Okazuje się, że kluczowe znaczenie ma zarówno liczba przekroczonych stref czasowych, jak i kierunek, w którym lecimy. Badania sugerują, iż loty na wschód niemal zawsze powodują silniejszy i dłużej utrzymujący się jet lag niż podróże na zachód. Nie jest to wyłącznie kwestia indywidualnych odczuć pasażerów, lecz efekt działania naszego wewnętrznego zegara biologicznego, który przez tysiące lat ewoluował w rytmie wyznaczanym przez naturalny cykl dnia i nocy.
Ludzki organizm działa według rytmu dobowego regulowanego przede wszystkim przez światło. Specjalny mechanizm znajdujący się w mózgu kontroluje między innymi moment wydzielania melatoniny, czyli hormonu odpowiedzialnego za sen, a także wpływa na temperaturę ciała, poziom energii i funkcjonowanie wielu procesów fizjologicznych. Problem pojawia się wtedy, gdy w ciągu kilku godzin przemieszczamy się między miejscami, w których obowiązuje zupełnie inny czas.
Czytaj też: Leżenie plackiem odchodzi do lamusa. Teraz jeździmy na urlop po nowe skille
Podczas lotu na zachód dzień staje się dla organizmu dłuższy. Przykładowo osoba podróżująca z Europy do Stanów Zjednoczonych może dotrzeć na miejsce w godzinach, które według jej zegara biologicznego oznaczałyby późne popołudnie lub wieczór, podczas gdy lokalnie nadal jest środek dnia. Choć początkowo również może pojawić się zmęczenie, organizm zazwyczaj łatwiej przystosowuje się do stopniowego przesuwania pory snu na późniejszą.
Znacznie trudniejsza sytuacja występuje podczas podróży na wschód. W takim przypadku dzień ulega skróceniu, a ciało musi szybciej przejść na wcześniejszy rytm funkcjonowania. Dla przykładu lot z Europy do Azji może sprawić, że po przylocie organizm “uważa”, że jest środek nocy, podczas gdy w rzeczywistości na miejscu dopiero rozpoczyna się dzień. Konieczność wcześniejszego zasypiania i wcześniejszego budzenia się jest dla ludzkiego zegara biologicznego większym wyzwaniem niż wydłużenie doby.
Naukowcy tłumaczą to następująco: naturalny rytm człowieka jest nieco dłuższy niż dokładnie 24 godziny. Oznacza to, że większości osób łatwiej jest funkcjonować w warunkach lekko wydłużonego dnia aniżeli nagle skrócić go o kilka godzin. Właśnie dlatego po podróży na wschód objawy jet lagu mogą utrzymywać się dłużej, a powrót do normalnego funkcjonowania bywa bardziej wymagający.
Na nasilenie problemu wpływa także wiek, indywidualny chronotyp oraz sposób, w jaki organizm reaguje na zmiany rytmu snu. Niektórzy ludzie szybciej przystosowują się do nowych warunków, inni potrzebują kilku dni, aby odzyskać pełną sprawność. Szczególnie trudne są dalekie podróże, podczas których przekracza się wiele stref czasowych jednocześnie.
Czytaj też: Europa ma zapasy paliwa lotniczego na mniej niż miesiąc. Co z wakacyjnymi lotami?
Na szczęście istnieją sposoby na ograniczenie skutków tego zjawiska. Jednym z najważniejszych elementów okazuje się odpowiednie przygotowanie jeszcze przed podróżą. Stopniowe przesuwanie godzin snu w kierunku czasu obowiązującego w miejscu docelowym może ułatwić organizmowi adaptację. Po przylocie pomocne jest także spędzanie czasu na świeżym powietrzu i korzystanie z naturalnego światła, które jest jednym z najsilniejszych sygnałów regulujących zegar biologiczny.
Znaczenie mają także czynniki pokroju odpowiedniego nawodnienia podczas lotu, unikanie nadmiernej ilości alkoholu i dostosowanie godzin posiłków do nowej strefy czasowej. Choć te działania nie sprawią, że jet lag całkowicie zniknie, mogą znacząco skrócić czas potrzebny na przyzwyczajenie się do nowych warunków. A jak jest z tym u was? Zespół nagłej zmiany strefy czasowej to przypadłość, z którą również się zmagacie?
Źródło: Islands
