Dar

Dzień taki szczęśliwy. 

Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie. 

Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium. 

Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć. 

Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć. 

Co przydarzyło się złego, zapomniałem. 

Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.

Nie czułem w ciele żadnego bólu. 

Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

Czesław Miłosz


Trzy lata temu zmarła moja ukochana ciotka. Miała dziewięćdziesiąt pięć lat i jeszcze w wieczór poprzedzający swoją śmierć podejmowała gości kolacją, ze szminką na ustach, w perłach i czerwonej sukience. Ponieważ była osobą niezmożenie radosną, parę lat wcześniej postanowiłam porozmawiać z nią na temat szczęścia. Chciałam się dowiedzieć, jak to się robi, tak na co dzień. Siedziałyśmy u niej w kuchni. Karmiona nagłówkami poradników obiecujących łatwe formułki na wszystko, czekałam na praktyczne porady. A ona powiedziała tylko:  „Usposobienie. To kwestia usposobienia”. Próbowałam coś jeszcze negocjować, szukać czegoś, co można, niezależnie od usposobienia, zrobić. Ale ona ani drgnęła. Tylko usposobienie i usposobienie. Że jedni są usposobieni do szczęścia, a inni nie. Ona była.

Słynny dylemat z połową szklanki pustą lub pełną wydaje się odpowiadać temu podziałowi: moja ciotka była kobietą, której wzrok skupiłby się na wodzie w szklance, nawet gdyby zostały jej dwie krople. Miała też dar zarażania swoim szczęściem.

Gorsi są tacy, którzy nie zarażają – irytująco zadowoleni z życia, tak jak jeden mój kolega, z którym spotkałam się kiedyś w knajpie, żeby omówić pewien projekt. Był kryzys i byłam raczej pewna, że projekt nie wyjdzie. On za to był pewien, że wyjdzie – i ten, i wszystkie inne. Siedział naprzeciwko mnie, cały w targetach, opracowany w każdym calu, mówił ze swadą o swoich miesięcznych, półrocznych i dwuletnich planach, przesuwając równocześnie palcem po ekranie iPhone’a, żeby streścić mi przy okazji swój rodzinny pakiet de luxe: żona, dzieci, dom, pies labrador. Branża w kryzysie, ale on kwitnie.