Coś takiego kilka lat temu przeżyła Ania, gdy tuż po studiach dostała w stolicy posadę asystentki prezesa w dużej firmie i usłyszała, że może się wykazać. „Sama się nakręcałam. Stworzyłam sobie obraz idealnego pracownika i do niego dążyłam. Chciałam dawać więcej, niż ode mnie oczekiwano. Byłam spragniona pochwał. Rozmyła się gdzieś moja osobowość, liczyło się tylko to, kim jestem w pracy”. 

Podobne zauroczenie pracą przeżyła Luiza, gdy zatrudniła się w organizacji pożytku publicznego z sektora zdrowia: „Na początku bardzo mi się podobało, pomagałam chorym, myślałam: moja praca jest potrzebna ludziom. To dawało mi wielką satysfakcję”. Brak równowagi był więc od samego początku: obraz pracy został wyidealizowany, poprzeczka została podniesiona wyżej, niż to było konieczne. Potem nierównowaga zaczyna się pogłębiać, bo żeby sprostać swoim wyobrażeniom, jak powinno być, trzeba dawać z siebie coraz więcej, kosztem własnego odpoczynku, snu, aktywności pozazawodowych. Przecenia się swoje możliwości. Ania: „Po roku poczułam, że już nie daję rady, ale mówiłam sobie: jeszcze dzień, dwa, i zamkniemy projekt, jakoś dam radę”.

Może być jednak i tak, że ta nierównowaga zaczyna się po stronie pracodawcy, który nakłada na pracownika więcej obowiązków, niż się umawiali. Luiza po roku zorientowała się, że jej praca niesie szczególne obciążenie: „Bo stres wynika nie tylko z codziennych obowiązków, ale też z tego, że i ze strony szefa, i podopiecznych było ciągłe oczekiwanie, że chorzy będą traktowani w szczególny sposób, że zrobi się dla nich więcej niż to możliwe. A to ogromnie wyczerpuje”. Kiedy zaczyna się odczuwać zmęczenie i dociera do nas, że nie wszystkie nadzieje związane z pracą mogą być spełnione, wkrada się rozczarowanie. Postanawiamy bardziej dbać o własny komfort pracy i potrzeby niezwiązane z pracą, część spraw sobie odpuszczamy. Ten etap to stagnacja. Choć niektórzy żyją w niej latami, nie wszyscy ją osiągają. Ania wyczerpana wykazywaniem się chciała zwolnić. Ale szef przekonywał, że przecież da radę.

Luiza postanowiła zacząć stawiać granice, nie wchodzić w zbyt bliskie relacje w pracy – okazało się to jednak trudne. Kiedy rozczarowanie pracą i napięcie narastają, pojawia się frustracja, a wraz z nią uczucie coraz większego nieszczęścia i bezsilności.