MAŁGORZATA STAŃCZYK: Jakie są główne przeszkody w komunikacji, które napotykają osoby w związkach?

KARSTEN SCHACHT-PETERSEN: Myślę, że młodzi ludzie późno zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest wiadoma komunikacja w związku. Kiedy się zakochują, ich mózg funkcjonuje inaczej niż zwykle. Zakochanie to w pewnym sensie odmienny stan świadomości. Cokolwiek mówi partner, brzmi jak muzyka. Biologia wytworzyła sobie taki mechanizm, prawdopodobnie po to, żebyśmy przetrwali jako gatunek.

Zakochanie mija i trzeba budować związek od początku, kiedy zaczynamy dostrzegać u wymarzonego partnera zwykłe problemy i nawyki, które nas irytują. Nie jesteśmy już połączeni silną energią wzajemnego przyciągania jak wtedy, gdy byliśmy zakochani, i jeśli nie mamy poczucia własnej wartości i zaufania do siebie, bardzo trudno nawet wyobrazić sobie wspólne szczęśliwe życie. Tym trudniej, jeśli nie potrafimy rozmawiać ze sobą i nie znamy języka, który pozwala na wyrażanie bolesnych emocji i na dialog bez oskarżania i ranienia siebie nawzajem.

Kiedy ta zmiana się pojawia?

K.SCH-P.: Zwykle kiedy w rodzinie jest już jedno czy dwoje dzieci. Kobieta żyje wtedy w bardzo bliskiej relacji z dziećmi. Tymczasem mężczyzna jest trochę z boku. Patrzy na ciało kobiety, które się zmieniło, do którego przylgnęło dziecko i zastanawia się, gdzie jest jego miejsce? Gdzie jest jego kobieta? Zdarza się wtedy, że odsuwa się, by szukać intymności poza związkiem.

ZOFIA SCHACHT-PETERSEN: Paradoksalnie właśnie w tym okresie kobieta bardzo potrzebuje partnera, a zarazem ojca dla dziecka. Czasem nie potrafi tego wyrazić, a nawet nie bardzo zdaje sobie z tego sprawę, bo jest zaaferowana rolą matki. Jeśli partner towarzyszy jej i poddaje się własnej przemianie w ojca, męża kobiety-matki – wtedy jest nadzieja, że rodzina przetrwa kryzys i będzie się rozwijać.

K.SCH-P.: Niestety często bywa inaczej i on nie odnajduje się w nowej roli. Być może nigdy nie nauczył się i nie doświadczył jako dziecko relacji ze swoim ojcem. Brakuje mu też fizjologicznych procesów, które wspierają kobietę. On musi podjąć działanie, zaangażować się w relacje z dzieckiem i żoną. Wtedy dopiero doświadczy tej transformującej siły. Jak pokazują badania, poprzez kontakt z dzieckiem także w jego organizmie pojawią się hormony szczęścia i ekscytacji.

Czy ludzie na etapie zakochania w ogóle nie wypracowują umiejętności dialogu?

K.SCH-P.: W tym okresie kierujemy się obietnicami, marzeniami, życzeniami. Chcemy wierzyć, że szczęście będzie trwało wiecznie. Nawet jeśli się kłócimy, koncentrujemy się na pozytywach, widzimy świat przez różowe okulary. Jak wspomniałem, mózg nie działa wtedy normalnie… W trakcie kryzysu, który z pewnością się pojawi, budowanie wspólnego życia jest trudniejsze, choć nie jest niemożliwe. Istotna jest też jakość relacji młodych ludzi, którzy stworzyli nową rodzinę, z ich rodzicami. W pewnym sensie przestają być ich dziećmi. Nie przyszli na świat po to, by realizować ich plany. Zadaniem młodych jest zapewnienie wsparcia własnym partnerom i dzieciom. Sam mam troje dorosłych dzieci i pamiętam, że musiałem świadomie pracować nad sobą, by ich wysłać w świat, pozwolić im żyć własnym życiem.