Focus.pl: Zaburzenia snu to coś, o czym mówi się coraz częściej. Pojawia się sformułowanie “epidemia bezsenności”. Czy rzeczywiście tak jest? 

Profesor Adam Wichniak, lekarz psychiatra z Ośrodka medycyny snu w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie: 
- Jak najbardziej. Jeżeli spojrzymy na najnowsze badania epidemiologiczne, to zobaczymy, że co drugi, a nawet co trzeci Europejczyk ma co roku okres złej jakości snu. Złą jakość snu definiujemy jako taki stan, w którym zły sen wpływa na gorsze funkcjonowanie w trakcie dnia, złe samopoczucie psychiczne. Więc jeżeli coś zdarza się u 1/3-1/2 populacji to nie tylko powinniśmy mówić o epidemii, ale należy zacząć się zastanawiać czy zaburzenia snu nie stały się normą i naturalną konsekwencją współczesnego stylu życia człowieka. 

Czyli to my sami sobie to robimy? Skąd się to bierze?

Liczby są dramatyczne. Z liczb, które oczekiwane były na podstawie badań medycznych wynikało, że to około 6%-10% populacji. Dziś te wskaźniki sięgają 25%-50%. To każe zadać sobie pytanie: co się dzieje? Czy ludzie zaczęli masowo chorować, czy pojawiły się jakieś czynniki,  których nie było wcześniej? Jak patrzę na swoją praktykę zauważam, że jest coraz mniej przewlekłej bezsenności biologicznej (w przebiegu depresji, zespołów bólowych, zaburzeń hormonalnych, stanów zapalnych). Coraz więcej jest za to bezsenności, która jest objawem codziennego stresu, nieregularnego stylu życia, nieprzestrzegania higieny snu i rozregulowania jego rytmu. Sen jest rytmem, jeśli ktoś konsekwentnie żyje nieregularnie, w innym rytmie w dni robocze i wolne, to z czasem rytm jest tak słaby, że jakiekolwiek niekorzystne wydarzenie w ciągu dnia sprawia, że pojawia się bezsenność. 

Czy istnieją grupy ludzi, które są bardziej narażone na takie zagrożenia?

Jak najbardziej, są czynniki predysponujące. Wiadomo, że kobiety są bardziej predysponowane do bezsenności niż mężczyźni. Przeciętnie ten stosunek to 1,5 lub 2 razy częściej u kobiet. Zawsze się mówiło, że okres wchodzenia w menopauzę, przejście na emeryturę – to były typowe okresy w życiu człowieka, kiedy takiej bezsenności się spodziewamy. Teraz to się bardzo zmieniło. Bezsenność dotyczy bardzo młodych ludzi. Do poradni jej leczenia zgłaszają się nastolatki i młodzi dorośli. Coraz większą rolę odgrywa styl życia, codzienny pośpiech i stres. Paradoksalnie osoby starsze zaczynają spać lepiej niż młodsze. Bo z wiekiem człowiek nabywa odporności na stres, zwalnia, jest mądrzejszy, nie goni tak za bieżącymi wydarzeniami w życiu. Bezsenność to nie tylko choroba osób starszych – to także choroba osób młodych. 

Łatwo jest mówić o tej chorobie, jednak warto wyznaczyć od kiedy powinniśmy o niej mówić. Przecież to nie jest po prostu przypadek, gdy się nie wyśpię?

Z punktu widzenia medycznego problemem jest bezsenność przewlekła. To taki stan, gdzie zła jakość snu trwa co najmniej przez trzy miesiące. Natomiast bezsenność nie zaczyna się z reguły od razu ciężką chorobą. U zdecydowanej większości osób najpierw występują przygodne zaburzenia snu – pojawiające się od czasu do czasu i trwające kilka dni. Większość ludzi to bagatelizuje. Potem pojawia się bezsenność krótkotrwała, gdzie te epizody trwają od kilkunastu dni do kilku tygodni. To już jest sygnał ostrzegawczy i część osób zaczyna wtedy szukać pomocy. Niestety często szukają jej tylko częściowo: sięgają po leki, które poprawiają sen. Nie zmieniają jednak swojego stylu życia, a to już jest zdecydowany sygnał od organizmu: „zrób coś ze stylem życia, bo inaczej rytm snu się zupełnie wykolei.” Jeżeli na tym etapie nie zatrzymamy człowieka i choroba będzie trwała, wchodzimy w bezsenność przewlekłą.

Wbrew temu, co powszechnie się myśli, nie jest to choroba łagodna. Dotyczy 10-15% populacji europejskiej i to ewidentnie choroba mózgu, kiedy różne szlaki czynnościowe, szlaki neuroprzekaźników, działają zupełnie inaczej. Nazywamy to nadmiernym wzbudzeniem fizjologicznym, cały mózg pracuje we wzmożonym tempie. To pozwala nam przetrwać dzień mimo złego sny, ale w nocy jest dramat. Takiej osobie coraz trudniej jest się wyciszyć. 

Leczenie bezsenności przewlekłej wymaga okresu co najmniej kilku, kilkunastu tygodni z przestrzeganiem wielu reguł. Często konieczne jest też użycie leków, które mają z powrotem nauczyć człowieka spać i unormować nadmierne wzbudzenie. 
 
Leków jest dużo, mają różne substancje czynne. Czy większość z nas sięga po pigułki, czy coś innego? Jak się leczymy i jak to bezpiecznie robić?

Niestety sięganie po leki nasenne jest powszechne i dla większości osób jest pierwszą próbą pomocy sobie. Z reguły zaczyna się od leków bez recepty kupionych w aptece, potem przechodzi się na te na receptę. Często dzieje się to bez udziału lekarzy, leki te są ogólnie dostępne. W prawie każdej rodzinie jest ktoś kto takie leki ma i pierwszą dawkę leku nasennego dostajemy od mamy,  babci lub innego członka rodziny. 

Inną popularną metodą radzenia sobie z bezsennością jest picie alkoholu. Z jakiegoś powodu utarło się, że alkohol poprawia sen, nie jest to prawda. Pozwala ęsi rozluźnić, co ułatwia zasypianie. Jednak alkohol szybko przechodzi w metabolity, a te mają działanie wybitnie rozbudzające i zakłócające sen nocny. Dodatkowo efekt rozluźniający szybko się wyczerpuje i trzeba pić coraz więcej. Stąd duże ryzyko uzależnienia. 

Problemem jest też to, że leki dostępne do leczenia bezsenności są formą leczenia objawów. Można je porównać do środków przeciwbólowych: usuwają ból, ale nie jego przyczynę. Tutaj jest podobnie, leki nasenne poprawiają sen, ale nie znoszą przyczyny bezsenności. 

Jeśli ktoś chce użyć leków na sen powinien robić to krótkotrwale, to znaczy 2-4 tygodni i wykorzystać ten czas by wzmocnić sen. Ważne jest, by stosować zasady niefarmakologicznego leczenia snu, które są dość złożone i często są sprzeczne z tym co ludzie powszechnie odczuwają. Przy lekach warto też wziąć pod uwagę, że nie zawsze leki nasenne będą dla nas najlepsze. Czasem mogą to być inne ich rodzaje. Na przykład jeśli ktoś cierpi na zaburzenia lękowe i depresje o wiele lepsze będą leki przeciwdepresyjne niż nasenne. Jeśli pacjent ma problem z zaburzeniem rytmu snu i czuwania, o wiele lepszym wyborem będzie dla niego melatonina i leki melatoninergiczne niż typowe leki nasenne dostępne na receptę.

Są badania, hipotezy, wedle których spadający z wiekiem poziom melatoniny w organizmie ma wpływ na jakość snu. Rzeczywiście tak jest?

Tak, poziom melatoniny systematycznie maleje wraz z wiekiem. Mniej więcej po pięćdziesiątym, pięćdziesiątym piątym roku życia jest tak niski, że jeżeli ktoś nie dba bardzo o rytm snu, rytm dnia, rytm posiłków, przebywanie w świetle słonecznym, rytm wysiłku fizycznego bardzo łatwo organizm traci swoją rytmiczność, co przekłada się także na sen. Rzeczywiście tak jest, że po 55. roku życia leczenie melatoniną może przynosić dobre wyniki, pod warunkiem, że stan zdrowia jest dobry.

Ważne by nie zrzucać wszystkiego na starzenie się mózgu i spadek poziomu hormonów. Warto zainteresować się tak prostymi parametrami jak na przykład ciśnienie tętnicze gdy idziemy do łóżka.  Wiele osób w Polsce (szacujemy, że to około 30%) nie wie, że ma nadciśnienie tętnicze. Te osoby idą do łóżka z wysoką wartością ciśnienia i nie mają szans dobre się wyspać. Niestety są także przewlekłe procesy zapalne, coraz więcej osób choruje na alergie, rośnie występowanie stanów autoimmunologicznych. Te toczą się same z siebie bez czynnika ewidentnie chorobotwórczego. Nie ma gorączki, człowiekowi wydaje się, że nie ma infekcji, natomiast proste laboratoryjne badanie krwi pokazuje, że organizm nie funkcjonuje jak trzeba. Dlatego przy przewlekłych problemach ze snem warto zadbać o badania krwi.  

Trzeba pamiętać także o tym, że zaburzeń snu jest cała masa. Na przykład po 50. roku życia zachodzi choroba zwana zespołem niespokojnych nóg. To nie jest choroba w przypadku której leczenie melatoniną czy innymi lekami przyniesie odpowiednie efekty. Wreszcie wiele skarg dotyczy zaburzeń oddechowych w trakcie snu – to zespół bezdechu sennego. Tu także metoda jest inna niż przyjmowanie melatoniny i leków nasennych. 

W związku z tym jasne, że można próbować sobie pomóc samodzielnie, ale bardzo ważne jest też, że przyjmowanie leków nie zwalnia człowieka od przyjmowania odpowiedzialności za swój sen. Trzeba dbać o fizyczny wysiłek, ilość światła w dzień i unikanie go w nocy, dbać o rytm aktywności. Trzeba także dbać o ogólne zdrowie, także psychiczne. 

Czy medycyna zna skutki uboczne leczenia melatoniną? Czy są tu jakieś zagrożenia ze strony leków nasennych, przed którymi należy przestrzec?

Leki, które mogą wywołać działania niepożądane są dostępne na receptę, a decyzję podejmuje lekarz. Największym problemem jest ciężka głowa rano, czyli zbyt silne działanie leku. Drugim poważnym zagrożeniem jest ryzyko uzależnienia, Jeżeli pacjent nie stosuje się do zalecenia, że takie leki powinno się przyjmować do 4 tygodni. Jeśli trzeba dłużej – należy to robić z przerwami: 2-4 razy w tygodniu.

Jeśli chodzi o leki dostępne bez recepty w aptekach, nie ma większych obaw. Gdy ktoś ma poczucie zaburzenia rytmu snu, z takich leków można skorzystać.

Z mojego, jako lekarza, punktu widzenia, największym zagrożeniem dla tych, którzy wybrali takie leki jest to, że robią to przez wiele miesięcy zamiast skorzystać z pomocy lekarza. Zmieniają leki, szukają kolejnych, zamiast zapytać. 

Ja proponuję zawsze takie rozwiązanie: żeby przeczytać o zasadach higieny snu i leczeniu niefarmakologicznym bezsenności. Jeśli to konieczne można kupić preparat bez recepty i zastosować się do wszystkich reguł. Jeśli zaburzenia snu poprawią się w ciągu kilku tygodni oznacza to, że jestem na dobrej drodze. Gdy nie ma poprawy – trzeba natychmiast iść do lekarza. Wytłumaczeniami mogą być bóle i zły stan psychiczny. Jeżeli ktoś widzi, że oprócz bezsenności utrzymuje się lęk, powinien szukać pomocy u lekarza, w tym wypadku psychiatry. 

Na koniec chciałbym zapytać gdzie szukać dobrych i sprawdzonych informacji o leczeniu bezsenności. Chodzi zarówno o formy niefarmakologiczne, jak i te gdy trzeba będzie sięgnąć po pomoc lekarza i leki. 

Niestety z dobrymi źródłami informacji w języku polskim nie jest tak dobrze jak w języku angielskim. Jeśli ktoś zna język angielski dobrze polecam zakup podręczników do terapii poznawczo-behawioralnej dla pacjenta. 

W Polsce zalecałbym głównie treści z dużych portali medycznych, można wejść na stronę naszego Ośrodka Medycyny Snu, wreszcie warto porozmawiać ze swoim lekarzem, który może dysponować odpowiednim poradnikiem.