Zofia Rokita: Bywamy poirytowani, wściekli, bo coś nam nie odpowiada. I wtedy myślimy sobie, że bardzo chcielibyśmy być spokojni. Jak zapanować nad takimi emocjami?

Tomasz Jamroziak: Każda emocja, jaka się w nas wyzwala, jest potrzebna. Chce nam coś powiedzieć, uświadomić. Gdy się pojawia, warto ją zauważyć, a nie oceniać. Ocenie może podlegać zachowanie, jakie ją wyraża lub rozładowuje. Czy wyciągamy naukę z doświadczeń i zmieniamy swój sposób postępowania, czy też nie. Ktoś, kto ciągle pakuje się w nieskuteczne relacje, np. nie stawia granic, ponosi tego konsekwencje.

Kiedy pojawiają się silne emocje, także nieprzyjemne, warto raczej poszukać konstruktywnego ujścia wyzwolonej energii. W miarę możliwości przyjrzeć się emocji, a nie starać się ją stłumić lub wyprzeć, bo to skutkuje zaburzeniami emocjonalnymi i błędną oceną sytuacji. Na przykład strach przed wystąpieniem publicznym może pobudzać do lepszego przygotowania się, ale też paraliżować chęć działania, skłaniać do myślenia o czym innym, aż do momentu kiedy czasu na przygotowanie już brak.

Rozwój wewnętrzny nie polega na jeżdżeniu na warsztaty psychologiczne. One mogą pomóc, ale też mogą zatrzymać w rozwoju, bo nie zastąpią prawdziwego życia. Jest wiele osób, które zatrzymały się na etapie ”turystyki psychologicznej”

Zarządzanie emocjami to przeciwieństwo okłamywania się i mówienia, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest dobrze. Ale nie oznacza niekończącego zatapiania się w emocjach, drążenia coraz głębiej. Emocje, ciało, myśli i to, czego doświadczamy, funkcjonują w nieustającej interakcji i połączeniu. Kiedy jesteśmy zdrowi, emocje i energia przepływają w ciele harmonijnie, adekwatnie do tego, co nas spotyka. Czasem jednak emocje zostają zablokowane, np. kiedy nie wolno nam było wyrażać niezadowolenia albo zawsze mieliśmy być uśmiechnięci. Wiele osób skarżących się na stany depresyjne i brak siły to ludzie z zablokowaną złością. Żeby jej nie wyrażać, zamieniają ją w smutek, który w ich otoczeniu był bardziej akceptowany niż złość. Oczywiście, nie jest to proces świadomy. Może wynikać z wychowania lub doświadczenia traumy – osoby zainteresowane tym tematem odsyłam do książek Petera Levina i Alexandra Lowena.

Ważne pytania, które warto sobie zadać, to: czy emocje, które się w nas pojawiają, są adekwatne do sytuacji? Czy są prawdziwe? I czy nam służą – bo jeśli nie, to warto się zastanowić, co takiego trzeba by zmienić w sobie, relacjach lub otoczeniu, by doświadczać jak najwięcej tych emocji, które nam służą i są adekwatne. Często chcemy być spokojni w sytuacjach, w których nie ma nic, co by dawało nam spokój, np. mamy fatalną pracę, niedobre relacje w rodzinie albo krzywdzimy innych ludzi.

Mój nauczyciel Prasiant Iyengar powiedział kiedyś: „Wszyscy ludzie chcą być spokojni. A może sytuacja, w której jesteś, to nie jest sytuacja, w której powinniśmy być spokojni. Może trzeba coś zmienić w swoim życiu”. Jeśli więc jesteśmy poirytowani, to może należy się zastanowić, co robić, by być spokojnym – spokojem opartym na trwałych podstawach. Emocje, które się w nas pojawiają, te prawdziwe, mogą pomóc zobaczyć, co nam nie odpowiada i co warto zmienić. Poza tym ten nasz potocznie rozumiany spokój jest, moim zdaniem, przereklamowany. To, czego bym chciał, to swobodny, spontaniczny przepływ – fluktuacja życia, gdzie jest miejsce i na radość, i na smutek.