W domu również chciałabym mieć odrobinę tej atmosfery, choć poranek rzadko daje mi czas na zgłębianie baristycznych tajemnic. Ninja Luxe Café Mini Plus proponuje właśnie taki pomysł na domową kawę: z udziałem własnych rąk, ale ze wsparciem w tych etapach, które mogą być problematyczne dla osób niemających wcześniej do czynienia z takim sposobem parzenia.
Czytaj też: Nespresso wchodzi w sezon Hoa Hoa. Jesienne smaki powracają
Ekspres jako część wnętrza
Srebrny Ninja Luxe Café Mini Plus ma kolbę, dzbanek i widoczny, wygodny panel sterowania, więc jego wygląd od razu sugeruje wypicie świeżej kawy. Podoba mi się ten użytkowy charakter. Widzę go także obok ręcznie szkliwionej ceramiki, która łagodzi techniczny charakter całej kompozycji i kojarzy mi się z ulubioną kawiarnią.
Nie chodzi o to, żeby ekspres stanowił w mojej kuchni dekorację. Uważam, że to właśnie jego przeznaczenie stanowi ten urok. Kolba i dzbanek mają swoje określone funkcje. Ładny kącik kawowy jest naprawdę super, ale tylko gdy można podejść do niego rano i swobodnie przygotować napój.


Co właściwie oznacza „Mini”
Zastanawiałam się nad tym. Ta nazwa może sugerować sprzęt, który zmieści się po prostu w wolnej przestrzeni. Ale rozpakowałam go i pomyślałam: czy on naprawdę jest taki mini? W tym przypadku warto zachować bardziej praktyczne spojrzenie i jednak przed zakupem zerknąć na specyfikację. Producent podaje wymiary wynoszące około 26 na 31 na 34 cm oraz masę 8,8 kg. I nie jest to urządzenie duże. To raczej mały ekspres, ale widziałam dużo mniejszych. Zbiornik mieści 1,3 litra wody, a pojemnik na ziarna 250 gramów. Te liczby mówią mi więcej o codziennym korzystaniu niż samo określenie „kompaktowy”: pomagają ocenić przestrzeń i częstotliwość uzupełniania zapasów.
Przy ustawianiu ekspresu liczy się również miejsce wokół niego. Trzeba sięgnąć po kolbę, wyjąć dzbanek, odstawić filiżankę i wygodnie uzupełnić wodę. Blat, na którym obudowa mieści się niemal na styk, niekoniecznie będzie dobrym miejscem do przygotowywania kawy w Ninja Luxe Café Mini Plus. Zostawiłabym kawałek powierzchni na te drobne ruchy, bo to w codziennym życiu, a zwłaszcza o poranku zaowocuje większym spokojem. Gwarantuję. To takie małe rzeczy decydują później o tym, czy poranna czynność przebiega płynnie, czy za każdym razem trzeba przestawiać wszystko, co stoi dookoła na blacie.

I wbudowane elementy pozwalają ograniczyć liczbę osobnych urządzeń i akcesoriów. A tutaj nie mamy osobnego zbiornika na zużytą kawę ani zintegrowanego pojemnika, z którego ekspres zasysa mleko – o czym wspomnę później. A to ważne szczególnie w kuchni, w której każdy dodatkowy przedmiot zabiera przestrzeń roboczą. Nie mówię tu o pustym blacie, mi samej zależy na utrzymaniu proporcji między wyposażeniem a miejscem, którego potrzebujemy do normalnego, nieułożonego często gotowania.
Czytaj też: Roboty zajęły się salonami, teraz czas na toalety. Spot wie, kiedy powinien zacząć sprzątać
Kolba zostaje w moich rękach
Luxe Café Mini Plus jest ekspresem kolbowym ze wspomaganiem. Wbudowany młynek żarnowy i waga pomagają przygotować porcję kawy, a użytkownik ubija ją tamperem i przekłada kolbę do miejsca parzenia. W zestawie znajdują się również lejek, pojedyncze i podwójne sitko oraz fajny, porządny dzbanek na mleko. Podoba mi się pomysł zebrania podstawowych narzędzi w jednym komplecie. Takie wyposażenie może początkowo przerażać, ale przynajmniej nie trzeba zaczynać od osobnego wybierania każdego akcesorium, żeby zrozumieć, jak wygląda cały proces.
No i ten sposób obsługi warto dobrze przemyśleć przed zakupem. To nie jest ekspres w pełni automatyczny. Ktoś, kto chce wyłącznie podstawić kubek i odejść od urządzenia, może mieć inne wyobrażenie swojego wymarzonego ekspresu. To urządzenie dla osób, które lubią uczestniczyć w przygotowywaniu kawy, podobnie jak barista w kawiarni. No bo tutaj przygotowanie kawy obejmuje kilka czynności wykonywanych samodzielnie. Dla mnie to bardzo przyjemne, bardzo to lubię. Ale wiem też, że inaczej patrzy się na nie w spokojną sobotę, a inaczej przed wyjściem z domu w pochmurny, poniedziałkowy poranek. Ważne, żeby kupować ekspres dostosowany jednak do stylu życia, własnych zwyczajów, zamiast do wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać idealny poranek.


Sama kolba ma urok. Pozwala uczestniczyć w przygotowywaniu napoju i widzieć kolejne etapy. To nie musi być hobby, żeby lubić ten kontakt. Można po prostu chcieć zrobić coś trochę nawet rzemieślniczo, własnymi rękami, jednocześnie korzystając z pomocy urządzenia i technologii w nim zawartej. Właśnie taka relacja ze sprzętem jest dla mnie magiczna: codzienna czynność zachowuje swój charakter, przeznaczenie, ale jednocześnie jest inna. Mniej automatyczna w tym automatycznym świecie. Pozwala poznać kawę trochę bardziej, trochę dokładniej. Więc tutaj mała rada dla każdego kawosza – jeśli jeszcze nie masz ekspresu kolbowego, to z całego serca polecam.
Czytaj też: Audi zmieniło się ze sportowego samochodu w ekspres do kawy
Jest też młynek
System Barista Assist rekomenduje ustawienie stopnia zmielenia, a młynek oferuje 60 pozycji regulacji. Samą zmianę ustawienia wykonuje użytkownik. Wbudowana waga służy do odmierzania kawy, dzięki czemu nie trzeba opierać dawki wyłącznie na ocenie objętości. Urządzenie wskazuje punkt wyjścia, ale mamy także możliwość reagowania na własne preferencje.
Przy espresso stopień zmielenia wpływa na to, jak woda przepływa przez przygotowaną porcję. Początkująca osoba może więc mieć trudność z ustaleniem, co zmienić, gdy rezultat jej nie odpowiada. Ten ekspres daje bardzo czytelne wskazówki, co znacznie ogranicza liczbę decyzji podejmowanych zupełnie w ciemno.
Doceniam sens odmierzania porcji wagowo. Jeśli chcemy porównywać filiżankę do filiżanki, dobrze mieć punkty odniesienia. W przeciwnym razie trudno powiedzieć, czy różnica wynika z ustawienia młynka, ilości kawy, czy jeszcze innego elementu. W codzienności oznacza to przede wszystkim łatwiejsze wracanie do ustawień, które odpowiadają mojemu smakowi.


Ubijanie kawy ma swoje zastosowanie
Tamper służy do uformowania zmielonej kawy w sitku. W tym modelu jest wspomagany, dzięki czemu używa się go bardzo przyjemnie i intuicyjnie. Powiedziałabym nawet, że ta czynność jest bardzo satysfakcjonująca. Równomierne ubicie kawy w sitku pomaga ograniczyć przepływanie wody przez luźniejsze miejsca, które może pogarszać smak naparu.
Odmierzona kawa, ubijanie, zamocowanie kolby i rozpoczęcie parzenia. Poszczególne czynności mają wyraźny cel, więc łatwiej zrozumieć cały proces, który jest doznaniem dla oczu, uszu i nosa. Parzenie kawy, mielenie ziaren i ten zapach… Coś niesamowitego.


Jedna kuchnia, różne kawowe przyzwyczajenia
Mini Plus łączy przygotowywanie espresso i kawy określanej przez producenta jako przelewowa. Udostępnia też funkcję gorącej wody oraz po trzy ustawienia intensywności i temperatury.
Regulację traktuję jako narzędzie do dopasowania. Mocniejszy napój nie zawsze będzie przyjemniejszy, podobnie jak wyższa temperatura nie stanowi z góry lepszego wyboru. Ważne jest to, co ostatecznie lubimy pić. Przy zakupie ekspresu łatwo zachwycić się liczbą opcji.

Najważniejsze było jednak to, co ostatecznie trafiało do filiżanki, i tutaj Ninja Luxe Café Mini Plus spełnił moje oczekiwania. Byłam zadowolona zarówno z espresso, jak i z kaw mlecznych oraz konsystencji przygotowanej pianki. Przyjemność z mielenia ziaren, ubijania kawy i sięgania po kolbę znajdowała więc swoje dopełnienie w smaku gotowego napoju. To właśnie ten rezultat sprawiał, że cały proces miał dla mnie sens i chętnie przygotowywałam kolejną kawę.
Czytaj też: Dziewięć razy więcej sensorów pod plecami? Twoje łóżko rozpozna partnera, dziecko i psa
Mleko jak u baristy
Automatyczne spienianie to istotna i najbardziej intrygująca cecha ekspresu. Urządzenie oferuje trzy programy, a producent przewiduje używanie zarówno mleka, jak i napojów roślinnych. Napełniamy dzbanek, ustawiamy go, a po przygotowaniu napoju przelewamy jego zawartość do kawy. Dużą korzyścią w Ninja Luxe Café Mini Plus jest ograniczenie potrzeby samodzielnego prowadzenia całego procesu dyszą. Można podstawić dzbanek, nie ruszać i dysza zrobi wszystko za nas.
W kawie z mlekiem konsystencja ma duże znaczenie. Napój może być łagodny i przyjemny, a pianka nadal zupełnie inna niż ta, której oczekujemy. Dobrze spienione mleko nadaje kawie kremową konsystencję, a jego delikatna słodycz łagodzi charakterystyczną gorycz espresso. Przy ręcznym spienianiu trzeba się tego nauczyć. Podczas pracy z dyszą trzeba zadbać o drobne, równomierne pęcherzyki powietrza i odpowiednią temperaturę, aby pianka była gładka i dobrze łączyła się z naparem. Złe spienianie może pozostawić mleko zbyt słabo napowietrzone albo stworzyć grubą, nietrwałą pianę, która oddziela się od płynu, a przegrzanie osłabi jego naturalną słodycz i nada mu posmak gotowanego mleka.




I pewnie kojarzycie charakterystyczny odgłos stukania dzbankiem o blat, który słychać w kawiarni. Natomiast to lekkie stuknięcie faktycznie pomaga usunąć większe pęcherzyki, ale mocne uderzanie nie naprawi źle spienionego mleka ani nie zapewni mu kremowej konsystencji.
Tak czy siak podoba mi się możliwość wyboru sposobu przygotowania mleka, zamiast jednego ustawienia dla każdej kawy. A osoby, które obawiają się tego procesu, mogą odetchnąć z ulgą, bo automatyczne programy znacznie ułatwiają ten etap.
Zwróciłam też uwagę na prostotę czyszczenia tego systemu. Mleko wlewamy do osobnego dzbanka, więc nie trzeba przepłukiwać przewodów, którymi byłoby zasysane do wnętrza ekspresu. Po przygotowaniu kawy myjemy dzbanek, a dyszę przecieramy i oczyszczamy zgodnie z instrukcją. Dzięki temu łatwiej usunąć pozostałości mleka i ograniczyć ryzyko ich zalegania w trudno dostępnych miejscach.
Sprzątanie trzeba wziąć pod uwagę
Przy ekspresie kolbowym trzeba uwzględnić także to, co dzieje się po parzeniu. Zużytą kawę każdorazowo usuwamy z sitka, dbamy o kolbę. Z tym ekspresem nie miałam problemu z zalegającymi, obrzydliwymi fusami. Wszystko opróżniam na bieżąco.
Podobnie trzeba przestrzegać wskazówek dotyczących mycia poszczególnych akcesoriów, zamiast zakładać, że wszystkie można traktować jednakowo. Najwygodniejszy system pielęgnacji to dla mnie taki, który staje się naturalnym zakończeniem przygotowania kawy.
Jednak coś, czego nie mogę znieść, to rozsypana zmielona kawa. Niestety przed ubiciem jej w kolbie rozsypuje się dookoła, na sitku, na blacie – tego trzeba pilnować i wyrobić sobie nawyk, żeby ograniczyć ten problem.

Przy gościach liczy się kolejność
Domowa kawa ma przyjemny, towarzyski wymiar. Ktoś siada przy stole, wybiera filiżankę, mówi, czy ma ochotę na mleko. Przy ekspresie kolbowym trzeba jednak uwzględnić kolejne porcje i czynności wykonywane między nimi. Przygotowanie kilku napojów pod rząd to z tym ekspresem dłuższa chwila. Zaplanowałabym ją tak, żeby nie spędzić całego spotkania odwrócona do gości, zajęta wyłącznie urządzeniem.
Ale jeśli zwykle przygotowujemy jedną lub dwie kawy, to nie będzie to problem. Przy większych spotkaniach organizację można dopasować do sytuacji. Sprzęt ma ułatwiać zwykły dzień, a nie odpowiadać przede wszystkim na potrzeby kilku wyjątkowych popołudni w roku.

Czytaj też: Dźwięki napędzają uprawy. Niezwykły pomysł naprawdę działa
Dla kogo ten pomysł ma sens
Ninja Luxe Café Mini Plus poleciłabym przede wszystkim osobom, które chcą mieć kontakt z przygotowywaniem kawy, ale nie planują od początku samodzielnie dobierać całego zestawu narzędzi. Młynek, odmierzanie porcji i podpowiedzi tworzą sensowną pomoc dla takiego użytkownika. Kolba zostawia natomiast udział w procesie. To konkretna propozycja sposobu korzystania ze sprzętu, którą warto zestawić z własnymi przyzwyczajeniami, zamiast oceniać wyłącznie po liczbie dostępnych funkcji.



Srebrne wykończenie pasuje do wielu wnętrz, a akcesoria nadają całości kawiarniany charakter. Dla mnie najważniejsze okazały się jednak przyjemność z obsługi kolby, automatyczne spienianie mleka i łatwe czyszczenie systemu mlecznego. Minusem pozostaje rozsypująca się przed ubiciem zmielona kawa, której trzeba pilnować. Z tym zastrzeżeniem znalazłam dla niego miejsce w swojej kuchni i polubiłam te kilka minut przygotowań przed pierwszym łykiem.
Czytaj też: Air Fryer Ninja Crispi Pro ładny jak z Pinteresta, ale czy funkcjonalny?
