Pachnie cudownie. Wygląda tak, że oczu od niej oderwać nie można. Czujesz, jak do ust napływa ci coraz więcej śliny, oddech przyspiesza. No i nie da się myśleć o niczym innym. Naprawdę się nie da? Kiedy patrzę na dzieci biorące udział w teście marshmallow, nietrudno mi sobie wyobrazić, co czują. Chcecie się sami przekonać? Mnóstwo nagrań znajdziecie w internecie.

To zapisy kolejnych wersji eksperymentu przeprowadzonego po raz pierwszy pod koniec lat 60. ubiegłego wieku przez amerykańskiego psychologa Waltera Mischela. Mischel częstował przedszkolaki słodyczami, dawał im na przykład piankę marshmallow. Mogły zjeść ją od razu albo poczekać trochę – wtedy dostawały jeszcze drugą. Tylko jak oprzeć się pokusie? Rozmawiała o tym z Walterem Mischelem Milena Rachid-Chehab. Bo okazało się, że pokusie warto się oprzeć co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze, co dwie pianki, to nie jedna, a po drugie ci, którym udało się wziąć również drugą, po latach odnosili większe sukcesy w szkole i w pracy, tworzyli szczęśliwsze związki i byli zdrowsi.

„Samokontrola jest mistrzowską zdolnością leżącą u podstaw inteligencji emocjonalnej” – podkreśla Mischel. Wyniki testów kazały mu sprawdzić, na ile jest to cecha wrodzona, a na ile można się jej nauczyć. Nie wiem, czy wszyscy uznają to za optymistyczną wiadomość (w końcu słaba silna wola jest świetną wymówką), ale samokontrolę można ćwiczyć.

Ta umiejętność związana jest też z dojrzałością i pomaga nabrać optymistycznego nastawienia: „myślę, że dam radę”, co nie oznacza wcale, że daję się omamić, że mogę wszystko. Dobrze jest poczuć, że ma się wpływ, że potrafi się poczekać na to, czego się pragnie, że było warto (myślenie o tym uczuciu to zresztą jedna ze strategii pomocnych w opieraniu się pokusie). Ale – jak mówi Walter Mischel – głupotą byłoby sądzić, że kluczem do dobrego życia jest wieczna samokontrola. Chodzi raczej o to, by wiedzieć, że kiedy będzie potrzebna, potrafię jej użyć.