Badania UXO ujawniły niespodziewany obiekt w miejscu planowanej budowy elektrowni atomowej
Beczkę namierzono podczas prowadzonych od marca badań UXO, których celem jest wykrywanie niebezpiecznych obiektów zalegających na dnie morza. Chodzi przede wszystkim o niewybuchy, pozostałości militarne oraz ferromagnetyczne odpady mogące stanowić zagrożenie dla realizacji inwestycji. W trakcie jednego z takich badań specjaliści zobaczyli obiekt o zdecydowanie większej wartości historycznej niż mogłoby się wydawać.
Zlokalizowany na głębokości około 19 metrów, był częściowo ukryty pod warstwą dna morskiego, dlatego ocena sytuacji okazała się wyjątkowo trudna. Beczkę wydobyli nurkowie pracujący pod nadzorem archeologa podwodnego. Już pierwsze oględziny zasugerowały, iż znalezisko może pochodzić z okresu od XV do XVII wieku. Oznacza to, że beczka mogła spoczywać na dnie Bałtyku jeszcze w czasach późnego średniowiecza lub wczesnej nowożytności, kiedy Gdańsk należał do najważniejszych portów handlowych tej części Europy.
Sam obiekt robi ogromne wrażenie również ze względu na stan, w jakim przetrwał. Beczka ma około 70 centymetrów wysokości, 40 centymetrów średnicy i waży ponad 200 kilogramów. Choć część drewnianych klepek uległa uszkodzeniu, zachowały się charakterystyczne dennice ze znakami kupieckimi, nazywanymi merkami. Te mogą okazać się kluczem do ustalenia pochodzenia ładunku, właściciela towaru, a być może nawet konkretnego szlaku handlowego.
Dodam, iż podobne oznaczenia były stosowane do końca XVII wieku przy znakowaniu towarów przewożonych drogą morską. Wewnątrz beczki najprawdopodobniej znajdują się bryłki żelaza typu osmund. Był to niezwykle cenny surowiec wykorzystywany przez średniowiecznych i nowożytnych kowali. Osmund produkowano głównie w Skandynawii, zwłaszcza w Szwecji, skąd następnie transportowano go drogą morską do portów bałtyckich, między innymi do Gdańska. Tam trafiał do lokalnych kuźni, gdzie poddawano go dalszej obróbce. Historycy od dawna podkreślają, iż handel żelazem stanowił jeden z filarów gospodarki regionu Morza Bałtyckiego.
Mam jedno pytanie: szybciej poznamy wyniki badań czy rozpocznie się budowa?
Ale czego możemy się spodziewać w przypadku tej konkretnej beczki? Zdaniem ekspertów z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku może ona być fragmentem ładunku statku handlowego, który zatonął setki lat temu podczas sztormu bądź katastrofy morskiej. Jak dotąd w miejscu odkrycia nie znaleziono innych elementów wraku, jednak archeolodzy nie wykluczają, że kolejne badania mogą przynieść następne sensacyjne znaleziska. Bałtyk od lat uznawany jest za jedno z najcenniejszych miejsc dla archeologii podwodnej w Europie. Dzięki niskiej temperaturze i specyficznym warunkom w wodzie wiele drewnianych obiektów zachowuje się tam znacznie lepiej niż w innych morzach świata.
Być może więcej informacji w tej sprawie poznamy dzięki planowanym badaniom laboratoryjnym. Specjaliści zapowiadają oddzielenie drewna od metalowego ładunku, ponieważ oba materiały wymagają zupełnie innych metod zabezpieczenia. Drewniane elementy zostaną poddane liofilizacji, czyli specjalnemu procesowi suszenia w próżni, który pozwala zachować strukturę bardzo starych zabytków wydobytych z wody. Z kolei bryłki żelaza mają zostać przebadane pod kątem składu chemicznego oraz pochodzenia. To co, prędzej doczekamy się wyników tych ekspertyz czy pierwszego wbicia łopaty pod budowę elektrowni?
Źródło: Radio Gdańsk, RMF24
