Każda radykalna zmiana poglądów, stylu życia to bardzo często pranie mózgu ze starych wdrukowań i farbowanie od nowa. Nic nadzwyczajnego; tak funkcjonuje wiele instytucji społecznych, które działają tak nieświadomie lub – jeszcze gorzej – z cyniczną premedytacją. Młody chłopak, stając przed komisją poborową, odzierany jest z intymności. Staje nagi, pozbawiony naturalnej, kulturowej zasłony, jaką jest odzież. Stoi tak z odsłoniętym przyrodzeniem, wstydząc się własnej nagości, obawiając się komentarzy dotyczących jego męskości. Marznie. Zasłania się. Za chwilę wojskowy doktor zajrzy mu we wszystkie fizjologiczne otwory, łącznie z odbytem. W jednostce nie będzie lepiej.

Już w pierwszych tygodniach każą mu zapomnieć o świecie za murem, o wszelkich zasadach, które tam obowiązywały, a w hierarchii wojskowej będzie nikim, kotem, nawet nie szeregowcem, bo przed przysięgą nie ma jeszcze stopnia. Taki sam mundur, taki sam koc, taki sam taboret, ta sama grochówka. Rozkazy, dyscyplina, musztra i fala. Starsi rządzą młodszymi i nawet jeśli fala jest dość delikatna, jak to się dzieje w szkołach aktorskich, gdzie młodych zaledwie się wyzywa, ośmiesza, trochę upokarza, trochę seksualnie molestuje i zawstydza, to i tak wdrukowanie zostaje wzmocnione. Perfekcyjny system dominacji reguluje każdy przejaw życia.

Wystarczy kilka tygodni i dzieciak gotów jest nie tylko ginąć w imię czegoś, czego w ogóle nie musi rozumieć, jest gotów również zabijać. Ogólniki, pod którymi nawet nie wiadomo co się kryje dla osiemnastolatka – jak racja stanu, misja stabilizacyjna czy sojusznicze zobowiązania – są wystarczającym uzasadnieniem i do zabijania, i do bycia zabitym w kulturze, w której obowiązującym wzorcem religijnym jest miłość bliźniego i przykazanie „nie zabijaj”. To wszystko brzmi okropnie? Owszem. Zwłaszcza że dotyczy także, a może przede wszystkim, naszych relacji miłosnych, partnerskich, małżeńskich.

PROGRAM OPERACYJNY

Pomyśl o tych wszystkich momentach, kiedy z powodu nadziei, lęku, bezradności, oczekiwania, naiwności, przypadku, przesadnie silnej motywacji, kulturowych granic, obyczaju, ceremonii religijnych, egzaminów, cudzej presji, otrzymywałaś, otrzymywałeś wdruki. Całkowicie za darmo, a nawet w tak zwanej dobrej wierze. Niekiedy wystarczały bardzo częste powtórzenia tych samych silnych bodźców i już – wzorzec zainstalowany.

Otrzymywaliśmy także wdruki pozytywne. I to jest właśnie druga wiadomość – ta dobra. Na przykład atmosfera świąt. Wystarczał już sam zapach pasty do podłóg, którą mama pokrywała dębowe deski w naszym mieszkaniu, żebym odczuwał radość. W związku z wieloma podstawowymi bodźcami uruchamiał się, i nierzadko do dziś działa, cały system uwarunkowań. Bo jeśli święta, to: zupa grzybowa i szczególne zachowanie rodziców, i obyczaj klejenia ozdób, i rodzinne milczące ślubowanie o „zawieszeniu broni” w codziennych konfliktach itd. A jeśli związek, to? Na przykład: ciepła relacja, w której otrzymuje się wsparcie i wymianę.