Zmiany są dobre

- Zmiany są dobre. Jest ruch, jest życie – powtarza wielokrotnie zdecydowanym głosem i swoim słowom daje dowód. Monika Sierpińska w maju zeszłego roku ostatecznie składa wypowiedzenie i odchodzi z korporacji, w której pracowała przez 5 lat.

Jej historia nie jest o tym, jak znaleźć w sobie odwagę, by z dnia na dzień zmienić życie o 180 stopni.  Jest raczej o tym, jak znaleźć sposób, by wystarczyło odwagi na przekucie szalonego pomysłu w realne działanie. Krok po kroku do wyznaczonego sobie celu.

- Nigdy nie było tak, że nie lubiłam swojej pracy czy otoczenia - od razu zastrzega. – Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czy to jest właśnie moje wymarzone życie, czy realizuję najlepszy scenariusz mojej historii, bo nie chciałabym się nagle zorientować, że życie przeciekło mi przez palce. Wierzę, że możemy być bohaterami historii o nas, a nie tylko postaciami rzuconymi gdzieś przez los.

Już jako nastolatka na kartach pamiętnika zastanawiała się, jak to życie uczynić ciekawszym, zapełnić strony pasją i pięknymi wspomnieniami. „Myślę, ze gdyby ktoś wziął do ręki mój pamiętnik zanudziłby się na śmierć” – śmieje się czytając urywki starego zeszytu. - Ale na następnej stronie starałam się już wymyślić sposoby na to, jak temu zaradzić. Często dosyć zabawne np. że poznam przystojnego chłopaka.

Do dziś prowadzi „pamiętniczek”, ale teraz służy jej trochę do czegoś innego. – Nie ma już w nim historii o tym, że nikt nie poprosił mnie do tańca na dyskotece, ale bardziej plany na przyszłość. Staram się myśleć raczej z perspektywy kilku lat – gdzie chciałabym być za 5 lat i co mogę zrobić już teraz, żeby tam się znaleźć. Łatwo nie jest, bo cały czas trzeba korygować drogę i zastanawiać się czy cel nadal jest wart dotarcia do niego. To trochę jak z pływaniem po jeziorze – co kilka ruchów musisz zwolnić, wystawić głowę nad powierzchnię i sprawdzić czy nadal zmierzasz w dobrym kierunku (nie jestem dobrym pływakiem, a i życia się jeszcze muszę porządnie nauczyć więc i w wodzie i w życiu muszę cały czas korygować tor).

Kilka miesięcy przed opuszczeniem firmy zanotowała, że kolejne lata w tym samym miejscu to nie jest to czego chce najbardziej. - Potrzeba mi było rozwoju oraz zmiany, która daje energię.

Jednocześnie nie chciała uciekać, ale mieć do czego odchodzić. - Wiedziałam, że zmiana firmy, byłaby zmianą wyłącznie kosmetyczną: te same zasady, inne twarze, może trochę inne zadania. Na dłuższą metę to na pewno nie mój scenariusz.

Pozostawało więc znaleźć swoją drogę, ten „pomysł na siebie”. Jak? Przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, co się lubi i znaleźć sposób na realizację.  

 

Eureka!

- W ciągu ostatnich kilku lat poznałam mnóstwo fascynujących osób z nieziemskimi pasjami. Chciałam spróbować, chociaż na chwilę, tego co robią, by zrozumieć co ich tak urzekło. Jest jednak tyle ciekawych rzeczy, a ja już miałam tak naładowany grafik, że nie byłam w stanie dołożyć sobie kolejnych aktywności w ciągu tygodnia.