W warszawskim pałacyku przy Alejach Ujazdowskich 23, gdzie mieściło się w roku 1944 dowództwo SS i policji dystryktu warszawskiego, w lutowy poranek od rana wrzała praca. Jak wspominała Teodora Żukowska pracująca w urzędzie niemieckiego gubernatora w pałacu Brühla przy ulicy Wierzbowej, zarazem współpracownica wywiadu Armii Krajowej, oficerów zaprzątała ważna sprawa. Ich szef, Brigadeführer SS, generał major policji Franz Kutschera miał się ożenić.

Z Głównego Urzędu Osobowego SS w Berlinie otrzymał zgodę na ślub. Był na to najwyższy czas, bo Kutschera liczył 40 lat, a – jak zalecał szef SS, Reichsführer Heinrich Himmler –  esesman miał obowiązek ożenić się w wieku 25–30 lat i do czterdziestki spłodzić  3–4 dzieci. Tym, którzy tego nie zrobili, Himmler groził wyrzuceniem z SS. 

Kutschera, Austriak z pochodzenia, urodzony w rodzinie biednego ogrodnika, sam też ogrodnik, w Trzeciej Rzeszy zrobił spektakularną karierę. „Wyglądał raczej na podoficera niż na wysokiego rangą oficera SS” – twierdziła Żukowska. Bez wykształcenia, bezwzględny, sprawdził się w Austrii, potem na Bałkanach i w Rosji, gdzie zwalczał partyzantkę. Himmler wysłał go do Warszawy. Miał sterroryzować miasto. Na jego rozkaz od jesieni 1943 roku przeprowadzano publiczne egzekucje

Rasa z lekka pomieszana

Esesman nie mógł wstąpić w małżeński związek poza kontrolą odpowiednich służb. Od 31 grudnia 1931 roku obowiązywał w SS „Dekret o zaręczynach i małżeństwie”. Wnioski narzeczonych sprawdzano w Urzędzie ds. Ra-sy (RuSHA) – jego zadaniem było wykrywanie „nieczystych” przodków. Mężczyźni i kobiety musieli przedstawić dowody aryjskości (narzeczeni dostarczali fotografie w strojach kąpielowych), wypełniali specjalne ankiety, byli badani przez lekarza SS

„Kryteria doboru małżeńskiego w środowisku SS sprecyzowane zostały w czasopiśmie »SS-Leithefte« (Zeszyty przewodnie SS – przyp. A.G.) z 7 maja 1937 roku. Ustalono tam (w powołaniu na rozkaz specjalny Reichsführera SS) zasady określające w sposób szczegółowy wzrost, budowę ciała, barwy skóry, oczu, włosów, kształt nosa kandydatów do stanu małżeńskiego” – podaje Karol Grünberg w książce „SS – czarna gwardia Hitlera” (Warszawa 1985). Esesman mógł zaręczyć się i ożenić tylko po wyrażeniu zgody przez RuSHA. Akta wyższych oficerów osobiście kontrolował Himmler i zdarzało się, że odmawiał komuś zgody na małżeństwo, bo jego badacze od rasy odkryli, że przed wiekami w rodzinie któregoś z narzeczonych pojawiał się – o zgrozo – Żyd albo Słowianin.

Zgoda Himmlera na ślub oznaczała, że Kutschera i jego kochanka, z którą żył od  jakiegoś czasu, zostali sprawdzeni, poczynając od XVIII wieku, i są rasowo czyści. Narzeczona generała była Norweżką, jasnowłosą blondynką. Spełniała kryteria „wzorcowej żony”. „Cechy, którymi winny odznaczać się owe wzorcowe żony, sprowadzały się do nordyckich cech w wyglądzie zewnętrznym i niektórych umiejętności” – wyliczał Grünberg. – „Powinny być wykształcone w zakresie historii, władać obcymi językami, jeździć konno, pływać, prowadzić samochód, strzelać z pistoletu. Powinny wzorowo prowadzić gospodarstwo domowe i gotować”. 

Gorzej niż skandynawska narzeczona prezentował się generał Kutschera. „Średniego wzrostu, raczej krępy, o śniadej cerze i ciemnych włosach, przypominał raczej Cygana” – wspominała go Teodora Żukowska. Ale w SS nie wszyscy byli blondynami o wzroście co najmniej 174 cm, jak zalecała instrukcja. Sam Himmler nie mógł się pochwalić nordyckim wyglądem, był chudym ciemnym blondynem z cofniętym podbródkiem. Jak powiedział gauleiter (zarządca) Gdańska i Prus Zachodnich Albert Forster (bardzo nordycki): „Himmler nie powinien mówić o rasie, z racji swojego wyglądu”. Obrażony Reichsführer chciał wyzwać Forstera na pojedynek pistoletowy, ale ostatecznie zrezygnował i zemstę odłożył na później, po wygranej wojnie.

Obrączki od czarnego zakonu

Ślub Kutschery z Norweżką miał odbyć się w siedzibie dowództwa  SS i policji w Alejach Ujazdowskich 23. Członków SS obowiązywała specjalna procedura ślubna, wymyślona w Osobistym Sztabie Reichsführera SS. W roli kapłana występował najwyższy na danym terenie dowódca SS. „Po ślubie świeckim w urzędzie stanu cywilnego, na którym byli obecni jedynie najbliżsi krewni, miejscowy dowódca jednostki celebrował »ceremonię przysięgi małżeńskiej«. Para wymieniała obrączki i otrzymywała od SS chleb i sól” – pisze Heinz Höhne w książce „Zakon trupiej czaszki”. Mistrz ceremonii wypowiadał do każdego z nowożeńców formułkę: „Życzę ci nie tylko, by twoje życie nie miało początku ani końca, ale życzę ci, by twój ród nie miał początku ani końca”. Nowo poślubieni dostawali od Himmlera srebrne puchary z runicznymi znakami. 

Przygotowania do zaślubin zakłóciła pewna, dość istotna, okoliczność: otóż Kutschera został zastrzelony przez grupę specjalną AK pod pałacykiem w Alejach Ujazdowskich. Mimo to okazało się, że idea jego ślubu jest... nadal aktualna! 

Aby to zrozumieć, należy nieco się wgłębić w istotę funkcjonowania SS, w bardzo silne przywiązanie jego szefów do metafizyki. Himmler twierdził, że SS jest zakonem rycerskim. Po wielu testach, próbach i szkoleniach kandydaci byli przyjmowani na okres próbny. Jeśli się sprawdzili, mieli prawo naszyć na patki kołnierza runiczne znaki SS (starogermańskie litery pisma ciętego i rytego, mające rzecz jasna magiczne znaczenie), po czym składali przysięgę przed Hitlerem u stóp sanktuarium narodowego socjalizmu w Monachium. Höhne cytował wspomnienie uczestnika uroczystości: „Wspaniali młodzieńcy o poważnych twarzach, idealnej postawie i prezencji. Elita. Łzy napłynęły mi do oczu, kiedy przy świetle pochodni tysiące głosów powtarzało chórem rotę przysięgi. Było to jak modlitwa”. 

Sztylety i czaszki

Höhne tak napisał o dalszej drodze esesmana: „Teraz młody człowiek otrzymywał esesowski sztylet i zostawał członkiem dziwacznego, ekskluzywnego bractwa, w którym fanatyzm sekty religijnej, feudalne rytuały oraz romantyczny kult germańskości w niezwykły sposób mieszały się ze współczesnym zarządzaniem politycznym i gospodarczym oraz prowadzoną polityką z pozycji siły”. Esesmanów wyróżniały budzące strach czarne mundury i trupie czaszki na czapkach. Jak wyjaśniał organ SS, tygodnik „Das Schwarze Korps” (Czarny Korpus; pod koniec lat trzydziestych 500 tys. nakładu) „trupia czaszka to ostrzeżenie dla wrogów oraz znak dla Führera, że jesteśmy gotowi oddać życie za jego sprawę”.  Jedną z najważniejszych ozdób dowódców SS był sztylet z napisem na ostrzu „Meine Ehre heist True” (Moim honorem jest wierność), którego wzór ściągnięto z obrazów XVI-wiecznego malarza Hansa Holbeina (młodszego). Prawo do noszenia sztyletów nadawał Himmler. Oficerowie SS, którzy przez trzy lata piastowali wyższe stanowisko dowódcze, mieli prawo do noszenia pierścienia z trupią główką, wyglądającego dość makabrycznie, gdyż czaszka szczerzyła realistyczne zęby. 

Pierścień zaprojektował niejaki Karl Maria Weisthor, przez wiele lat doradca i mentor Himmlera. Miał stopień Brigadeführera i kierował sekcją badawczą w Urzędzie Rasy. Zajmował się pismem runicznym i germańską mitologią. Pomysł pierścienia wziął ze starogermańskiej „Pieśni o Nibelungach” i czteroczęściowego dramatu muzycznego Richarda Wagnera pod tym samym tytułem. Osnute są one na walce o czarodziejski pierścień, który może ocalić od zagłady i bogów, i ludzi.

Trudno się dziwić, że ludzie karmieni starogermańskimi mitami skłonni byli do zachowań nie tylko okrutnych czy irracjonalnych, ale także – z naszego punktu widzenia – absurdalnych.

Miłośnicy legend 

Twórca SS Heinrich Himmler odrestaurował średniowieczny zamek Wawelsburg w Westfalii i urządził tam miejsce spotkań  i medytacji najwyższych dowódców SS, którzy zasiadali w ogromnej sali, przy dębowym stole. „Z książek o starożytnej, romantycznej historii dowiedział się, że król Artur zgromadził wokół okrągłego stołu dwunastu swoich najdzielniejszych i najszlachetniejszych rycerzy, z którymi razem bronił celtyckiej wiary i wolności przed anglosaskimi najeźdźcami” – napisał Höhne. – „I podobnie jak król Artur swego czasu wybrał swoich najdzielniejszych dwunastu, także i Himmler mianował dwunastu najlepszych obergruppenführerów najwyższymi stopniem dygnitarzami zakonu”.

Pod salą jadalną zamku znajdowała się krypta z czymś w rodzaju studni, w której ścianach zamierzano składować urny z prochami zmarłych i poległych gruppenführerów. Ceremonii miało towarzyszyć palenie ich herbów. Pierścienie z trupią czaszką, noszone przez wyższych rangą esesmanów, musiały być zwrócone Reichsführerowi po śmierci ich posiadaczy. Miały być wystawiane wraz ze sztyletami i honorowymi mieczami. Przegrywana wojna przerwała Himmlerowi urządzanie zamku na esesowskie sanktuarium.

Ślub z trupem

Pogrzeb Kutschery odbył się 4 lutego 1944 roku; mieszkańcom domów przy ulicach, którymi wieziono trumnę z generałem na lawecie armatniej, kazano opuścić mieszkania w godz. od 10 do 17. Trasa wiodła  z pałacyku w Alejach Ujazdowskich, przez Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, do Domu Niemieckiego (obecnie pałac prezydencki), gdzie wystawiono ciało, potem ulicą Królewską do pałacu Brühla, a następnie na Dworzec Gdański, skąd trumna odjechała do Berlina. Zachowały się tylko dwie fotografie pochodu z karawanem, zrobione z ukrycia, i jedno zdjęcie  Kutschery w trumnie. Jednak przed złożeniem do ziemi Kutscherę czekał ślub.

Nie wiadomo, gdzie doszło do symbolicznego poślubienia trupa esesmana z norweską narzeczoną (wspomnienie o ślubie Kutschery opublikowała Teodora Żukowska w 1969 roku w 43 numerze tygodnika „Stolica”). Historycy twierdzą, że uroczystość odbyła się w pałacu Brühla, ale Żukowska zapewniała, iż miała miejsce w Domu Niemieckim. Żukowska była tam obecna, więc się chyba nie myliła. „Obok katafalku stała oblubienica z oznakami mocno zaawansowanej ciąży” – wspominała. 3 lutego do Warszawy przyleciał samolotem Himmler, więc może był obecny podczas zaślubin. 

Kutscherze zdjęto z palca pierścień z trupią główką i przekazano do szefostwa SS. Pierścień  miał  być przechowywany w sanktuarium SS na zamku w Wawelsburgu. Gdyby Kutschera miał syna, to po wstąpieniu do SS, dostałby pierścień ojca. Ale Niemcy przegrywały wojnę i pierścień Kutschery, wraz z innymi pierścieniami po zmarłych i poległych dowódcach SS, trafił do drewnianej skrzyni. Jak podejrzewa Guido Knopp („SS, przestroga historii”, Warszawa 2004), po kapitulacji skrzynię zabrali jako łup wojenny alianccy żołnierze.

Ważne względy praktyczne?

Pytanie – dlaczego Norweżka zgodziła się na ślub z tak nieatrakcyjnym kawalerem? Czy chodziło wyłącznie o symbol, czy też jakieś kwestie praktyczne? Prawdopodobnie zaślubiny gwarantowały prawowitemu potomkowi esesmana finansowe zabezpieczenia na przyszłość. W aktach pozostałych po Reichsführerze SS Himmlerze znaleziono kopię jego listu do żony Kutschery napisanego kilka dni po pogrzebie i zaślubinach.

„Droga Pani Kutschera, 
Niech mi wolno będzie zwrócić się do Pani, już dziś używając nazwiska Pani męża, ponieważ poprzez późniejsze zawarcie małżeństwa Pani, która już de facto była żoną swego dzielnego męża, będzie nosiła to nazwisko również przed światem. Śmierć Pani kochanego męża głęboko mnie zasmuciła i wyrażam Pani moje najserdeczniejsze współczucie. Naszego Poległego bardzo ceniłem i lubiłem i byłem bardzo szczęśliwy, kiedy powiedział mi, ze zamierza się zaręczyć i ożenić oraz pokazał mi Pani zdjęcie. Mam do Pani prośbę – proszę spróbować, na pamięć zmarłego – całym sercem, jego dziecko, którego Pani oczekuje, wydać zdrowe na świat i w ten sposób zachować Jego najcenniejsze przesłanie, jakie Pani pozostawił. Nie muszę podkreślać, że będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością, jeśli w każdej trudnej sytuacji będę mógł Pani służyć wszelką radą i pomocą. Ośmielam się prosić o pisanie do mnie w każdej trudnej sytuacji – dotrze do mnie każdy list, który Pani do mnie skieruje.
Heil Hitler!
Pani szczerze oddany
H. Himmler”.

Z danych z norweskich portali genealogicznych wynika, że pogrobowiec Franza był alpinistą i mieszkał w Austrii. Zmarł w 2004 roku, 10 lat po swojej matce. Norweskie źródła milczą na temat powojennych losów żony Kutschery, poza zapisem, że powtórnie wyszła za mąż i miała czworo dzieci. 

Więcej o losach hitlerowskich zbrodniarzy przeczytasz w nowym Focusie Historia Ekstra nr 5/21.