A zatem, według tej tech­niki, działamy na myśli pośred­nio, poprzez kontakt z dozna­niami, a nie bezpośrednio - modyfikując jedną myśl drugą?

- Nie da się wpływać myślą na myśl albo wolą na myśl. Nie możesz rozkazać nękającym cię myślom, żeby zostawiły cię w spokoju. Im bardziej im każesz, tym mocniejsze powrócą. Zamiast tego poczuj siebie i swoje otoczenie. Wtedy percepcja nabierze jakości, na przykład to, co widzisz - a wzrok to 70 proc. uwagi - stanie się bardzo wyraźne, nie zakłócone mgłą myśli. Mamy kilka poziomów uwagi, ale przez całe życie posługujemy się zwykle tylko jednym - koncentracją chwilową. Dość łatwo jest wyćwiczyć „koncentrację dostę­pu”, trudniej „koncentracje wchłonię­cia” opisane w naukach Buddy. Słowo „dostęp” oznacza dostęp do głębszej medytacji. Osiągamy go przez bezpo­średni kontakt uwagi z doznaniem. Możesz teraz poczuć zimno? Możesz poczuć uśmiech na swojej twarzy? To jest możliwe i nie musisz korzystać z pośrednictwa myśli.

I do tego nie trzeba sia­dać ze skrzyżowanymi no­gami?

Możesz medytować, rozmawiając z ludźmi albo idąc ulicą. Jedno z nie­porozumień związanych z medytacją polega na tym, że wydaje nam się, że musimy usiąść i zacząć się koncentro­wać, na przykład na oddechu. Ale kiedy tak robimy, uruchamiamy jeszcze wię­cej myśli. Najpierw powinno iść odczu­wanie. Uważność płynie z odczuwania, a nie z myślenia. To, co Budda nazy­wał klarowną świadomością, bierze się z kontaktu z sercem, a nie z mózgu oczyszczonego z myśli. Umysł oczysz­cza się z myśli sam. Kiedy pojawia się spokój medytacyjny, zmniejsza się jed­nocześnie zaangażowanie w świat - ten rodzaj oceniającej uwagi, która chce czegoś od świata.

To musi wpływać na emocje?

Wzrasta natychmiast, i to znacznie, radość z życia. Nie zatruwamy się tak bardzo ciągłą pogonią za kolejnymi rzeczami. Cieszymy się chwilą obecną. Osiągamy spokój.

Udaje się osiągnąć taki efekt także w korporacjach, czyli w środowisku, gdzie cnotą jest skakanie konku­rencji do gardła?

- Z firmami zacząłem pracować przy­padkiem. Od warsztatu dla Electricity Generating Authority of Thailand, naszego państwowego dostarczyciela energii elektrycznej. Przez cztery lata zabierałem grupę ich menedżerów do Kanchanaburi, w pobliże wodospadu i wielkiej tamy, i tam medytowaliśmy. To miejsce do nich przemawiało, bo ta tama umożliwiała produkcję prądu. I tak zacząłem program „Rozwój uważności i świadomości w miejscu pracy”, który wprowadziło wiele prywatnych firm w Tajlandii.