Brzmi niedorzecznie? Tyle że wszystko, co przeżywamy, wpływa na naszą fizjologię. Ponad 103 miliony linków wyświetla się w internecie po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „żywność”. Można z nich wyczytać tyle samo informacji udowadniających jakąś tezę dotyczącą zdrowego stylu życia, ile jej zaprzeczających. Jak nie dać się zwariować temu niekontrolowanemu przepływowi newsów i komentarzy? Jest na to prosty sposób: to, czym powinniśmy się kierować, myśląc o zmianie stylu życia, jest blisko nas – to po prostu nasze ciało.

- Ono mówi do nas ciągle i nieprzerwanie, ale przestaliśmy go słuchać – twierdzi na łamach brytyjskiego „Psychologies” Yann Rougier, neurobiolog i dietetyk. Zamiast się katować sprzecznymi informacjami z zewnątrz, po prostu zacznijmy z ogromną uważnością traktować mowę naszego ciała.

 

Odporność pod lupą

Kiedy jesteśmy w stresie, środki obrony organizmu stają się nieskuteczne

Nie bez przyczyny bodymind medicine (medycyna ciała i umysłu), która wyjaśnia znaczenie naszego stanu emocjonalnego dla zdrowia, robi ostatnio oszałamiającą karierę. Okazuje się bowiem, że wszystko, co przeżywamy, wpływa na naszą fizjologię. – Każde uczucie i myśl wywołują odpowiedź organizmu. Bez uczuć nie ma hormonów, bez hormonów nie ma uczuć. Przemieszczaniu się myśli towarzyszy przemieszczanie się jakiejś substancji chemicznej – mówi Anna Sasin, psycholog i coach.

W praktyce wygląda to tak, że neuropeptydy, substancje łączące mózg z układem immunologicznym i resztą organizmu, przekazują każdą naszą emocję do najdalszych zakątków ciała. – Dlatego po nieprzyjemnej rozmowie z szefem, o stresie, którego doświadczamy, dowie się nie tylko mózg, ale także skóra, włosy, żołądek, wątroba, nerki – wyjaśnia Anna Sasin.

Ważne jest więc zachowanie równowagi emocjonalnej w organizmie. Odrobina stresu wystarczy, by uruchomić reakcję łańcuchową, której skutki będą odczuwalne w całym ciele. Ci z nas, którzy żyją w nadmiernym stresie i nie dosypiają, nie regenerują organizmu. Ich układ odpornościowy pracuje ciągle na wysokich obrotach, a organizm bezskutecznie próbuje się oczyścić z toksyn. Ponieważ wątroba nie nadąża z usuwaniem dużych ilości substancji szkodliwych, są one uwalniane do krwiobiegu, a stamtąd do tkanki łącznej i tłuszczowej.

Wtedy wystarczy zwykły wirus, żeby cały układ odpornościowy się poddał. W normalnych warunkach byłby w stanie powalczyć, ale kiedy jesteśmy w stresie, jego środki obrony stają się nieskuteczne. Naukowcy skłaniają się do twierdzenia: fakt pojawienia się u nas jakiegoś schorzenia, sposób, w jaki ono przebiega, i wreszcie to, czy uda nam się wyzdrowieć, zależy od naszego stanu psychicznego i emocjonalnego.