W tym roku spędzałam wakacje na włoskich, francuskich i polskich plażach. Ponieważ ludzkie ciało to moja pasja, zawsze obserwuję, jaką muskulaturą (czasami trzeba to ująć w cudzysłów) dysponują plażowicze. Wiem, kto spędza godziny na siłowni, a kto te godziny przeznacza na wizyty w fast foodach. Prawda jest naga… I czasami bolesna. Oczywiście, nie wszędzie – są kraje, których obywatele dbają o to, w co wyposażyła ich natura. We Włoszech i Francji z przyjemnością podziwiałam wysportowane ciała kobiet – nie tylko młodych, ale i dojrzałych – które bez dwóch zdań ciężko zapracowały na taki rezultat.

W Polsce, niestety, ta świadomość nie jest jeszcze na takim poziomie, jak bym chciała. Owszem, na naszych plażach także zdarzają się rodzynki, ale większość urlopowiczów cierpi na nadwagę – widać to także po sposobie poruszania się. Rzecz w tym, że panie, które raczej powinny to i owo przysłaniać, chętnie wskakują w skąpe stroje plażowe, eksponując defekty poszczególnych części ciała.

Mimo że przemysł fitnessowy w Polsce przeżywa swoisty boom i wydaje się, że ludzie powinni mieć coraz większą świadomość zdrowego odżywiania, nie wiadomo dlaczego nadwaga i otyłość rośnie z dnia na dzień. 60 procent rodaków cierpi z powodu nadwagi, a około 20 proc. z powodu otyłości. Z tego wynika, że tylko 20 procent nie ma z tym problemów. To przerażające!

Kiedy byłam małą dziewczynką i uczęszczałam do szkoły podstawowej, w mojej klasie była tylko jedna osoba z nadwagą. Był to chłopczyk, który czuł się w klasie jak intruz, bo koledzy i koleżanki wytykali go palcami i wyzywali od grubasów. Przyznaję, to było okrutne ze strony dzieci. I wcale tego nie pochwalam.

W dzisiejszych czasach to chudzielce są intruzami w klasach, a co trzecia młoda osoba ma problem z nadmiernymi kilogramami. Nic dziwnego. Kiedyś nasza żywność była naturalna, bez konserwantów. Za słodyczami trzeba było stać w olbrzymich kolejkach, a nauczyciele od WF-u nie mieli problemu ze zwolnieniami dzieci z ćwiczeń.

Pamiętam swoją mamę, która 4–5 godzin spędzała w kolejce w Wedlu, by kupić kilogram mieszanki i kawałek chałwy, a my z siostrą skrupulatnie dzieliłyśmy cukierki, aby starczyło ich jak najdłużej. Dzisiejsze reklamy produktów spożywczych aż krzyczą: „kup mnie, zjedz mnie!”, a my automatycznie dajemy się ponieść emocjom, nie zdając sobie sprawy, że jedząc batonika czy wypijając butelkę słodkiego gazowanego napoju wrzucamy do organizmu setki zwykłych śmieci. Zrzucenie tych przyjemności powinno się skończyć trzy-godzinnym treningiem w siłowni. Zwykle tak nie jest, więc nadmiar kalorii lokuje się w postaci tłuszczu na brzuchu, udach, plecach, itp.