Na początku tango tańczyli mężczyźni w parach. Taniec był symbolicznym pojedynkiem, podczas którego jeden z nich miał zginąć, a drugi całkiem realnie brał zdobycz – kobietę. Tańczono tango w domach publicznych, w portowych spelunkach i barach, na ulicach wielkich miast. Paryskie salony przyniosły mu sławę, przez Nowy Jork dotarło aż do Hollywood. Tango wzbudzało sprzeciw papieży i oburzenie prasy, „The Times” nazwał  je „w najwyższym stopniu nieprzyzwoitym”, a jednak wpisano je na listę niematerialnego, kulturalnego dziedzictwa ludzkości. Wniosło do mody charakterystyczny męski kapelusz i tulipanową spódnicę – najchętniej pomarańczową, żółtą lub czerwoną. Uznano je za najbardziej namiętny z tańców, był też pierwszym, który parze pozostawiał przestrzeń do improwizacji.

Dzisiaj w Argentynie tango to element rehabilitacji osób po operacjach serca i zawałach. Chodzenie w rytm tanga (a tango jest przecież chodzeniem!) okazało się o niebo ciekawsze i przyjemniejsze niż poruszanie nogami na bieżni. Co więcej, starsi Argentyńczycy, tańcząc, przywołują wspomnienia młodości, wprawiają się w dobry nastrój, co sprzyja powrotowi do zdrowia. Na świecie po tango jako terapię wspierającą sięgają neurolodzy i psychiatrzy. Kroki do tyłu, obroty oraz element improwizacji, jakie zawiera ten taniec, sprawdzają się w leczeniu choroby Parkinsona i Alzheimera. Tańcem, rytmicznym ruchem i muzyką stymulującą umysł leczy się też depresje i fobie, a nawet schizofrenię. Socjopaci w wirującym kręgu nabierają zaufania do ludzi: do drugiej osoby, z którą tańczą w parze, której intencje muszą odgadnąć, wyczuć. To pomaga im na chwilę uwolnić się od zgubnego wpływu własnego umysłu, pokonać nawykowe reakcje. Przez moment spróbować pobyć w innym świecie.

Tango solo - Taniec pomaga uwolnić emocje

Ale tango można również tańczyć solo.  Magdalena Samolik  prowadzi zajęcia z tanga w pojedynkę, które dało początek jej autorskiej metodzie TangoCoachingu. „Tańczyłam tańce towarzyskie, ale kiedy poznałam tango, poczułam, że temu właśnie się poświęcę”. Porzuciła farmację, ku której pchnęli ją rodzice, i zaczęła iść własną ścieżką. Ale na niej niebawem pojawiła się przeszkoda: brak partnera. „Dziś tańczę z moim uczniem, ale znam problem kobiet, które pragną tańczyć tango. Wiele, może nawet większość pań przychodzących do mnie na lekcje, prosiła: Magda, skombinuj mi faceta – a ja rozkładałam ręce. No i pewnego wieczoru włączyłam sobie w domu muzykę i zaczęłam sprawdzać, jak by to było zatańczyć solo. Nogi jakoś tańczyły, bo kroki tańczą się właściwie same, tylko nie było co zrobić z rękoma. Dlatego dodałam trochę ruchów rąk z flamenco, trochę z jazzu, z tańca współczesnego” – opowiada Samolik. Wkrótce miało się okazać, że tango solo tańczy już pokaźna grupa kobiet.

Magda naraziła się tańczącemu światu, z którego jak heretyczka została wyklęta. Wiadomo przecież, że do tanga trzeba dwojga i że to mężczyzna prowadzi kobietę w tangu: to on ukazuje swoją męską siłę i zdecydowanie, a ona poddaje się jego wyborom. Musi mu w stu procentach zaufać. Magda uwolniła kobiety, dała możliwość tańczenia im wszystkim: mężatkom, singielkom, rozwiedzionym, zawiedzionym, zakochanym, grubym, chudym, zdolnym i opornym, wesołym i smutnym. „Tango to smutna historia, którą się tańczy” – powiedział Pascual Contursi, poeta, który znał się na rzeczy, bo pisał teksty do tang.  

Dzięki zajęciom z Magdą każda kobieta może wytańczyć własną historię. I jeśli nawet ta historia nie jest wesoła, to taniec przynosi wielką radość, zadowolenie, a z czasem pewność siebie, wiarę we własne siły i poczucie wartości. „Nie boję się smutku i mam odwagę go pokazać” – mówi Magda. Jedna z pań na zajęciach tango solo ciągle płakała. Magda i cała grupa akceptowały jej szloch. Potrzebowała uwolnienia emocji, a tango, w którym emocje dosłownie kipią, okazuje się znakomitym na to sposobem. W końcu tangu solo zaczął towarzyszyć coaching.