Jak to możliwe, że powstała fotografia sondy oraz planety jednocześnie? Tianwen-1 miał na pokładzie niewielką kamerę, którą po prostu wypuścił w przestrzeń kosmiczną. Kamera zrobiła zdjęcia, po czym przesłała je do orbitera za pomocą Wi-Fi. Ten zaś wysłał je na Ziemię – w sam raz, by uczcić nowy rok.

Co widać na zdjęciu? Poza bajkowym ujęciem zatopionego w delikatnych różach Marsa, pokazuje ono złotą sondę z rozłożonymi panelami słonecznymi. Na drugim ujęciu (powyżej), na którym sonda jest mniejsza, zmieściła się również jej błyszcząca antena komunikacyjna.

Zdjęcie zrobione przez kamerę wypuszczoną z sondy Tianwen-1 (fot. CNSA/PEC)

Pierwszy chiński łazik na Marsie

Misja Tianwen-1 to na razie najpoważniejsza chińska próba włączenia się w eksplorację Marsa. Tianwen-1 składa się z trzech części: orbitera, lądownika i łazika Zhurong. Została wystrzelona w kosmos w lipcu 2020 roku. W czasie trwającej siedem miesięcy podróży pokonała 475 mln kilometrów. Na orbitę Czerwonej Planety weszła w lutym zeszłego roku.

Wysłanie łazika na jej powierzchnię odbyło się dopiero po trzech miesiącach przygotowań. Powodzenie tej części misji było dla Chin sprawą prestiżową. Wcześniej na Marsie udało się posadzić wyłącznie amerykańskie łaziki wysyłane przez NASA.

Napięcie powiększał również fakt, że pierwsza chińska marsjańska misja – Yinghuo-1 – zakończyła się niepowodzeniem. Sonda wystrzelona z Bajkonuru wraz z sondą rosyjską i na rosyjskiej rakiecie nośnej dotarła tylko na niską orbitę okołoziemską. Po dwóch i pół miesiącach orbitowania wokół Ziemi spłonęła w jej atmosferze.

Sonda Tianwen-1 startuje z chińskiego kosmodromu

W przypadku Tianwen-1 Chińczycy nie zdecydowali się już na nawiązanie z kimkolwiek współpracy. Wszystkie części misji zostały wykonane przez nich samych. Start odbył się na chińskiej rakiecie z kosmodromu Wenchang.

Budowany od 2002 roku, a uruchomiony po raz pierwszy w 2016 r. kosmodrom został umiejscowiony na skrawku Chin najbardziej wysuniętym na południe – na wyspie Hajnan. To terytorium Chin położone najbliżej równika, a więc najlepsze miejsce do wystrzeliwania rakiet kosmicznych.

Nośność rakiet zwiększa największa w tym miejscu siła odśrodkowa ruchu obrotowego Ziemi. Z tego samego powodu również amerykańskie i rosyjskie kosmodromy znajdują się na południu obu państw. A europejski – w Gujanie Francuskiej, blisko równika.

Szósty łazik na Marsie

Tianwen-1 bezpiecznie doleciała na Marsa. Łazik Zhurong zaś bezpiecznie na nim wylądował – jako szósty pojazd wysłany tam przez Ziemian. Miało to miejsce w maju 2021 roku.

Jak to bywa w przypadku misji kosmicznych, czas jego pracy zaplanowano na ostrożne trzy miesiące. Ponieważ jednak działa nadal, Chińczycy, podobnie jak wcześniej Amerykanie, z dumą mogą twierdzić, że ich urządzenie funkcjonuje na Czerwonej Planecie już o wiele dłużej niż zakładano.

Na razie łazik przejechał 1,4 kilometra i również przesyła na Ziemię zdjęcia. Nie ma tu jednak zaskoczeń. Mars wygląda na nich dokładnie tak samo, jak na zdjęciach robionych przez łaziki NASA.

Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane przez łazik Zhurong (fot. CNSA/PEC)

Kamerę już wcześniej wyrzucono z sondy

Co ciekawe, Tianwen-1 zrobił sobie samemu zdjęcie nie pierwszy raz. Podobny trik wykonano ponad rok temu, jeszcze w czasie podróży w kierunku Marsa. Na tamtym zdjęciu widać przyczepionego jeszcze do sondy łazika Zhurong.

Jego nazwa – jak nazwa wszystkich składników misji na Marsa – nie została wybrana przypadkowo. Zhurong to w chińskiej mitologii bóg ognia, który nauczył ludzi krzesać ogień. Na nazwę, wybraną w publicznym głosowaniu, wskazało ponad 500 tys. osób. Wybór jest o tyle zrozumiały, że Chińczycy nazywają Mars „planetą ognia”.

Rakieta, która wyniosła sondę, została nazwana Długi Marsz. Natomiast samo słowo Tianwen nawiązuje do starożytnego chińskiego wiersza „Pytam niebiosa”.

Źródła: CNSA, Space.com.