Jesień daje się we znaki lądownikowi Phoenix, który znajduje się w pobliżu bieguna Marsa. Początkowo lądownik Phoenix miał pracować tylko 90 dni, jednak dziś jego misja trwa już pół roku. Niestety prawdopodobnie niedługo nadejdzie jej kres. To dlatego, że na Marsie w pobliżu lądownika coraz wyraźniej zbliża się jesień. Dni stają się coraz krótsze i coraz mniej światła zasila ogniwa słoneczne próbnika. Jest także coraz zimniej. Dlatego naukowcy z NASA, aby zachować lądownik przy życiu najdłużej jak się da, planują wyłączać na po kolei jego cztery ogrzewacze, które zapewniają urządzeniom lądownika pracę w optymalnej temperaturze. W ostatni wtorek wyłączono urządzenie ogrzewające ramię do pobierania próbek gruntu, kamerę, która jest na nim umieszczona oraz analizator próbek, który podgrzewa próbki i analizuje ich opary. Wyłączenie tego ogrzewacza ma zaoszczędzić 250 watogodzin dziennie. Ramię z łyżką do pobierania próbek zostało położone na gruncie i będzie odtąd wykonywać tylko jedno zadanie - mierzyć temperaturę gruntu. Nigdy więcej nie zostanie już użyte do pobierania próbek. To zadanie ostało już z sukcesem wykonane, a energii jest tak niewiele, że na pewno nie wystarczy jej na tak skomplokowaną operację. W miarę upływu czasu wyłączane będą kolejne ogrzewacze i urządzenia, którym zapewniają właściwą temperaturę. Kiedy ostatnie urządzenie ogrzewające zostanie wyłączone lądownik Phoenix zamilknie prawdopodobnie na zawsze, choć można się spodziewać, że po zimie NASA podejmie próby nawiązania z nim kontaktu. Na razie naukowcy z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie (Kalifornia, USA) szykują się na nadchodzącą koniunkcję, gdy Słońce znajdzie się w prostej linii między Ziemią a Marsem. Łączność radiowa będzie wtedy zablokowana. Ustanie pradopodobnie 28 listopada i zostanie wznowiona 13 grudnia. I nie wiadomo, czy wtedy Phoenix jeszcze odpowie. h.k.