Osoby bardziej aktywne w drugiej połowie dnia i nocą częściej zapadają na depresję, doświadczają stanów lękowych i spadków samopoczucia. „Skowronki” rzadziej borykają się z tego typu problemami. Dlaczego tak się dzieje?

Pomiędzy „skowronkami” i „sowami” istnieje ogromna przepaść, w której mieszczą się wszystkie pozostałe, mniej skrajne chronotypy, czyli rodzaje biologicznych cykli dobowych. Wcześniejsze badania udowodniły, że są one w dużej mierze uwarunkowane genetycznie. Z kolei pod koniec maja tego roku na łamach „JAMA Psychiatry” ukazały się kolejne analizy udowadniające, że osoby, które wstają wcześnie rano, rzadziej chorują na depresję.

Co więcej, we wspomnianych badaniach zasugerowano, że istnieje pewna zależność między godziną pobudki a ryzykiem depresji. Autorzy wyliczyli, że przesunięcie pobudki o dwie godziny – np. z godz. 8 na 6 – może zmniejszać ryzyko depresji aż o 40 proc.

Nowe badania, przeprowadzone przez zespół z Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii, potwierdzają, że u osób, które naturalnie preferują wczesne wstawanie, ryzyko depresji jest mniejsze, a samopoczucie ogólnie wyższe. Jednak w przypadku nocnych marków zmuszanie się do porannych pobudek może mieć negatywne konsekwencje.

Zdaniem autorów kluczem do zachowania dobrego samopoczucia i zdrowia psychicznego jest bowiem dopasowanie swojego planu dnia i aktywności do naturalnego zegara dobowego.

Sowy częściej żyją niezgodnie ze swoim cyklem dobowym

Nowe ustalenia opierają się m.in. na wcześniejszych badaniach dotyczących genetycznych uwarunkowań cyklu dobowego, analizie danych statystycznych dotyczących zdrowia ok. 450 tys. osób (zgromadzonych w bazie Biobank) i danych z monitorowania snu 85 tys. z nich. Dodatkowo zgromadzono kwestionariusze dotyczące nawyków związanych ze snem i pracą badanych.

– Odkryliśmy, że ludzie, którzy nie żyli w zgodzie ze swoimi naturalnymi zegarami biologicznymi, częściej zgłaszali depresję, lęki i gorsze samopoczucie – mówi biochemiczka Jessica O'Loughlin, jedna z autorek badania.

Okazało się, że osoby o chronotypie skowronka czerpały korzyści zdrowotne dzięki temu, że ich codzienny tryb pracy i aktywności był bardziej zbliżony do ich zegara biologicznego. Z kolei sowy (i pokrewne chronotypy) częściej zgłaszały złe samopoczucie i stany depresyjne. Zdaniem naukowców to wina niedopasowania do naturalnego cyklu dobowego i np. konieczności wczesnego wstawania do pracy.

Inne, wcześniejsze badania sugerowały, że problemy nocnych marków wynikają głównie z braku snu. Jednak okazało się, że wzrost czasu przeznaczonego na sen nie przełożył się znacząco na zmniejszenie ryzyka depresji i poprawę ogólnego samopoczucia.

Weekendowy jetlag bardziej odczuwają sowy niż skowronki

W swoich badaniach naukowcy zwrócili też uwagę na zjawisko, które nazwali „społecznym jetlagiem”. Termin ten ukuli do określenia różnic w nawykach dotyczących snu w dni powszednie i w weekendy.

Stwierdzili, że tego typu „opóźnienie” było o wiele większe u osób, których cykl dobowy był bardziej zbliżony do chronotypu sowy. Co ciekawe, ze spadkami nastroju i samopoczucia zmagały się także skowronki, które – wbrew naturalnemu zegarowi – postanawiały w weekend pospać dłużej.

Chociaż nie można stwierdzić, że nowe badanie jednoznacznie potwierdza związek przyczynowy między nieregularnymi wzorcami snu a ryzykiem depresji, to dostarcza ono mocnych dowodów na istnienie takiego powiązania.

– Znaleźliśmy solidne dowody na to, że bycie rannym ptaszkiem chroni przed depresją i poprawia samopoczucie. Uważamy, że można to wytłumaczyć faktem, że wymagania społeczeństwa oznaczają, że nocne marki są częściej skłaniane do przeciwstawiania się swoim naturalnym zegarom biologicznym – mówi O'Loughlin.

Wyniki badania pokazują, jak ważne jest dostosowanie naszego snu i aktywności do naturalnych zegarów dobowych. Naukowcy sugerują, że w przyszłości bardziej elastyczne godziny pracy (i nauki) mogą pomóc złagodzić niektóre negatywne skutki zdrowotne, jakich doświadczają sowy.

 

Źródło: Molecular Psychiatry.