Paradoks pocztowy

Odpowiedź jest w zasadzie banalna i oczywista. Zniknął wraz z tempem współczesnego świata. Technika i nowe technologie miały nam zagwarantować oszczędność czasu, a nadały życiu pęd, który sprawił, że mamy go mniej niż dawniej. Przykład? Pisanie e-maili zamiast tradycyjnych listów. Teoretycznie napisanie e-maila zajmuje chwilę, ale paradoks polega na tym, że wszyscy komunikują się w ten sposób. Zatem więcej osób wyśle wiadomość i większej liczbie osób trzeba będzie odpisać, a co za tym idzie, poświęcić na korespondencję więcej czasu. Gdyby tylko jedna osoba korzystała z e-maila, a pozostali nadal wysyłali tradycyjne listy, to rzeczywiście ta jedna osoba zyskałaby mnóstwo czasu. Tyle że z tej drogi komunikacji korzysta cały świat, więc wszyscy przyspieszają.

Im więcej informacji do nas dociera, tym mniej czasu mamy na ich przepracowanie. Stanisław Lem powiedział: „Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta”. Tak samo jak z czytaniem jest z bombardującymi nas wszystkimi kanałami informacjami. Jednym uchem wpadają, a drugim wypadają, bo nikt nie jest w stanie zapamiętać i przetworzyć spływającej bez końca masy danych. Skutecznie i bez przerwy odrywają nas za to od właściwego zajęcia, rozwałkowując nasz czas pracy i osłabiając tym samym nasze największe dobro: uwagę - dodaje Ulrich Schnabel.

Nie dość, że od zadań w godzinach pracy odrywają nas e-maile, telefony czy koledzy, to tak przyzwyczailiśmy się do nieustannych zakłóceń, że sami sobie przerywamy. Ile razy do tego momentu przerwali sobie państwo lekturę choćby sekundowym spojrzeniem w okno, sprawdzeniem, czy nie ma nowego komentarza pod postem na Facebooku, albo myślą o tym, co trzeba zrobić za chwilę?

Doszliśmy do momentu, w którym mając czas wolny i mogąc się nim cieszyć, czujemy się znudzeni brakiem wydarzeń i sami z siebie, przez nikogo niezmuszani, stwarzamy sobie gorączkowy pośpiech.

Drzemka bez poczucia winy

Niestety, nie wystarczy sobie obiecać, że po prostu będziemy się koncentrować. Emocje i pewnego rodzaju ekscytacja, związane z oczekiwaniem na nadejście nowych informacji, kolejnych bodźców, są równie uzależniające jak podjadanie chipsów czy solonych orzeszków. Siła woli, która miałaby nam pomóc, działa jak każdy mięsień. Przeciążona - nie udźwignie kolejnego zakazu. Jeśli zatem siła woli nie wystarczy, to co nam pozostało? Ulrich Schnabel proponuje politykę małych kroków: najpierw zrezygnować z batoników czekoladowych podjadanych między posiłkami, a skrzynkę poczty elektronicznej zamknąć przynajmniej na godzinę. To już jest coś! Dopiero wtedy, kiedy taka zmiana zachowania przekształci się w nawyk, można przejść do kolejnego kroku. Pytanie tylko, po co mielibyśmy co jakiś czas przełączać się w tryb offline i pozwalać sobie na słodkie nicnierobienie, skoro to wymaga od nas wysiłku?