Wszechświat nie jest pusty. Oprócz gwiazd i planet wypełnia go materia będąca gazem i pyłem umarłych gwiazd. Te z kolei tworzą mgławice – piękne i zjawiskowe obiekty, niekiedy widoczne nawet gołym okiem. Jedną z takich mgławic jest Mgławica Koński Łeb. Tego, czym ona jest i dlaczego fascynuje astronomów z całego świata dowiesz się czytając artykuł poniżej.

Mgławica Koński Łeb – historia obserwacji

Mgławica Koński Łeb po raz pierwszy została zaobserwowana w 1888 roku przez szkocką astronom Wiliaminę Fleming. Obiekt od początku budził fascynację swoim kształtem. Do jego spopularyzowania przyczynił się David Malin, w latach osiemdziesiątych XX wieku publikując jej zdjęcia w licznych podręcznikach i albumach. Mgławica początkowo była uznawana za osobny obiekt. Dopiero późnej została powiązana z Mgławicą Oriona i postawiono tezę, że mgławica jest częścią Zespołu Obłoków Molekularnych Oriona.

Natura oraz pochodzenie Mgławicy Koński Łeb

Mgławica Koński Łeb jest mgławicą ciemną. Oznacza to, że jej obłoki pochłaniają większość światła pobliskich gwiazd. Za mgławicą można zobaczyć poświatę w kolorze czerwono-różowym. Jest to całkiem osobny obiekt – mgławica emisyjna IC 434, na którą mówi się też „obszar H II”.

Mgławica IC 434 świeci dzięki nowo narodzonym gwiazdom, które promieniując jonizują i rozświetlają mgławicę. Cały ten obszar, podobnie jak Mgławica Koński Łeb, jest obszarem, w którym na masową skalę rodzą się nowe gwiazdy. Cały Kompleks Oriona jest jak jedna olbrzymia fabryka gwiazd.

Mgławica ta oprócz wodoru i helu składa się również z dużej ilości pyłu. To właśnie te okruchy skalne sprawiają, że mgławica jest tak gęsta i absorbuje większą część światła. Gdyby nie jedna z pobliskich gwiazd – Sigma Orionis – Mgławica Koński Łeb mogłaby być niewidoczna. Właśnie promieniowanie tej gwiazdy odpowiada w dużym stopniu za świecenie czerwonego obszaru.

Właściwości fizyczne Mgławicy Koński Łeb

Skład mgławicy Koński Łeb to głównie wodór i hel. W wyniku ich łączenia powstają młode gwiazdy takie, jak te widoczne u jej podstawy. W przypadku tego obiektu przyjmuje się, że proces formowania gwiazd rozpoczął się stosunkowo niedawno.

Mgławica znajduje się 1500 lat świetlnych od Ziemi, a jej średnica wynosi około 3,5 roku świetlnego. Na nieboskłonie byłaby nieco większa od tarczy Księżyca, ale widoczna jest, tylko i aż ta część, która jest oświetlana przez Mgławicę IC 434.

Mgławica Koński Łeb kontra jej sąsiedzi

Temu obiektowi na nocnym niebie nie da się odmówić jednego – ma całe mnóstwo kosmicznych sąsiadów. O samej mgławicy można powiedzieć stosunkowo niewiele, znana jest głównie ze swojego wdzięcznego kształtu. Nic dziwnego – jest tylko jednym z wielu elementów całego kompleksu mgławic.

Jak duży będzie obszar na niebie, jeśliby umieścić w nim kilkadziesiąt tarcz Księżyca? Mniej więcej taki obszar na niebie zajmuje Zespół Obłoków Molekularnych Oriona. Jest to monumentalna fabryka nowych gwiazd i najbliższy Ziemi obszar tego typu. Cały ten obszar rozciąga się na setki lat świetlnych. 

Na Kompleks Oriona składają się mgławice różnego typu, ale łączy je to, że w ich wnętrzach dochodzi do narodzin nowych gwiazd. Skupiska wodoru i helu z czasem pod wpływem własnej grawitacji zbijają się w kłęby materii. Kiedy nagromadzi się jej wystarczająco dużo w jednym miejscu, rozpoczyna się reakcja termojądrowa – rodzi się gwiazda.

Gdzieniegdzie można zauważyć też zarodki różniące się od innych. Niektórym protogwiazdom, czyli gwiazdom w trakcie formowania, udaje się zgromadzić wokół siebie pokaźną ilość materii, głównie pyłu. Obłoki tego pyłu okrążają gwiazdę, a przy okazji również pod wpływem własnej grawitacji łączą się w większe okruchy skalne – tak zwane dyski protoplanetarne. W ich wnętrzu powstaną z czasem nowe, obce światy. Może będą podobne do Ziemi, a może będą zupełnie inne niż wszystko to, co znamy z Układu Słonecznego.

Centralnym elementem Kompleksu Oriona jest Mgławica Oriona. Znajduje się mniej więcej pośrodku całej gromady i to właśnie w niej odnotowuje się największą działalność gwiazdotwórczą. Mgławicę rozświetlają cztery najjaśniejsze nowonarodzone gwiazdy będące Gromadą Trapez (ze względu na kształt ich ułożenia). Obserwując mgławicę, można wyróżnić dwa jej elementy. Jaśniejsze obszary mgławicy są często nazywane skrzydłami, a ciemny obłok między nimi to Mgławica Rybi Pysk. Po lewej stronie znajduje się Mgławica de Mairana, która początkowo była uważana za osobną mgławicę, ale dziś traktuje się ją jako jeden ze składników Kompleksu Oriona.

Do Kompleksu Oriona Zaliczyć można jeszcze Pętlę Barnarda – piękną mgławicę emisyjną będącą obłokiem zjonizowanego gazu, oraz Mgławicę Płomień. Ta ostatnia znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Mgławicy Koński Łeb (powyżej i trochę na lewo, patrząc z Ziemi). Nazwę zawdzięcza zjawiskowemu kształtowi przypominającemu, a jakże, płomień świecy. Podobnie jak pozostałe mgławice, i ta jest chmurą gazu i pyłu z wyraźnie widocznym obszarem zjonizowanego wodoru. Za świecenie się mgławicy odpowiada wyjątkowo gorąca, młoda i masywna gwiazda w jej wnętrzu.

Mgławica Koński Łeb a Mgławica Kraba

Na pierwszy rzut oka: obydwie są piękne, ale dzielą je właściwości fizyczne i historia. Przede wszystkim, Mgławica Koński Łeb jest kolebką nowonarodzonych gwiazd, podczas gdy Mgławica Kraba jest tym, co pozostało po umierającej supermasywnej gwieździe. SN 1054 – takie właśnie oznaczenie nosi zdarzenie, które pozostawiło po sobie mgławicę. W 1054 roku na niebie pojawiła się wyjątkowo mocna gwiazda, widoczna całą dobę przez 23 dni. Była to supernowa typu drugiego – wybuch czerwonego nadolbrzyma.

Umierająca gwiazda pod wpływem własnej grawitacji zapadła się, a powstała w ten sposób energia rozerwała jej zewnętrzną część. Wyrzucona w ten sposób materia utworzyła struktury, które obserwujemy dzisiaj z Ziemi. Rdzeń gwiazdy-przodka utworzył we wnętrzu mgławicy wyjątkowo gęsty obiekt, emitujący ogromne ilości promieniowania rentgenowskiego i gamma. Jest to tak zwany pulsar – gwiazda neutronowa.

Jaka przyszłość czeka mgławicę? Obecnie wiadomo, że mgławica Kraba się rozszerza, ale na tym się nie skończy. Myśląc według zasady, że w przyrodzie nic nie ginie, w przyszłości jej materia zacznie z powrotem łączyć się i w efekcie tworzyć nowe gwiazdy.

Mgławica Koński Łeb a Mgławica Andromedy

Te dwa obiekty różni przede wszystkim to... że jeden z nich wcale nie jest mgławicą. Użycie słowa „mgławica” w stosunku do Andromedy brzmi jak jakieś nieporozumienie, jednak takie sformułowanie obowiązywało przez blisko 1000 lat. Jak to możliwe?

Mgławica Andromedy była znana już we wczesnym średniowieczu. Jest obecnie, jak i była wtedy bardzo dobrze widoczna gołym okiem. Kiedy ludzie zaczęli coraz częściej obserwować wszechświat, budziła jednak niewielkie zainteresowanie. Była traktowana po prostu jak „niewielki obłok z jasnym środkiem” w gwiazdozbiorze Andromedy. Obserwacje teleskopem również nie pokazywały nic szczególnego, Andromeda była po prostu mało interesująca.

To dlatego, że w tamtych czasach ludzie dopiero zaczęli odkrywać, że żyją w skupisku wielu gwiazd. Sądzono, że nasza galaktyka jest jedyna we wszechświecie, a Słońce leży w jej centrum. Nikomu się nawet nie śniło, że Andromeda może być kolejną kosmiczną wyspą, dlatego nazwano ją zaledwie „mgławicą”. Tego stanu rzeczy nie zmieniło nawet odkrycie dziwnych struktur dookoła jej centrum, do złudzenia przypominających spirale. Dopiero na początku XX wieku wysunięto hipotezę, że Mgławica Andromedy jest tak naprawdę Galaktyką Andromedy.