem dla mięśni niż treningi na lądzie. Co do intensywności, to wszystko zależy od okresu przygotowań. Jeżeli jest zima, to bardzo  dużo trenujemy „w tlenie”, czyli nie przekraczając określonej intensywności – spokojne wybiegania i jazda na trenażerze rowerowym. Dużo więcej jest pływania, wtedy wyrabia się kilometraż na basenie. Wiosną i latem natomiast dużo uwagi przywiązuje się do biegania i jazdy na rowerze, których uprawianie z racji pogody i temperatur jest ułatwione. 

Czy rzeczywiście jest tak, że triathlon wymaga ogromnych nakładów czasu i pracy? 

Przy układaniu planu treningowego liczą się dwie zmienne: cel i logistyka. Odwołajmy się do przytaczanego już przykładu – jeżeli twoim celem jest kwalifikacja na mistrzostwa świata IRONMAN albo wygrywanie kategorii wiekowych, to tych treningów będzie dużo. W takim wypadku musisz poświecić na to od 15 do 25 godzin tygodniowo. Jeżeli jednak masz mniej ambitne założenia, to treningi nie muszą zajmować większości twojego dnia i bez problemu da się je połączyć z codziennymi obowiązkami. Pamiętajmy, że stwierdzenie „dużo czasu” też jest względne. Przecież poświęcanie 2 godzin dziennie na treningi nie musi wiązać się z zawaleniem całego dnia i wymaga tylko podstawowej oszczędności czasu. Wystarczy pójść spać godzinę wcześniej i ten zaoszczędzony czas wykorzystać rano na trening. Jeżeli lubimy wysiłek, to nie powinno to być dla nas problemem.

Rower szosowy, sprzęt do biegania i akcesoria pływackie to kosztowne przedmioty. Żeby rozpocząć przygodę z dyscypliną, trzeba wydać małą fortunę? 

Podstawowa zasada – sprzęt nie zastąpi ciężkiej pracy i potu wylanego na treningach. Znam przypadki zawodników, którzy są tak wytrenowani, że niezależnie od tego, na jakim rowerze i w jakich butach wystartują, wygrywają swoje kategorie wiekowe. Dobrym przykładem są zawody Elemental Triathlon Olsztyn, gdzie rozgrywane są zawody retro. Zawodnicy stają na starcie wyposażeni w stare rowery, buty bez niezwykłych technologii, a część z nich nawet bez pianek do pływania! Ja w swoim pierwszym sezonie triathlonowym nie miałem najlepszego sprzętu. Rower kupiłem używany za kilkaset złotych, piankę miałem uszytą na własną rękę przez przedsiębiorcę z Łodzi, a buty biegowe – jedne z najtańszych. Prawdą jest, że jeśli chcemy startować za granicą, to dochodzi drogie wpisowe na imprezy, które często wynosi grubo powyżej 1000 złotych. 

Jak rozpoczęła się pana przygoda z triathlonem? Przecież kilka lat temu mało kto słyszał o tym wymagającym sporcie. 

Wszystko zaczęło się od nadwagi. Sześć lat temu bardzo się zaniedbałem i przytyłem do 103 kg. Zacząłem więc szukać metody, aby zrzucić trochę masy. Jeden z kolegów z pracy, który biegał już wcześniej maratony, zaproponował mi triathlon, wtedy zupełnie nieznany szerokiej publiczności w Polsce. Gdy zaczął mi opowiadać, o co w tym wszystkim chodzi, uznałem: czemu nie? Jak chudnąć, to z przytupem! Zapisałem się od razu na zawody w Londynie i rozpocząłem treningi. Tak bardzo mi się to spodobało, że postanowiłem zaangażować się w rozpropagowanie tej dyscypliny w Polsce i założyłem Akademię Triathlonu. Później nawiązałem współpracę z Michałem Drelichem ze Sport Evolution i razem zaczęliśmy organizować program ambasadorski Herbalife Triathlon. Mój wspólnik starał się również o licencję na organizację zawodów IRONMAN w Polsce. W ubiegłym roku World Triathlon Corporation przyznała ją właśnie agencji Sport Evolution.