Lepszy len niż śledź

Jasne jest natomiast, że tłuszcze zwierzęce – zwłaszcza w nadmiarze – są dla nas o wiele groźniejsze niż roślinne. Przyczyniają się do rozwoju otyłości i miażdżycy, osłabiają odporność, a u mężczyzn także potencję. „Możemy całkowicie zastąpić je tłuszczami roślinnymi i tylko na tym skorzystamy” – uważa dr n. med. Katarzyna Cyganek z Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W mięsie – zwłaszcza zwierząt z masowej hodowli – dominują nasycone kwasy tłuszczowe, które mają naukowo udowodniony związek z chorobami serca i nowotworami. Ale narażeni na nie są również wegetarianie, którzy jedzą dużo nabiału.

Dlatego powinni pamiętać o nienasyconych kwasach tłuszczowych, których bogatym źródłem są oliwa z oliwek czy olej rzepakowy. Kluczową rolę odgrywają tu kwasy omega-3. To dzięki nim Eskimosi tak rzadko cierpią na choroby układu krążenia. Wiele wskazuje również na to, że te tłuszcze zwiększają odporność, chronią przed nowotworami i zwiększają sprawność mózgu. Najbogatszym źródłem kwasów omega-3 są ryby i inne owoce morza.

Czy oznacza to, że wegetarianie cierpią na ich niedobór? Niekoniecznie. Z najnowszych badań wynika, że naszemu organizmowi w zupełności wystarczy np. 10 gramów oleju rzepakowego dziennie – czyli jedna łyżka stołowa. Dużo omega-3 zawierają też orzechy (włoskie i laskowe), siemię lniane oraz olej lniany. Są to na pewno bezpieczniejsze źródła tych tłuszczów niż ryby, które mogą zawierać toksyczną rtęć czy dioksyny. Wygląda więc na to, że rację miał ten, kto powiedział: „Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu, jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej”. A kto to był? Sam Albert Einstein – człowiek, któremu trudno zarzucić brak kondycji intelektualnej.