Wspomniany wrak, nazwany tymczasowo Delta I, został zauważony podczas prac pogłębieniowych związanych z rozbudową terminala kontenerowego w porcie Kadyks. Początkowo robotnicy nie zdawali sobie sprawy z tego, na co trafili. Dopiero badania archeologiczne ujawniły skalę znaleziska. Na pokładzie oraz wokół wraku znajdował się aż 27 żelaznych dział, 18 sztab srebra o łącznej wadze wynoszącej około pół tony oraz liczne przedmioty związane z żeglugą XVII wieku. Jedna ze sztab posiada wybity rok 1667, co pozwoliło badaczom określić przybliżony czas zatonięcia statku.
Czytaj też: Prehistoria czy współczesność? Znaleziska z Hiszpanii wywracają wiedzę historyków
Archeolodzy odkryli również brązowy dzwon okrętowy z napisem Jesús, María y José 1671. To kolejny element pomagający datować jednostkę. Najbardziej intrygujące jest jednak pochodzenie ładunku. Według badaczy statek prawdopodobnie służył Francji, ale był uzbrojony w szwedzkie działa kupowane przez holenderskich pośredników. Samo srebro najpewniej pochodziło z kopalni w dzisiejszej Boliwii – głównie z regionów Potosí i Oruro, które w XVII wieku należały do hiszpańskiego imperium kolonialnego.
Jak wytłumaczyć tę niezwykłą układankę? W XVII wieku hiszpańska korona bardzo rygorystycznie kontrolowała handel srebrem z Ameryki. Oficjalnie cały transport metali szlachetnych miał przechodzić przez system podatkowy kontrolowany przez monarchię. Problem polegał jednak na tym, że Kadyks stał się centrum nieformalnego handlu i idealnym miejscem do omijania królewskich regulacji. Zdaniem ekspertów odnaleziony statek mógł być częścią ogromnej siatki kontrabandy działającej pomiędzy Europą a Nowym Światem.
Szwedzkie działa i holenderscy handlarze
Uwagę badaczy szybko zwróciły działa. Okazało się, że są to modele produkowane w Szwecji, która w XVII wieku była jednym z największych eksporterów uzbrojenia w Europie. Broń prawdopodobnie trafiała na statek przez holenderskich kupców specjalizujących się w handlu militariami. Archeolodzy zidentyfikowali pięć różnych kalibrów dział, co sugeruje, że uzbrojenie mogło być kompletowane z różnych źródeł. Część armat była poważnie uszkodzona – niektórym brakowało fragmentów luf bądź elementów mocujących.
Pojawiły się nawet hipotezy, że część dział mogła służyć już tylko jako balast. Inni badacze podejrzewają jednak, iż uszkodzenia powstały podczas walki albo katastrofy morskiej poprzedzającej zatonięcie jednostki. Ostatecznie wrak przeleżał pod warstwami mułu i piasku przez ponad 300 lat. Znajdował się około sześciu metrów pod dnem portowym i przez dekady pozostawał całkowicie niewidoczny.
Czytaj też: Dziwny kult neandertalczyków odnosił się do latających istot. Najstarsze ślady rytuałów mają 175 tysięcy lat
Dopiero nowoczesne prace hydrotechniczne odsłoniły fragmenty konstrukcji. Operacja wydobycia była niezwykle skomplikowana. Nurkowie pracowali praktycznie po omacku w niemal zerowej widoczności, a cały wrak trzeba było unieść przy pomocy ogromnych dźwigów i specjalnych platform wypornościowych. Po wydobyciu rozpoczęły się szczegółowe skanowanie 3D, dokumentacja fotogrametryczna i analiza drewna statku. Największą zagadką pozostaje jego nazwa i okoliczności zatonięcia.
Jakie są możliwości? Badacze podejrzewają, że była to jednostka zbudowana w stylu iberoatlantyckim, acz służąca pod francuską banderą. Nadal nie wiadomo jednak, czy statek zatonął podczas sztormu, bitwy, pożaru czy może próby ucieczki przed kontrolą. Problemem jest również fakt, że miejsce odkrycia zostało częściowo naruszone przez wcześniejsze prace pogłębieniowe. Archeolodzy przyznają, iż część artefaktów mogła zostać przesunięta, co utrudnia rekonstrukcję ostatnich chwil. Delta I może być natomiast jedynie częścią znacznie większej historii. W rejonie zatoki badacze odnaleźli już kolejne wraki oznaczone jako Delta II i Delta III. Jaką przeszłość kryją?
Źródło:Cadiz Directo
