Uważność to stan umysłu, na który zwrócił szczególną uwagę pewien młody mężczyzna ponad 2500 lat temu w Indiach. W dolinie Gangesu roiło się wtedy od wędrownych filozofów, którzy głosili całą gamę metod osiągnięcia ostatecznego szczęścia – od pełnej ascezy po całkowite zanurzenie w przyjemnościach. Mężczyzna, o którym mowa, nie dał się zwieść ekstremom. Jak głosi legenda, przeszedł paroletni epizod umartwiania się, by dojść do wniosku, że kluczem do pozbycia się cierpienia jest bezstronna obserwacja procesu życia: umysłu, doznań zmysłowych, ich wzajemnej relacji. Uważność, czyli w języku pali – sati, jest jej zasadniczym elementem. Ten mężczyzna nazywał się Gotama. Od pewnego wydarzenia z jego życia – szczególnie silnego wglądu w naturę rzeczywistości, który miał miejsce pod drzewem figowym w Bodhgaja w Indiach – zaczęto nazywać go imieniem, pod którym znamy go dzisiaj: Budda, czyli Przebudzony. Zainspirował powstanie światowej religii, którą – w formie mniej lub bardziej zbliżonej do jego nauk – wyznaje dzisiaj kilkaset milionów ludzi.

Kilka la temu pewien dziennikarz BBC przeszukał bazy brytyjskiej prasy z kwietnia 2004 roku. Słowa „uważność” („mindfulness”) użyto wtedy dwukrotnie. Dziesięć lat później, w kwietniu 2014 r. – 150 razy. Uważność, której uczymy się dzisiaj w szpitalach, żeby łagodzić ból, i na specjalnych kursach dla lepszego samopoczucia lub pozbycia się stresu, służyła Buddzie do czegoś innego. Była elementem jego strategii medytacyjnej, na której końcu jest nibbana – pełne przebudzenie. Elementem ważnym, ale nie jedynym.

Rozumienie, nie tylko świadomość

Uważność to szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nie-osądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę – to definicja Jona Kabata Zinna, człowieka, który wypreparował pojęcie mindfulness z buddyjskiego kontekstu, a potem je spopularyzował. W takiej postaci nie różni się od klasycznego znaczenia sati, jako pamiętania o tym, by być obecnym. Kiedy Zinn definiuje uważność jako bezstronną obserwację tego, co się wydarza, jest blisko definicji współczesnych azjatyckich mistrzów medytacji.

Jeden z nich, Birmańczyk U Tejaniya, pisze, że oparta na uważności medytacja wglądu jest „uznawaniem i obserwowaniem wszystkiego cokolwiek się wydarza – czy jest to przyjemne, czy nie – w zrelaksowany sposób”. Tenże mistrz dodaje jednak podczas każdego prawie wykładu: „Sama świadomość nie wystarczy”. Napisał nawet książeczkę pod takim tytułem, a w niej zdanie: „Znacznie ważniejsze jest chcieć zrozumieć, co się dokładnie dzieje, niż próbować być świadomym. Praktykujemy medytację uważności, ponieważ chcemy zrozumieć”.

U Tejaniya zwraca uwagę na jeden z sześciu pozostałych czynników budzenia umysłu – dogłębne badanie. Pozostała piątka to: witalność, radość, wyciszenie, koncentracja i bezstronność. Kiedy ich nie znamy, mamy tendencję do demonizowania uważności. Słynne „bycie w chwili obecnej” zdaje nam się jedynym warunkiem osiągnięcia doskonałego szczęścia.  W buddyjskich pismach sati prawie zawsze towarzyszy inny czynnik – klarowne poznawanie. Bez niego uważność nie ma sensu i może się zamienić w autohipnotyczną ucieczkę od myśli, rodzaj odrętwienia. Klarowne myślenie dodaje jej dynamiki.

Pewna buddyjska sutta daje taki przykład: wyobraź sobie pastucha, który ma pod opieką stado puszczonych wolno krów. Musi uważać, żeby żadna z nich nie weszła w uprawy i nie narobiła szkód. Zużywa na to wiele wysiłku, wytężając zmysły i biegając we wszystkie strony. Kiedy jednak zbiory zostaną sprzątnięte z pól, jego praca staje się nagle bezwysiłkowa. Gdziekolwiek pójdą krowy, nie zaszkodzą uprawom. Uważność – doświadczanie życia bez pragnienia – jest takim bezwysiłkowym stanem. Jej cechy to rozluźnienie i szeroka perspektywa. W literaturze buddyjskiej pojawia się pojęcie „właściwa uważność”. Staje się taka, gdy praktykuje-my ją w połączeniu z pozostałymi czynnikami przebudzenia.

 

Bezpośrednia ścieżka do przebudzenia

Jednym z najistotniejszych etapów rozwijania wglądu w buddyzmie jest pojawienie się radości medytacyjnej (jednego z czynników przebudzenia) – takiej, która nie bierze się ze stymulacji zmysłowej. Taka radość – w miarę praktyki – staje się coraz trwalsza, a jednocześnie coraz bardziej subtelna. Przechodzi w wyciszenie (kolejny czynnik) i znacznie zwiększa naszą zdolność koncentracji (jeszcze jeden czynnik). Odczuwamy – najpierw euforycznie, a potem spokojniej – że oto odkryliśmy nowe źródło wolności. Staje się oczywiste, że nasze szczęście nie zależy wyłącznie od korzystnych wydarzeń.

Niezbędnym warunkiem pojawienia się radości medytacyjnej jest jednak dość ścisłe przestrzeganie podstawowych wskazań etycznych – unikania zabijania wszelkich czujących istot, kradzieży, kłamstwa, zażywania toksycznych substancji i uprawiania seksu, który krzywdzi innych, o czym nie zawsze informuje się na kursach uważności. Może dlatego wielu ludzi praktykujących uważność nigdy nie osiąga tego etapu.