Psycholog dr Glenn Livingston na łamach Psychology Today wspomina jednego ze swoich pacjentów, nazwijmy go Johnnym, który za każdym razem, gdy czuł się smutny, zły, przygnębiony lub podenerwowany, zjadał pół tuzina frankfurterek. Kiełbaski stały się jego lekarstwem na smutki. Zjadał je i czuł się lepiej. Niestety, przygnębienie dopadało go na tyle często, że ucztowanie na pocieszenie zaczęło odbijać się na jego wadze, a w konsekwencji również na zdrowiu.

Gdy Johnny pojawił się w gabinecie dra Livingstona, mierzył się z poważną nadwagą. Przyszedł, by znaleźć zdrowsze sposoby na radzenie sobie z emocjami niż zajadanie stresu frankfurterkami. 

 

Praca z emocjami

Terapia zaczęła się od wprowadzenia technik oddychania, które pomagają w wyciszaniu  współczulnego układu nerwowego (to on  „uruchamia” emocję, która działa jak impuls do objadania się). Terapeuta pomógł pacjentowi dostrzegać i nazywać emocje, by ten zyskał większe poczucie kontroli nad sytuacją.  Najważniejsza okazała się zmiana podejścia do emocji.

- Jeśli postrzegasz swoje emocje jako „ogień”, to automatyczną reakcją na nie jest alarm i myśl „muszę ugasić ten pożar!” - mówi dr Livingston i kontynuuje metaforę ognia:

Wyobraź sobie, że masz w salonie kominek. Kiedy spokojnie tli się w nim ogień, miejsce to może stać się centrum domu, wokół którego gromadzą się domownicy, dzielą się opowieściami i przywołują wspomnienia. Kiedy w kominku jest dziura, przez którą mogą uciekać iskry i żar, ogień zaczyna stanowić zagrożenie. Podobnie jest z emocjami. Gdy wydostają się w postaci automatycznych reakcji, mogą być niszczące.

 

Łamanie własnych zasad

Kiedy próbujesz wprowadzić zmianę na lepsze, najpierw narzucasz sobie ważną zasadę (np. „zjem nie więcej niż 3 frankfurterki dziennie”, „zrezygnują z czekolady”,  „codziennie wieczorem zrobię 50 przysiadów” albo  „nie będę zaglądać na jego profil”), która w dalszej perspektywie ma przynieść pozytywne skutki. Niestety, trudność polega na tym, że prawie zawsze pojawia się pokusa i głos uzasadnienia, który tłumaczy, dlaczego w tym konkretnym przypadku warto naruszyć ustalone reguły.

Ten głos szepcze: „możesz sobie pozwolić na złamanie zasady, przecież…” i tu pojawia się chór wymówek  „…przecież tak mało dziś zjadłam, jedna kostka nie zaszkodzi”, „to był bardzo męczący dzień, to naturalne że dziś nie poćwiczę”, „będę się bardziej męczyć z myślami, jeśli nie sprawdzę, co u niego” i tak dalej, i tak dalej.  Racjonalizacja podsuwa same „dobre powody”, które w danym momencie wydają się ważniejsze niż cel, do którego dążysz w dalszej perspektywie.