Jak poczuć się szczęśliwym? Jedną z popularnych brzytew, których się trzymamy, jest technika checklisty

Szczęście leży nie w posiadaniu tego, czego chcemy, ale w chceniu tego, co już posiadamy.
Śmiech zmienia wszystko – potrafi rozbroić każdą sytuację /Fot. Pixabay

Śmiech zmienia wszystko – potrafi rozbroić każdą sytuację /Fot. Pixabay

Dar

Dzień taki szczęśliwy. 

Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie. 

Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium. 

Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć. 

Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć. 

Co przydarzyło się złego, zapomniałem. 

Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.

Nie czułem w ciele żadnego bólu. 

Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

Czesław Miłosz


Trzy lata temu zmarła moja ukochana ciotka. Miała dziewięćdziesiąt pięć lat i jeszcze w wieczór poprzedzający swoją śmierć podejmowała gości kolacją, ze szminką na ustach, w perłach i czerwonej sukience. Ponieważ była osobą niezmożenie radosną, parę lat wcześniej postanowiłam porozmawiać z nią na temat szczęścia. Chciałam się dowiedzieć, jak to się robi, tak na co dzień. Siedziałyśmy u niej w kuchni. Karmiona nagłówkami poradników obiecujących łatwe formułki na wszystko, czekałam na praktyczne porady. A ona powiedziała tylko:  „Usposobienie. To kwestia usposobienia”. Próbowałam coś jeszcze negocjować, szukać czegoś, co można, niezależnie od usposobienia, zrobić. Ale ona ani drgnęła. Tylko usposobienie i usposobienie. Że jedni są usposobieni do szczęścia, a inni nie. Ona była.

Słynny dylemat z połową szklanki pustą lub pełną wydaje się odpowiadać temu podziałowi: moja ciotka była kobietą, której wzrok skupiłby się na wodzie w szklance, nawet gdyby zostały jej dwie krople. Miała też dar zarażania swoim szczęściem.

Gorsi są tacy, którzy nie zarażają – irytująco zadowoleni z życia, tak jak jeden mój kolega, z którym spotkałam się kiedyś w knajpie, żeby omówić pewien projekt. Był kryzys i byłam raczej pewna, że projekt nie wyjdzie. On za to był pewien, że wyjdzie – i ten, i wszystkie inne. Siedział naprzeciwko mnie, cały w targetach, opracowany w każdym calu, mówił ze swadą o swoich miesięcznych, półrocznych i dwuletnich planach, przesuwając równocześnie palcem po ekranie iPhone’a, żeby streścić mi przy okazji swój rodzinny pakiet de luxe: żona, dzieci, dom, pies labrador. Branża w kryzysie, ale on kwitnie.

 

Długie, męczące przedwiośnie, ale on pełen sił, w knajpie ciężkie jedzenie, ale on dziękuje, zje później, ma w bagażniku roweru ekolunch przygotowany samodzielnie, o piątej trzydzieści rano, kiedy wrócił z biegania. Wszystko hula że hej. W pięć minut poczułam się poszarzałą, zadłużoną we frankach, opasłą bidą. I zrobiło mi się żal, że nigdy nie będę się budzić i zasypiać w takim dobrym samopoczuciu jak on.

Co mamy zrobić, ci z nas, których los nie obdarzył naturalnym turbo-doładowaniem, którzy nie budzą się z pieśnią na ustach? Którzy widzą pół szklanki puste, albo, co najmniej, wahają się w ocenie jej zawartości? Co możemy zrobić, żeby być szczęśliwi?

Jedną z popularnych brzytew, których się trzymamy, jest technika checklisty. Będę szczęśliwa, jeśli dostanę to, czego chcę. O, tu mam taką tabelkę, poczekaj, strasznie wolno mi się laptop odpala. Życie jest checklistą, z którą pracujemy, wierząc, że kiedy odhaczymy wszystkie punkty, obudzimy się pewnego ranka wolni od znoju. A póki nie wszystko jest odhaczone, pozostaje nam ciężko pracować nad brakującymi punktami. To na nich właśnie skupiamy wzrok. Ale jakoś tak się wydarza, że nasza szklanka nie chce się wypełnić. Zawsze coś się rozleje: dziecko dostanie dwóję, z przyjaciółką się pokłócisz, rachunek przyjdzie za wysoki, kolano cię zaboli, ten, którego kochasz, powie coś przykrego. Ci z nas, którzy cierpią na syndrom szklanki do połowy pustej, startują codziennie do niej z małą łyżeczką, przeczuwając słusznie, że kiedy będziemy blisko celu, ktoś akurat przebiegnie i niefrasobliwie szklankę potrąci, niwecząc cały nasz trud, przywracając nas do punktu wyjścia, jak w jakiejś grze planszowej.

Dla tych, którzy tak właśnie robią, mam dość przewrotną pociechę. Otóż wszelkie badania na temat szczęścia zieją danymi pokazującymi, że technika checklisty jest nieskuteczna. Związek między tym, co nam się przydarza, a tym, czy jesteśmy szczęśliwi, nie jest tak ścisły, jak się nam wydaje. W dość wstrząsającym wykładzie na ted.com psycholog Dan Gilbert pokazuje przykład takich badań: poddano im osoby, które straciły w wypadku nogi, i takie, które wygrały znaczącą wygraną na loterii. W rok po obu wydarzeniach jedni i drudzy mają taki sam poziom szczęścia.

Dobrze to widać też w innym kontekście: wyobraź sobie początkującego aktora, dorabiającego kelnerowaniem w knajpce na przedmieściach Los Angeles, i jego kolegę po fachu, który zdobył absolutnie wszystko, o czym tamten marzy: sławę, pieniądze, przeszklony dom z basenem i widokiem na Ocean Spokojny, a także długą kolejkę kobiet i mężczyzn gotowych na wszelkiego rodzaju zbliżenia. Kiedy oglądamy w wiadomościach kolejne czarno-białe zdjęcie wielkiej gwiazdy, której żadna z tych rzeczy nie dała szczęścia, a raczej wygląda na to, że przeciwnie, staje się jasne, że jeśli chodzi o szczęście, mylimy się w obliczeniach.

Naukowcy nie zostawili nas jednak bez alternatywy. Prawda, którą odkryli, jest prosta – szczęście leży nie w posiadaniu tego, czego chcemy, ale w chceniu tego, co już posiadamy. To proste i prawie niemożliwe. Ale przynajmniej jest pewien kierunek, w którym możemy próbować iść. A może raczej – właśnie nie iść, zostać tu, gdzie jesteśmy i uznać, że to dobre miejsce.

 

Przyłożyłam się do wyboru pierwszego wiersza, który przeczytam mojemu synowi. Chociaż był wtedy za mały, żeby go zrozumieć, dla mnie samej miało to znaczenie. Czułam się, jakbym mu pakowała prowiant na długą i ważną podróż. Wybrałam „Dar” Czesława Miłosza, który dzisiaj umieściłam w tekście. Ten wiersz innym językiem mówi o tym samym, co odkryli naukowcy. O darze takiego spojrzenia, w którym to, co jest, wystarczy. Świat jest tym, co właśnie widzisz, i wcale nie chcesz, żeby był czymś innym.

Bo nawet jeśli nie urodziliśmy się usposobieni do szczęścia, jest taka drobna okoliczność, która wszystkim nam może pomóc – to, że życie jest piękne. Prawda?