W Japonii jedna trzecia mężczyzn spędza w pracy ponad 12 godz. dziennie. Nie bez przyczyny to właśnie tam najczęściej obserwuje się takie zjawiska jak karoshi – śmierć z przepracowania, i karojisatsu – samobójstwo z powodu nadmiaru pracy. Aby uniknąć wypalenia, trzeba dbać o swój organizm przynajmniej tak, jak dba się o średnio lubianego psa: regularnie karmić, wyprowadzać na spacer i czasem pogłaskać – mówi Wojciech Eichelberger

Katarzyna Sroczyńska: 70 proc. polskich menedżerów uważa, że nie musi walczyć ze stresem. Nie widzą takiego problemu.

Wojciech Eichelberger: Niestety, w polskiej tradycji zarządzania ludźmi, która w swojej kapitalistycznej wersji jest dość młoda, po to, by zwiększyć zyski, wykorzystuje się ludzi do maksimum. Na szczęście funkcjonują też na naszym rynku firmy, na ogół filie zagranicznych korporacji, które mają większą kulturę pracy. Te firmy nie działają z wyższych pobudek. One po prostu rozumieją, że przemęczanie pracowników na dłuższą metę się nie opłaca, ponieważ chorują, symulują pracę albo odchodzą.

I trzeba szkolić nowych.

- Tak, i to jest poważny kłopot i wydatek dla przedsiębiorstwa. Dlatego coraz więcej firm wprowadza mądre procedury, które chronią zdrowie i energię pracowników. Wypalenie nie pojawia się dlatego, że ludzie nie są już w stanie więcej unieść. Zrównoważony bilans energetyczny, jak każdy bilans, polega na równowadze wpływów i wydatków. Wypalenie staje się cichą epidemią, ponieważ musimy znosić obciążenia kilkakrotnie większe niż jeszcze kilkanaście lat temu, ale dbamy o siebie w sposób, który już w czasach naszych dziadków nie do końca się sprawdzał.

Przecież nasi dziadkowie ciężko pracowali i nie korzystali ze współczesnych udogodnień, o jakie obciążenia wiec chodzi?

- O ciągłe zmiany i coraz większe tempo życia, częste przemieszczanie się, o nieustanną presję na to, by odnieść sukces, i konieczność przyswajania ogromnych ilości informacji. Ilość przetwarzanych informacji przyrasta o 100 proc. przez kilka lat. Dlatego tak trudno o chwilę spokoju.

Gdyby ktoś przy naszych dziadkach zaczął mówić o wypaleniu zawodowym, pewnie nie wiedzieliby, o co chodzi.

- Ci, którzy pracowali jako nauczyciele czy lekarze, mogliby wiedzieć. Przynajmniej mieli wokół siebie ludzi z takim kłopotem. Wypalenie to nie jest nowość. Pojawiło się, gdy ludzie zaczęli intensywnie pracować, czyli gdzieś na początku XX wieku. Na przykład robotnik na taśmie u Forda mógł być wypalony nieludzką mechaniczną pracą. Objawowo wypalenie stresowe jest prawie identyczne z depresją, choć jego przyczyną jest tylko przepracowanie – korozyjne, stopniowe wyniszczanie organizmu.

O co tak naprawdę chodzi: o przemęczenie czy o to, że mamy za dużo stresu?

- O to wszystko razem: o przeciążenie obowiązkami, denerwowanie się terminami nie do dotrzymania i martwienie się o przyszłość. To powoduje zahamowanie procesów odnowy organizmu i spadek energii życiowej. Wydajemy jej za dużo i za mało odzyskujemy. Jeśli tak dzieje się przez dłuższy czas, to wypalenie jest nieuchronne. Organizm mówi: dość. Instynkt samozachowawczy przejmuje inicjatywę i wyłącza nas z wszelkiej aktywności. Dlatego musimy uważać na to, jak zarządzamy swoim życiem i energią, i wzorować się na tych, którzy serwisują się profesjonalnie, np. na sportowcach czy ratownikach.

Wszyscy jesteśmy wyczynowcami, wiec serwisujmy się jak wyczynowcy.

- Gdy zbadano bilans energetyczny ludzi pracujących w amerykańskich korporacjach, okazało się, że wydatki energetyczne przeciętnego pracownika są takie jak wyczynowego sportowca. A sportowiec ma do dyspozycji trenera, psychologa, masażystę, dietetyka, fizjologa i jeszcze lekarzy w odwodzie. W dodatku stresowy cykl fizjologiczny sportowców jest zdrowszy niż ludzi korporacji. Przed zawodami wzrasta poziom adrenaliny, pojawia się stan stresowej mobilizacji, ale potem jest bieg czy skok i wyzwolona energia powoduje zamierzony skutek, a składowe stresowej przemiany materii się metabolizują. A zawodnik korporacyjny dostaje e-maila: „zrób na wczoraj to, co miałeś zrobić na pojutrze”, więc wyzwala podobną energię mobilizacyjną jak sportowiec przed startem, ale jej nie odpala, tylko siedzi za biurkiem, napina się, spłyca oddech. Mobilizacja nie przechodzi w fazę skierowanego na zewnątrz działania.