Zdarzyło wam się mieć kiedyś wyjątkowo dziwny sen? Albo nie przespać jednej czy dwóch nocy, a potem śnić na jawie? Albo cierpieć na bezsenność z miłości? W każdym z tych przypadków waszym zachowaniem rządziła niepozorna substancja chemiczna zwana melatoniną. Uczeni coraz częściej natykają się na nią, nie tylko badając mózg, ale i inne narządy naszego ciała. Niedobór melatoniny może być przyczyną różnych chorób, ale okazuje się, że jej nadmiar też może nam zaszkodzić – choć jeszcze nie wiemy jak bardzo. „Ten hormon ma bardzo silne działanie, porównywalne nawet ze sterydami. Rzadko kto o tym myśli, prosząc o melatoninę w aptece” – uważa dr George Bentley z University of California w Berkeley.

 

W MÓZGU, OKU I JELICIE

Melatonina jest najbardziej znana jako „hormon ciemności”. Wytwarza ją szyszynka – skupisko komórek wielkości 5–8 mm, położone głęboko w mózgu – otrzymująca sygnały z oczu wskazujące na to, że nadchodzi noc. Gdy melatonina osiągnie odpowiednio wysoki poziom, robimy się senni i udajemy się na
zasłużony odpoczynek. Światło słoneczne hamuje produkcję tego hormonu, więc za dnia możemy funkcjonować poprawnie. Melatonina jest jednym z najważniejszych elementów tego, co nazywamy zegarem biologicznym – to ona „mówi” organizmowi, kiedy jest noc, a kiedy dzień. To nie wyczerpuje sprawy. Ten sam związek chemiczny może być wytwarzany w innych częściach ciała – w szpiku kostnym, jelitach oraz oczach. W tym ostatnim przypadku melatonina powstaje w siatkówce, która odbiera bodźce świetlne sterujące zegarem biologicznym, ale co tam dokładnie robi?

 

NIEWYSPANA MŁODOŚĆ

To nie przypadek, że nastolatki tak często są niewyspane i nie uważają na lekcjach. Ok. 14. roku życia dochodzi do przestawienia zegara biologicznego – młody człowiek zaczyna później kłaść się spać i później wstaje. Dotyczy to nie tylko mieszkańców krajów rozwiniętych, którzy spędzają wieczory w dobrze oświetlonych pomieszczeniach czy przed ekranem komputera, ale też nastolatków np. z Afryki. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że w okresie dojrzewania produkcja melatoniny w mózgu zaczyna się średnio o godzinę później niż w dzieciństwie (ten rytm wraca do normy dopiero ok. 21. roku życia).

Dlatego chronobiolodzy twierdzą, że należy dostosować rozkład zajęć w szkołach do rytmu dobowego nastolatków. Uczniowie zaczynający lekcje o 7.30 czy 8.00 są często półprzytomni ze zmęczenia i mają przez to gorsze wyniki w nauce. „Potrzebujemy światła, by odpowiednio nastawić nasz zegar biologiczny. Dzieci idące czy jadące do szkoły wczesnym rankiem prawie nie widzą słońca. Natomiast wieczorem dostają dodatkową dawkę sztucznego światła. Nic dziwnego, że ich zegary biologiczne wariują” – mówi prof. Till Roenneberg z Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium. Zdaniem specjalistów najlepiej by było, gdyby pierwsze zajęcia w szkołach i na uczelniach zaczynały się dopiero o godz. 11.

Uczeni podejrzewają, że może wpływać na rozwój gałki ocznej, a zwłaszcza na zjawisko krótkowzroczności. Pewności jednak nie mają. Trochę mniej tajemnicza jest jej rola w przewodzie pokarmowym. Melatonina powstaje tam w bardzo dużych ilościach, ponieważ służy do sterowania ruchami jelit. Nie wiadomo jednak, czy jakoś wpływa na resztę organizmu. Być może część hormonu przedostaje się z jelit do krwiobiegu, a wówczas oznaczałoby to, że po obfitym posiłku robimy się senni nie tylko dlatego, że krew „odpływa nam z mózgu do żołądka”, ale też wskutek działania „hormonu ciemności”.

 

MROCZNA STRONA DEPRESJI

Działanie melatoniny w mózgu jest jeszcze bardziej złożone. Jeśli mamy jej za dużo, możemy śnić o najdziwniejszych rzeczach – tak przynajmniej wynika z badań, które sam na sobie przeprowadził niemiecki psycholog Darren Lipnicki. Jej niedobór z kolei sprzyja zaburzeniom pracy mózgu – napadom padaczkowym, halucynacjom, a także depresji. Jednak leczenie tych schorzeń „czystą” melatoniną nie daje zbyt dobrych rezultatów. Bardziej skuteczne okazują się podobne do niej leki przeciwdepresyjne, które precyzyjniej ingerują w mechanizmy odpowiedzialne za rozwój choroby – takie jak wprowadzona kilka lat temu do użytku w Polsce agomelatyna. Z badań klinicznych wynika, że poprawia ona nastrój pacjenta szybciej niż inne preparaty przeciwdepresyjne, poprawia jakość snu, a przy okazji daje niewiele skutków ubocznych.

Melatonina była od dawna stosowana w leczeniu sezonowej choroby afektywnej, czyli depresji zimowej. Schorzenie to jest następstwem niedostatecznej ilości światła docierającego do organizmu w czasie „mrocznych” miesięcy. W organizmie może więc być zbyt dużo melatoniny o niewłaściwej porze dnia. Dlatego
hormon należy zażywać bardzo ostrożnie i tylko o wskazanej przez lekarza godzinie, żeby nie pogorszyć sprawy. Innym sposobem leczenia tej przypadłości jest stosowanie jasnych lamp, czyli fototerapia, która przywraca organizmowi naturalny rytm dobowy.