Najczęściej nie lubimy takich emocji jak smutek, złość czy lęk. Mamy poczucie, że nam zagrażają – wytrącają nas z psychicznego dobrostanu, są kłopotliwe dla nas i dla otoczenia. Działamy tak, by ich nie odczuwać, nie pokazywać i jak najszybciej się ich pozbyć, np. poprzez skupienie uwagi na czymś przyjemniejszym i udawanie, że ich nie ma.

Mamy wtedy nadzieję, że ci nieproszeni goście sami sobie pójdą. Tymczasem warto uświadomić sobie dwie rzeczy: po pierwsze – nawet gdy będziemy się bardzo starać, by je tłumić i ignorować, one sobie nie pójdą. Będą się dobijać drzwiami i oknami aż do momentu, gdy zostaną wysłuchane. Po drugie – trudne uczucia to tak naprawdę posłańcy z informacją, że jakaś ważna część nas – istotna potrzeba lub wartość, jakaś kluczowa „jakość bycia”, została zaniedbana.

 

Gdy pojawia się to nieprzyjemne uczucie, mamy do wyboru dwie reakcje.

Pierwsza z nich to obrona i działanie z pozycji umysłu, który dokonuje oceny – czuję smutek, to jest nieprzyjemne i tak nie powinno być. Coś jest nie tak ze mną (muszę to zmienić) albo z innymi (oni powinni coś zmienić). Ta strategia sprawia, że potrzeba nadal nie zostaje objawiona, a nieprzyjemne uczucia pojawiają się dalej, częściej i z coraz większą siłą.

Druga możliwa reakcja to działanie z pozycji serca, próba przywrócenia sobie spokoju poprzez oddech i przyjęcie emocji jako posłańca. Gdy zbudujemy w sobie mocne przekonanie, że każde uczucie jest potrzebne, pozytywne, coś ważnego nam mówi, więc mimo chwilowego dyskomfortu warto się z nim skonfrontować i pozwolić mu przez chwilę być. W tym czasie możemy się zastanowić, co to uczucie chce nam powiedzieć – dlaczego się pojawiło, jaką wiadomość przynosi – czego nam obecnie brakuje, za czym tęsknimy, jaka głębsza potrzeba jest niezaspokojona, czego konkretnie potrzebujemy.

I wtedy dzieje się magia. Gdy uczucie zostaje wysłuchane – rozpływa się w powietrzu, odchodzi, a na jego miejscu pojawia się któraś z cudownie kojących jakości bycia – ulga, spokój, poczucie siły, radość, miłość, wdzięczność. Jak trafnie powiedział twórca Zen Coachingu Kare Landfald, „spokój to moment, gdy przestajemy walczyć z rzeczywistością, gdy nawet ból zaczyna być ciekawy”.

 

Następujące ćwiczenie Zen Coaching pozwoli ci mieć styczność z twoją esencją poprzez kontakt z wewnętrznymi tęsknotami i ich pozytywną intencją.

Usiądź w spokojnym miejscu i pomyśl o jakiejś nieprzyjemnej emocji, z którą ostatnio udało ci się skonfrontować (na początek nie wybieraj tej najtrudniejszej). Spróbuj znów ją poczuć – ale tym razem bardzo mocno skup się na oddechu i ciekawości, co ta emocja chciała ci przekazać.

Zadaj sobie pytania:

  • Co mówi mi ta emocja? Za czym pozytywnym tęsknię?
  • Gdybym to zdobył (osiągnął) – co by mi to dało? Jaką pozytywną zmianę mógłbym odczuć?
    Poczuj mocno wszystkie pozytywne jakości bycia, które mogą się tu pojawić. Następnie zaobserwuj, z jakimi emocjami i odczuciami w ciele masz teraz do czynienia.

    Na koniec zadaj sobie pytanie:
  • Jakie działania mogłyby mnie do tej pozytywnej zmiany doprowadzić?
    Ćwiczenie dobrze jest zrobić w obecności drugiej osoby – np. zen coacha, tak byśmy czuli się bezpiecznie, szczególnie gdy będziemy pracować z naprawdę trudnymi emocjami.