W temacie umiarkowanego picia alkoholu i wynikających z tego rzekomych korzyści, mówi się o tzw. krzywej J. Ma ona pokazywać, że picie alkoholu w małych lub umiarkowanych ilościach wiąże się z mniejszym ryzykiem zdarzeń sercowo-naczyniowych. Dopiero kiedy zaczynamy przekraczać „bezpieczną dawkę”, ryzyko tego typu schorzeń gwałtownie wzrasta.

Jednak nowe badanie, oparte na danych z brytyjskiego Biobanku, udowadnia, że krzywa J nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nawet spożywanie mniejszej ilości alkoholu, niż przewidują to wytyczne ochrony zdrowia, wiąże się ze zwiększonym ryzykiem problemów sercowo-naczyniowych.

– Tak zwana krzywa J zależności między chorobami sercowo-naczyniowymi a spożyciem alkoholu, sugerująca korzyści zdrowotne wynikające z niskiego i umiarkowanego spożycia, jest największym mitem, odkąd powiedziano nam, że palenie papierosów jest dla nas dobre – mówi fizjolog sercowo-naczyniowy Rudolph Schutte z Anglia Ruskin University.

Umiarkowane picie – jakie są wytyczne?

Ponieważ badanie dotyczyło mieszkańców Wielkiej Brytanii, naukowcy odnoszą się w nim do przyjętych w tym kraju zaleceń dotyczących spożywania alkoholu. I tak za dopuszczalną dawkę alkoholu, której nie należy przekraczać, przyjmuje się tam 14 jednostek na tydzień.

Za standardową jednostkę alkoholu (SJA) uważa się napój zawierający 10 g lub 12,5 ml czystego alkoholu etylowego (etanolu). Dawka ta, w przeliczeniu na najczęściej spożywane rodzaje napojów alkoholowych wynosi: 200 g piwa 5%, 100 g wina 10% albo 25 g wódki 40%. Wytyczne są nieco różne dla kobiet i dla mężczyzn, przy czym norma dla kobiet jest niższa.

Powyżej 14 jednostek w tygodniu picie przestaje być uważane za umiarkowane, a zaczyna być traktowane jako „ryzykowne”.

Umiarkowane picie alkoholu a zdrowie serca

Na potrzeby badania naukowcy przeanalizowali dane z prawie siedmiu lat, dotyczące 333 259 konsumentów alkoholu i 21 710 osób, które deklarowały, że nigdy nie piły. W analizie uwzględniono poziom spożywania alkoholu oraz potwierdzone u uczestników zdarzenia sercowo-naczyniowe, choroby serca i choroby naczyń mózgowych.

Zespół specjalnie wykluczył byłych pijących, aby ograniczyć dane od osób, które mogły przestać pić ze względu na stan zdrowia. Mimo to osoby, które nigdy nie piły, były średnio starsze, miały wyższy wskaźnik BMI, wyższe ciśnienie tętnicze krwi. Były też mniej aktywne fizycznie, mniej zamożne i miały niższy status społeczno-ekonomiczny, niż kohorta pijących.

W związku z tą nierównością między obiema grupami, osoby niepijące miały odpowiednio o 31, 51 i 46 procent wyższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, choroby niedokrwiennej serca i choroby naczyń mózgowych, niż osoby pijące. Tak więc, aby usunąć te mylące czynniki, zespół zdecydował się porównać osoby pijące najmniej z tymi, które piły więcej. To doprowadziło do stwierdzenia, że minimalne spożycie wina może chronić przed chorobą niedokrwienną serca, ale nie jest powiązane z ochroną przed innymi problemami sercowo-naczyniowymi.

W przypadku innych napojów alkoholowych, takich jak piwo i napoje spirytusowe, nawet dla osób spożywających mniej niż 14 jednostek tygodniowo, wyniki wyglądają znacznie gorzej. – W szczególności wśród osób pijących piwo, cydr i napoje spirytusowe, nawet ci, którzy spożywają mniej niż 14 jednostek tygodniowo, mieli zwiększone ryzyko trafienia do szpitala z powodu zdarzenia sercowo-naczyniowego – mówi Schutte.

Umiarkowane picie wymaga nowych norm

Przyjmuje się, że korzyści płynące ze spożywania czerwonego wina (z umiarem!) wynikają z zawartych w nim przeciwutleniaczy. Wino jest uwzględnione także w diecie śródziemnomorskiej, jednym z najzdrowszych planów żywieniowych na świecie.

Jednak liczne badanie wykazały, że alkohol jest jedną z głównych przyczyn śmierci i chorób na całym świecie, więc organy zajmujące się ochroną zdrowia publicznego powinny podjąć działania w celu ograniczenia jego spożycia, w tym – zmienić normy dotyczące bezpiecznego picia. Warto pamiętać, że regularne picie nawet niewielkich dawek alkoholu ma udowodnione działanie rakotwórcze.

– Przekonania zakorzenione w dowodach epidemiologicznych maskują zagrożenia związane ze spożywaniem alkoholu. Nasze badania ujawniają negatywne skutki nawet niskiego poziomu spożycia alkoholu – mówi Schutte.


Źródło: Clinical Nutrition.