Powtórzmy za dziejopisami światowego szpiegostwa (Genovefą Étienne i Claude’em Moniquet): „nikt nie może zrozumieć, dlaczego mężczyzna, który zdążył być oficerem [...], doktorem prawa cywilnego i kanonicznego, adwokatem parlamentu paryskiego, ambasadorem i posłem, uznaje się nagle za kobietę, przyjmując kobiece suknie i sposób życia i stając się najsłynniejszym transwestytą w dziejach Francji. Która z tych dwóch płci była udawana? Pytanie jest w gruncie rzeczy czysto teoretyczne, gdyż nie ulega wątpliwości, że d’Éon jest niewątpliwym mężczyzną”.

CHŁOPIEC CZY DZIEWCZYNKA


Na świat przyszedł w burgundzkim Tonnerre w 1728 r. To pewne. Wątpliwości nie ulega też fakt, że mały (akt urodzenia wyraźnie określa płeć dziecka) Éon de Beaumont był dzieckiem oczekiwanym. Oczekiwanym zwłaszcza przez ojca, który – zgodnie z kontraktem ślubnym – liczyć mógł na pokrycie długów spadkiem żony jedynie po spłodzeniu męskiego potomka. To wtedy – jak twierdziła plotka – rozpoczęła się całożyciowa przebieranka. Z powodów spadkowych śliczną dziewczynkę uznano za chłopca i zgodnie z decyzją rodzinną tak wychowywano i ubierano. Inni biografowie podkreślali fizyczną, niemal dziewczęcą, wątłość chłopczyka oraz dziwactwa matki ubierającej go w należące do siostry ciuszki.

Nadzieja rodziny uczyła się świetnie (ukończyła paryski College Mazarin w 1748 r.), szczególny talent wykazując do języków. Rok później, po intensywnych studiach prawniczych, młody d’Eon zapisał się do stołecznej adwokatury. Pilność w nauce nie przeszkodziła szlachcicowi wprawiać się w szermierce, co miało później bardzo mu się przydać. W szkołach był niewątpliwym chłopczykiem, co pisane niby w imieniu d’Éona „pamiętniki” (1779) podkreślają tak: „zdaniem szkolnych kolegów nie przyniósł sobie nigdy wstydu przesadną skromnością, nie splamił się też jakąś nagrodą za dobre sprawowanie. Nie! [...] Okazał się być prawdziwym chłopakiem, nieskażonym żadną zaletą, żadną powściągliwością, która mogłaby podać w wątpliwość czystość jego krwi. Nauczyciele i koledzy przyznali mu tę tak ważną dla przyszłości cechę; a pewien księżulo, Mr Marceney de Tonnerre oświadczył nawet, przez miłość prawdy, że widział małego łobuza nago, gdy po ojcowsku wychłostał go za liczne bezeceństwa”.

Pierwsze lata po ukończeniu kolegium nie zapowiadały dalszej kariery kawalera (jak tytułowano wszystkich nie hrabiów, nie markizów i nie baronów) d’Éon. Posada sekretarza poborcy podatkowego pozwoliła mu na wydanie pierwszej książki – analizy (podupadłych) finansów Francji. Świat drukowanego słowa ciągnął widać kawalera bardziej niż liczby, skoro przyjął posadę w królewskiej cenzurze. Mógł tu czytać (i poprawiać) cudze, a pisać własne książki. Toteż do 1756 r. stworzył ich pięć, oddając się z lubością rozważaniom o naturze, rozumie, religii i objawieniu, a zwłaszcza polityce.

„SEKRET KRÓLA”


Rok 1756 okazał się znaczący tak dla Europy, jak i młodego cenzora. Wybuchł konflikt światowy, czyli toczona na trzech kontynentach i wyspach karaibskich wojna siedmioletnia. A sam d’Éon znalazł się wśród elity elit – trzydziestki tajnych agentów tzw. sekretu króla (secret du Roi). Określano tak powstały ok. 1745 r. tajny gabinet Ludwika XV, dysponujący biurem szyfrów i zakonspirowaną siatką dyplomatyczno-szpiegowską.

Europejska polityka tamtych czasów to skomplikowana partia szachów, pełna marzeń o hegemonii, wojen i zmian sojuszy. Chorobliwie wstydliwy Ludwik zmuszał się do rządzenia własnymi ministrami, toteż dał się namówić kuzynowi, księciu de Conti do własnej polityki zagranicznej, prowadzonej za pomocą „sekretu”. Ta niewidzialna sieć szpiegowska, odczuwana w MSZ, lecz dlań nieuchwytna, otwierała kanały negocjacyjne w państwach, z którymi Francja wojowała bez szkody dla jej własnych sojuszy.

Dzieje tajnej służby Ludwika XV dowodzą, że firmował on działania swego ministra spraw zagranicznych, nie przestając kierować rywalizującą z nim siatką lub niweczyć jego starań! Co więcej, agentami obu struktur byli często ci sami ludzie, otrzymujący naprzemiennie sprzeczne instrukcje i rozkazy.

Mechanizm ten opisał Victor-François de Broglie, starszy brat księcia Charles’a-François, w latach 1752–1756 posła w Warszawie, który zastąpił Contiego, odsuniętego od łask królewskich przez Madame de Pompadour. De Broglie przyznał, że gdy ktoś z członków „sekretu” został ambasadorem, „musiał komunikować wszystkie pisemne lub ustne instrukcje ministra spraw zagranicznych, a instrukcje te były badane, kontrolowane i często poprawiane w myśl osobistej polityki króla. Ambasador nie zawsze zresztą był wtajemniczony; jeśli nie wzbudzał zaufania, wybierano kogoś z jego otoczenia lub umieszczano w nim sekretarza odpowiedzialnego za korespondencję z tajnym gabinetem. Dokładano wszelkich starań, by zwieść niedyskretnych ciekawskich; wszystkie listy szyfrowano, a osobom nadawano fantazyjne pseudonimy”.

Wysyłaniem depesz zajmował się jeden z „podwójnych agentów” w MSZ Jean-Pierre Tercier, kierujący zresztą tajnym gabinetem po księciu de Broglie. Odpowiadał on też za przechwytywanie korespondencji ministerialnej oraz za szyfry. Pilne lub nadzwyczaj ważne wiadomości wozili po kontynencie zaprzysiężeni królewscy kurierzy. Niejeden tajny dokument powierzono najzdolniejszemu z emisariuszy – kawalerowi d’Éon de Beaumont.

SZELEST SUKNI W PETERSBURGU